MICHAŁ DOMAŃSKI

 


   FOT STADION.LVIV.UA

Milowymi krokami zbliżają się XIV Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej 2012, oficjalnie UEFA EURO 2012™. Do ich rozpoczęcia pozostało już jedynie kilkadziesiąt dni. Odbędą się one w Polsce i na Ukrainie od 8 czerwca do 1 lipca br. Jest to największa impreza sportowa na Starym Kontynencie i trzecia – pod względem zainteresowania kibiców i widzów – na całym globie (po Letnich Igrzyskach Olimpijskich i Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej). Turniej zacznie się na Stadionie Narodowym w Warszawie i zakończy na Stadionie Olimpijskim w Kijowie. Mistrzostwa zagoszczą jeszcze na 6 innych obiektach piłkarskich: Stadionie Miejskim we Wrocławiu, PGE Arenie w Gdańsku, Stadionie Miejskim w Poznaniu, Donbass Arenie w Doniecku, Stadionie Metalist w Charkowie oraz Arenie Lwów we Lwowie. Większość z 8 miast gospodarzy UEFA EURO 2012™, a także centrów pobytowych, ośrodków treningowych reprezentacji narodowych uczestniczących w turnieju, jak np. Kraków, Kołobrzeg, Jachranka, Sopot czy Wieliczka, to popularne kierunki turystyczne. Podczas mistrzostw rozegranych zostanie 31 meczów, w tym 15 w naszym kraju. W imprezie uczestniczyć będzie 16 drużyn. W Polsce zamieszka w sumie 13 reprezentacji narodowych, a na Ukrainie tylko 3. Z tego powodu to właśnie do nas, a nie do naszych wschodnich sąsiadów, przyjedzie zdecydowanie więcej kibiców piłkarskich i turystów z całej Europy (i nie tylko!).

 

Przygotowania do turnieju ruszyły pełną parą już 5 lat temu, zaraz po oficjalnym ogłoszeniu wyników wyborów gospodarza Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej 2012. Radosna nowina dotarła do nas 18 kwietnia 2007 r., kiedy to w tajnym głosowaniu Komitetu Wykonawczego UEFA (Unii Europejskich Związków Piłkarskich) w walijskim Cardiff bezwzględną większością głosów wygrała wspólna kandydatura Polski i Ukrainy. Została ona oceniona wyżej od ofert złożonych przez Włochów oraz Chorwatów z Węgrami. Wypada mieć tylko nadzieję, że podołamy organizacyjnie temu wielkiemu wydarzeniu, i że będzie to niezapomniana impreza, która rozsławi nasz kraj na cały świat.      

Przewiduje się, że z okazji UEFA EURO 2012™ Polskę odwiedzi ponad milion gości. Będą to głównie kibice, piłkarze, działacze, sponsorzy, dziennikarze i politycy. Zdecydowana większość z nich zatrzyma się w naszym kraju na dłużej niż jeden dzień. To wielka szansa dla polskiej branży turystycznej – dla hotelarzy, przewoźników (zarówno lotniczych, jak i autobusowych), restauratorów itd. Warto w tym miejscu nadmienić, iż – według ekspertów – dzięki Euro 2012 Polskę zacznie odwiedzać rocznie prawie 0,5 mln gości więcej niż przed turniejem, co przełoży się na zwiększenie wpływów z turystyki.

Oprócz 8 miast gospodarzy – Warszawy, Wrocławia, Gdańska i Poznania oraz Kijowa, Doniecka, Charkowa i Lwowa, w mistrzostwach będą uczestniczyły również inne miejscowości jako oficjalne centra pobytowe na UEFA EURO 2012™. We wrześniu 2010 r. ogłoszono ostateczną listę 21 tego typu ośrodków z Polski, rekomendowanych przez UEFA (z Ukrainy było 17). Wśród nich znalazły się: Gdańsk, Gdynia, Gniewino, Jelenia Góra, Józefów, Kielce, Kołobrzeg, Kraków, Legionowo, Lubawa, Międzychód, Opalenica, Ostróda, Puławy, Słupsk, Tychy, Warka, Warszawa, Wieliczka, Władysławowo i Wrocław. Poszczególne drużyny narodowe, przy współpracy z UEFA, wybrały w końcu oficjalnie w lutym 2012 r. swoje centra pobytowe. Okazało się, że aż 13 z 16 reprezentacji zdecydowało się zamieszkać w Polsce.

Jest to niewątpliwy sukces naszych miejscowości, hoteli i ośrodków treningowych. Wymagania stawiane przez UEFA wobec centrów pobytowych były naprawdę wysokie. Wszystko po to, aby zapewnić jak największy komfort drużynom narodowym i grającym w nich gwiazdom piłkarskim światowego formatu. Jeśli chodzi o hotele lub ośrodki sportowe, to brano pod uwagę tylko te o standardzie 4 i 5 gwiazdek, dysponujące odpowiednią liczbą dostępnych pokoi, siłownię, basen, strefę wypoczynku, sale konferencyjne i specjalne pomieszczenia do opieki medycznej i masażu. Poza tym musiały one zapewnić prywatność ekipom – zagwarantować im oddzielne wejścia i korytarze (nie miały obowiązku dokonania rezerwacji na wyłączność danej reprezentacji) oraz możliwość przygotowywania posiłków we własnym zakresie. Z kolei przed ośrodkami treningowymi UEFA postawiła następujące warunki: muszą one znajdować się blisko hotelu (nie dalej niż 20 minut drogi) i posiadać co najmniej jedno najwyższej jakości boisko o standardowych wymiarach (105 x 68 m), na którym można przeprowadzać zarówno otwarte, jak i zamknięte dla publiczności zajęcia z piłkarzami.

 

CENTRA POBYTOWE

Stworzenie jak najlepszej oferty centrów pobytowych dla drużyn narodowych biorących udział w turnieju było jednym z najważniejszych i najtrudniejszych elementów przygotowań do mistrzostw. Cieszy więc fakt, że zostało to docenione, i że zdecydowana większość reprezentacji zatrzyma się na czas UEFA EURO 2012™ w Polsce. Wypada mieć tylko nadzieję, że wszyscy będą zadowoleni z wyboru naszego kraju, ze standardów polskich hoteli i stadionów, jakości obsługi, atrakcji oferowanych przez miasta gospodarzy oraz centra pobytowo-treningowe itd.

A jakie miejsca w Polsce zostały wybrane przez tych 13 drużyn narodowych? Otóż Anglicy zdecydowali się na 5-gwiazdkowy Hotel Stary w samym sercu Krakowa, tuż przy Rynku Głównym. Będą trenować na Stadionie Miejskim Hutnika Kraków.

Z kolei Chorwaci wybrali 4-gwiazdkowy Hotel Sielanka nad Pilicą w Warce na Mazowszu. Zaledwie 100 metrów od niego czekają na nich dwa boiska treningowe.

Natomiast Czesi zamieszkają w 5-gwiazdkowym Hotelu Monopol w centrum Wrocławia. Będą ćwiczyć na stadionie przy ul. Oporowskiej, z którego do niedawna korzystała drużyna piłkarska WKS Śląsk Wrocław.

Duńczycy zatrzymają się blisko swojej ojczyzny – w 5-gwiazdkowym Marine Hotelu w Kołobrzegu. Ich treningi będzie można podglądać na Stadionie Miejskim i w Hali Milenium.

Greccy piłkarze na swoją bazę pobytową na czas UEFA EURO 2012™ wybrali 4-gwiazdkowy Hotel Warszawianka Wellness & SPA położony w Jachrance pod Warszawą, na skraju mazowieckiej puszczy, tuż nad malowniczym Zalewem Zegrzyńskim. Treningi Greków zostały zaplanowane na Stadionie Miejskim w pobliskim Legionowie.

Z kolei mistrzowie świata i Europy, Hiszpanie, zdecydowali się na Hotel Mistral Sport w malutkim Gniewinie nad Jeziorem Żarnowieckim. Ich zajęcia będzie można podpatrywać na miejscowym boisku oraz na innych tutejszych obiektach sportowych i rekreacyjnych.

Holendrzy zatrzymają się w 5-gwiazdkowym Hotelu Sheraton w sercu Krakowa, niedaleko Rynku Głównego, z pięknym widokiem na Wawel. Miejscem treningowym dla holenderskich piłkarzy będzie Stadion Miejski im. Henryka Reymana, na którym gra na co dzień drużyna Wisły Kraków.

Reprezentacja Irlandii w czasie mistrzostw zamieszka w 5-gwiazdkowym Hotelu Sheraton w Sopocie. Jej treningi zaplanowano na Stadionie Miejskim w Gdyni.

Niemcy wybrali 5-gwiazdkowy Hotel Dwór Oliwski w Gdańsku. Ich zajęcia będzie można oglądać na boisku gdańskiego Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, gdzie przed przeprowadzką na PGE Arenę rozgrywali swoje mecze piłkarze Lechii Gdańsk.

Nasza drużyna narodowa zdecydowała się zatrzymać w 5-gwiazdkowym Hyatt Regency Warsaw w centrum stolicy. Reprezentanci Polski będą trenować na stadionie Polonii Warszawa.

Portugalczycy zamieszkają w czasie UEFA EURO 2012™ w 4-gwiazdkowym Hotelu Remes Sport & SPA w Opalenicy koło Poznania. Zajęcia portugalskich piłkarzy zaplanowano na boiskach treningowych przylegających do tego obiektu.    

Rosjanie wybrali dla siebie 5-gwiazdkowy Hotel Le Méridien Bristol w samym sercu stolicy Polski, tuż przy Trakcie Królewskim. Ich treningi odbywać się będą na Stadionie Miejskim w podwarszawskim Sulejówku.  

Włosi wreszcie zatrzymają się podczas turnieju w 4-gwiazdkowym Turówka Hotel & SPA w Wieliczce. Zajęcia włoskich piłkarzy będzie można podziwiać na Stadionie Cracovii im. Józefa Piłsudskiego.

Jak więc widać, aż cztery drużyny narodowe wybrały na swą bazę Mazowsze i stolicę Polski. Zamieszkają tu Chorwaci, Grecy, Polacy i Rosjanie. Nie mniejszą popularnością cieszyło się polskie Wybrzeże. Na pobyt na nim zdecydowały się również cztery reprezentacje. Zatrzymają się tutaj Hiszpanie, Irlandczycy, Duńczycy i Niemcy. Klimatyczny i zabytkowy Kraków oraz pobliską Wieliczkę wybrały trzy silne ekipy – Anglia, Holandia i Włochy. W Wielkopolsce będą przebywać jedynie Portugalczycy, a na Dolnym Śląsku – nasi południowi sąsiedzi, Czesi.

Pozostałe 3 reprezentacje narodowe zamieszkają na Ukrainie. Francuzi zdecydowali się na Donieck, a Szwedzi na Kozin koło Kijowa. Ukraińcy – co oczywiste – także przebywać będą u siebie. Wybrali oni na swoją bazę Kijów.

 

ARENY MISTRZOSTW

FOT. J. KOŚNIK

UEFA EURO 2012™ odbędzie się na 8 stadionach, 4 w Polsce i 4 na Ukrainie. Mecze zaplanowano na: Stadionie Narodowym w Warszawie, Stadionie Miejskim we Wrocławiu, PGE Arenie w Gdańsku i Stadionie Miejskim w Poznaniu oraz Stadionie Olimpijskim w Kijowie, Donbass Arenie w Doniecku, Stadionie Metalist w Charkowie i Arenie Lwów we Lwowie. Większość z nich – 5 – to nowe obiekty, które zbudowano specjalnie z myślą o Mistrzostwach Europy w Piłce Nożnej 2012. Pozostałe 3 areny (w Poznaniu, Kijowie i Charkowie) przeszły gruntowną renowację. Wszystkie wymienione stadiony spełniają – oczywiście – wymagania najwyższej, 4. kategorii UEFA.

                Największą areną UEFA EURO 2012™ jest Stadion Olimpijski w Kijowie. Ma on pojemność 70 050 miejsc. Odbędą się na nim 3 mecze w grupie D (Ukraina–Szwecja w dn. 11 czerwca, Szwecja–Anglia w dn. 15 czerwca i Szwecja–Francja w dn. 19 czerwca), ćwierćfinał w dn. 24 czerwca i finał mistrzostw w dn. 1 lipca.

                Drugim pod względem wielkości obiektem (największym typowo piłkarskim) jest Stadion Narodowy w Warszawie. Na jego trybunach podczas mistrzostw będzie mogło zasiąść 58 000 kibiców. Zaplanowano tu 3 spotkania grupy A (mecz otwarcia w dn. 8 czerwca – Polska–Grecja, Polska–Rosja w dn. 12 czerwca i Grecja–Rosja w dn. 16 czerwca), ćwierćfinał w dn. 21 czerwca i półfinał w dn. 28 czerwca. 

                Trzeci pod względem pojemności stadion to Donbass Arena w Doniecku. Zmieści się na nim 51 504 widzów. Rozegrane zostaną tutaj 3 mecze w grupie D (Francja–Anglia w dn. 11 czerwca, Francja–Ukraina w dn. 15 czerwca i Anglia–Ukraina w dn. 19 czerwca), ćwierćfinał w dn. 23 czerwca i półfinał w dn. 27 czerwca.

                Kolejnym pod względem wielkości obiektem jest PGE Arena Gdańsk. Ma ona pojemność 43 615 miejsc. Zaplanowano na niej 3 spotkania grupy C (Hiszpania–Włochy w dn. 10 czerwca, Hiszpania–Irlandia w dn. 14 czerwca i Chorwacja–Hiszpania w dn. 18 czerwca) oraz ćwierćfinał w dn. 22 czerwca.

Następne miejsce zajmuje Stadion Miejski w Poznaniu. Może na nim zasiąść 43 269 kibiców. W stolicy Wielkopolski odbędą się 3 mecze w grupie C (Irlandia–Chorwacja w dn. 10 czerwca, Włochy–Chorwacja w dn. 14 czerwca i Włochy–Irlandia w dn. 18 czerwca).

                Kolejną areną Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej 2012 jest Stadion Miejski we Wrocławiu. Jego pojemność na czas turnieju wynosi 42 771 widzów. Rozegrane zostaną na nim 3 spotkania w ramach grupy A (Rosja–Czechy w dn. 8 czerwca, Grecja–Czechy w dn. 12 czerwca i Polska–Czechy w dn. 16 czerwca). 

                Dalej należy wymienić Stadion Metalist w Charkowie. Na jego trybunach podczas Euro będzie mogło zasiąść 38 633 kibiców. Zaplanowano tu 3 mecze w grupie B (Holandia–Dania w dn. 9 czerwca, Holandia–Niemcy w dn. 13 czerwca i Holandia–Portugalia w dn. 17 czerwca).

                Najmniejszym obiektem mistrzostw jest Arena Lwów we Lwowie. Ma ona pojemność 34 915 miejsc. Odbędą się na niej 3 spotkania grupy B (Niemcy–Portugalia w dn. 9 czerwca, Dania–Portugalia w dn. 13 czerwca i Dania–Niemcy w dn. 17 czerwca). 

                Mecz otwarcia będzie miał miejsce już 8 czerwca w Warszawie, a finał 1 lipca w Kijowie. Przez blisko miesiąc Polska i Ukraina znajdą się więc na ustach całego świata. UEFA EURO 2012™ to wielka promocja dla naszego kraju. Wystarczy powiedzieć, że wszystkie spotkania będą transmitowane na żywo do ponad 200 państw! Warto wykorzystać tę szansę…  

 

OFICJALNE MASKOTKI UEFA EURO 2012™

 Sławek i Slavko zostali zaprezentowani szerokiej publiczności 16 listopada 2010 r. w Teatrze Polskim w Warszawie. Są to oficjalne maskotki Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej 2012. Za ich projekt i wykonanie odpowiedzialna jest firma Warner Bros, znana z produkcji filmów animowanych. Sławek i Slavko to młodzi bliźniacy, Polak i Ukrainiec, ubrani w stroje piłkarskie w barwach narodowych swoich krajów. Imiona maskotek wybrali kibice z całego świata spośród 3 wytypowanych wcześniej przez UEFA i Lokalne Komitety Organizacyjne propozycji. Głosowanie rozpoczęło się 16 listopada 2010 r. i trwało niecały miesiąc – do 3 grudnia. Jego wynik został ogłoszony dzień później w Kijowie. Za zwycięską propozycją opowiedziało się 56 proc. osób (spośród blisko 40 tys. głosujących).

 


 

Artykuły wybrane losowo

Seszele – kokosowa kraina szczęścia

379 IMG1 Grande Soeur 10630x7102

Otoczona granitowymi skałami rajska plaża na wysepce Grande Soeur na Seszelach

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

MAGGIE ANKOWSKA

www.seszelerajnaziemi.com

 

Pewnego dnia dziwnym zbiegiem okoliczności miejsce, które do niedawna było dla mnie tylko kropką na mapie świata, tropikiem odległym i nieosiągalnym, stało się moim domem. Wylądowałam w zakazanym raju – wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że nie mam prawa tu być. Na Seszelach, archipelagu będącym częścią Grzbietu Maskareńskiego, do dziś żyje największa populacja żółwi olbrzymich na naszym globie. Większość wysp jest niezamieszkała, a ciszę mąci na nich tylko szum Oceanu Indyjskiego i wiatr szeleszczący wśród liści palm kokosowych…

 

W tym wyspiarskim państwie mieszka ponad 93 tys. ludzi. Dla porównania w samej Warszawie żyje ich niemal 19 razy tyle. Największa w archipelagu jest wyspa Mahé (157,3 km2) ze stolicą Victorią. Seszele, znajdujące się przez wiele lat w rękach Francuzów, a potem Brytyjczyków, uzyskały niepodległość w czerwcu 1976 r. Mimo iż ich mieszkańcy silnie utożsamiają się ze swoją kreolską kulturą i najchętniej posługują się seszelskim kreolskim, wpływy wcześniejszych kolonizatorów są bardzo wyraźne – do języków urzędowych należy również francuski i brytyjski, na ulicach obowiązuje ruch lewostronny, a w budynkach montuje się gniazdka z trzema otworami.

 

Choć dochody z turystyki stanowią niezmiernie istotną część budżetu państwa i miejscowi chętnie goszczą turystów, najważniejsze pozostaje dla nich zachowanie archipelagu w niezmienionym naturalnym stanie. Życie lokalnej ludności płynie spokojnym rytmem, a ruch turystyczny odbywa się jakby obok. Mieszkałam tutaj kilka lat, pracowałam z wyspiarzami i spędzałam z nimi czas wolny, ale pomimo moich największych starań i dużej otwartości na odmienną kulturę zawsze czułam się obca, choć zostałam zaakceptowana. Ta aura niedostępności otaczająca Seszelczyków sprawia, że człowiek z zewnątrz odnosi wrażenie, iż znalazł miejsce wyjątkowe, tylko dla wybranych – trafił do raju. Okolica zdaje się zresztą potwierdzać to przypuszczenie. Nawet na Mahé, najpopularniejszej z wysp, o każdej porze dnia możemy wybierać z minimum tuzina rajskich plaż, na których będziemy po prostu sami.

 

WYSPA ATRAKCJI

 

W ostatnich latach ruch turystyczny na Seszelach zwiększył się i dziś archipelag postrzegany jest jako idealne miejsce na romantyczny wyjazd dla zakochanych, ślub, podróż poślubną czy świętowanie okrągłych rocznic dla osób w związku. Trudno się temu dziwić. Już w momencie opuszczania samolotu można poczuć, że trafiło się w tropiki. Słodkie, lepkie, gorące powietrze o niepowtarzalnym zapachu otula twarz i zapowiada dalsze przyjemności. Droga z lotniska prowadzi krętym wybrzeżem pokrytym białym piaskiem i granitowymi skałami. Gdy wreszcie dotrze się do jednego z miejscowych wspaniałych hoteli, trudno oprzeć się urokowi pięknych prywatnych plaż i znakomicie zagospodarowanych ogrodów. Niejednemu turyście wydaje się, że cudowniej być już nie może. Dlatego też wielu z nich decyduje się nie opuszczać swojego hotelowego raju, ale zupełnie niesłusznie. Zapewniam, że warto poznać bliżej całe Seszele.

 

Ze wszystkich wysp archipelagu właściwie tylko trzy są zamieszkałe przez lokalną ludność – Mahé, Praslin i La Digue. Na kilku pozostałych znajdują się luksusowe ośrodki wczasowe i przebywają tu tylko bardzo majętni turyści i obsługa hotelowa.

 

Dla większości osób odwiedzających Seszele pierwszym przystankiem jest Mahé. Ponieważ to największa i najbardziej rozwinięta wyspa z całego regionu, czeka na niej najwięcej atrakcji. Możemy wykupić lot helikopterem, popłynąć na połów, pojeździć po wybrzeżu konno, wynająć skutery wodne, wybrać się na rejs łodzią i zatrzymywać po drodze na najdzikszych plażach. Dla amatorów pieszych wycieczek nie zabraknie szlaków trekkingowych. W środku tropikalnego lasu poszalejemy na tyrolce. Podwodne królestwo wokół Mahé przypadnie do gustu nawet najbardziej wymagającym i doświadczonym nurkom. Chyba jedynym typowo turystycznym rejonem jest plaża Beau Vallon położona na północno-zachodnim brzegu wyspy. W jej okolicy znajdują się hotele, restauracje, promenada i uliczny bazar Labrin, na którym sprzedaje się typowo kreolskie jedzenie. Warto odwiedzić to miejsce w środę wieczorem, kiedy odbywa się festyn z kulinarnymi przysmakami. Seszelski rum Takamaka leje się wtedy strumieniami, a wokół rozbrzmiewa kreolska muzyka. Okoliczni mieszkańcy wylegają na ulice i można poczuć się wśród nich częścią tej lokalnej społeczności, która chętnie przyjmuje do swojego grona ludzi chcących poznać tutejszą kulturę.

 

Jeśli jednak wolimy zejść z utartych ścieżek i odkryć prawdziwe oblicze wyspy, proponuję wynająć samochód i objechać ją dookoła. Podczas takiej wycieczki trzeba zatrzymać się na plaży Anse Royale i po spacerze po ogrodzie przypraw spróbować dań seszelskiej kuchni. Na liście obowiązkowych przystanków nie powinno zabraknąć także Anse Takamaka. Ta jedna z najsłynniejszych plaż na Mahé ciągnie się przez 2 km. Warto zahaczyć też o plaże Anse Intendance i Port Launay.

 

Do stolicy Seszeli – Victorii – dobrze wybrać się rano, aby zdążyć na najświeższe przysmaki z tutejszego targu rybnego, kupić przyprawy, owoce i warzywa. Jeśli jednak ryby aż tak nas nie interesują albo wolimy rozpocząć dzień od plażowania, możemy spokojnie odwiedzić to miejsce później, gdyż otwarte jest do popołudnia i rzadko kiedy brakuje tu towaru.

 

Miłośnicy lokalnej sztuki znajdą w mieście mnóstwo straganów i galerii oferujących wyroby seszelskich artystów. W położonej na piętrze restauracji „Marie-Antoinette” spróbujemy miejscowej kuchni i zasymilujemy się z tutejszą społecznością.

 

Prawie w samym centrum Victorii, w dzielnicy Mont Fleuri leży piękny ogród botaniczny, w którym można zobaczyć, a nawet nakarmić słynne żółwie olbrzymie. Te osobliwe zwierzęta są jedną z większych atrakcji w tym zakątku świata.

 

W SESZELSKICH GŁĘBINACH

 

Podwodny świat Seszeli to przede wszystkim mieniące się tysiącami kolorów i tętniące życiem rafy koralowe, ale nie tylko one. Do najpopularniejszych punktów nurkowych w okolicy należą także cztery wraki (Ennerdale, Twin Barges, Dredger i Aldebaran), które koniecznie trzeba zobaczyć. W ich pobliżu zawsze, bez względu na sezon czy pogodę, można spotkać licznych mieszkańców oceanicznego królestwa. Pod wodą z pewnością natkniemy się na skorpeny, szkaradnice, skrzydlice, olbrzymich rozmiarów homary czy rozdymki tygrysie, a oglądaniu tych niezwykłych stworzeń będzie towarzyszył lekki dreszczyk emocji związany ze zwiedzaniem wnętrz zatopionych statków.

 

Sprzyjające warunki pogodowe i stabilna temperatura utrzymująca się przez cały rok sprawiają, że na nurkowanie na Seszelach warto wybrać się właściwie zawsze, jednak są miesiące, w których eksploracja głębin bywa znacznie przyjemniejsza. Polecam szczególnie okres od stycznia do kwietnia. Wówczas woda jest najcieplejsza, a widoczność – najlepsza. Życie w oceanie rozkwita i zachwyca swoją różnorodnością. Deszcze nie padają prawie w ogóle, w związku z czym między kolejnymi zanurzeniami można przyjemnie odpocząć na łódce i wspaniale się opalić.

 

211 STB 14 Vallee De Mai 4961x3311

Rezerwat Naturalny Doliny Mai porastają endemiczne lodoicje seszelskie

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

Nie oznacza to jednak wcale, że nie powinno się nurkować w pozostałe miesiące, wręcz przeciwnie, nawet trzeba! Zwłaszcza jeśli chcielibyśmy popływać w towarzystwie rekinów wielorybich. Przybywają one w rejon archipelagu w okolicy września i października wraz z południowo-wschodnim monsunem, aby żywić się planktonem. Woda w tym czasie jest trochę chłodniejsza – ma ok. 24–26°C, ale 45-minutowa kąpiel w takiej temperaturze w odpowiednim stroju miło orzeźwia, a podziwianie tej największej ryby na ziemi dostarcza niezapomnianych wrażeń.

 

Nie trzeba być jednak doświadczonym nurkiem, aby odkrywać piękno oceanicznego świata Seszeli. Osoby początkujące znajdą tu wiele fantastycznych miejsc na płytkich wodach, gdzie pośród wspaniałej morskiej fauny i flory będą mogły podszlifować swoje nurkowe umiejętności.

 

Tym, którzy wolą zostać na powierzchni, a ryby chętniej widzą na swoim talerzu, również spodoba się na archipelagu. W regionie, gdzie taniej jest mieć małą łódkę niż samochód, ludzie często trudnią się połowami, a wiedza lokalnych rybaków bywaimponująca. Chętnie dzielą się nią ze wszystkimi zainteresowanymi w trakcie powszechnie organizowanych wypraw na pełne morze, podczas których trafiają się takie zdobycze jak barakudy, żaglice, tuńczyki, pelamidy, marliny błękitne czy samogłowy.

 

Wróćmy jednak na chwilę na ląd, bo i tutaj na Mahé na miłośników przygód czeka niejedno. Jeśli ktoś lubi bliski kontakt z naturą i górskie wędrówki, to na pewno się nie rozczaruje. Co prawda tutejsze góry nie są wysokie, więc wspinaczka w ich rejonie ma charakter bardziej turystyczny niż wyczynowy, ale istnieje kilka szlaków, których pokonanie w tym tropikalnym klimacie wymaga nieco wysiłku. Nagrodę dla wytrwałych stanowią satysfakcja i niepowtarzalne widoki. Najwyższym szczytem na wyspie jest Morne Seychellois (905 m n.p.m.) i choć wydaje się niewysoki, wyprawa na niego bywa niełatwa. Trzeba się dobrze napocić, aby dotrzeć do wierzchołka, ale naprawdę warto! Przy odpowiedniej pogodzie można stąd podziwiać zapierający dech w piersiach rozległy widok na Ocean Indyjski upstrzony gdzieniegdzie kawałkami zielonego, często nietkniętego ludzką ręką lądu.

 

Mahé, mimo iż jest wspaniała i różnorodna, stanowi jednak tylko część tropikalnego archipelagu. Jeśli ograniczymy się więc jedynie do pobytu na niej, nie będziemy w stanie poznać całego regionu. Choć nie sposób odwiedzić wszystkich wysp, są miejsca, których przegapić nie wolno…

 

W CIENIU PALM

 

Zwiedzanie powinniśmy zacząć od Praslin, mimo iż La Digue leży w podobnej odległości od Mahé. Na wyspę najlepiej dostać się porannym samolotem – lot dwupłatowcem prawie w kokpicie pilota dostarcza niesamowitych wrażeń, a przepiękny widok wschodzącego słońca i budzącego się do życia świata zostaje na długo w pamięci.

 

Praslin zachwyca swoimi restauracjami, barami i chyba jeszcze piękniejszymi plażami i ośrodkami wypoczynkowymi, z których nie chce się wychodzić. Jeżeli planujemy spędzić na Seszelach więcej czasu i mamy kilka wolnych dni do zagospodarowania, wizyta tu z pewnością nas nie rozczaruje. Wyspa ta charakteryzuje się stabilniejszą od Mahé pogodą, niewielkim ruchem samochodowym i licznymi połaciami pełnych życia tropikalnych lasów.

 

Odwiedziny na tutejszej przepięknej plaży Anse Lazio będą wspaniałym wstępem do późniejszego poznawania cudów La Digue. Oprócz tego na Praslin zobaczyć trzeba na pewno Rezerwat Naturalny Doliny Mai (Vallée de Mai Nature Reserve) z ekosystemem stanowiącym pozostałość po pradawnych lasach palmowych, gdzie wykształciła się słynna endemiczna dla Seszeli palma kokosowa (lodoicja seszelska), lokalnie zwana coco de mer. W jej owocach o bardzo specyficznym kształcie kryje się największe nasienie świata roślinnego. Wyjątkowa lodoicja seszelska stała się symbolem tego wyspiarskiego kraju.

 

W tych niemalże niezmienionych od wieków lasach spotkać można wiele endemicznych gatunków ptaków i roślin. Podczas spaceru da się usłyszeć czarną papugę seszelską, koralczyka czerwonogłowego czy pustułkę seszelską. Niesamowite bogactwo fauny i flory, zachowane do dziś dzięki staraniom Seszelczyków, sprawia, że to miejsce przypomina świat sprzed rozwinięcia się cywilizacji człowieka, prehistoryczną krainę, w której rządzi tylko natura.

 

Jeśli z Praslin będziemy chcieli wybrać się na La Digue, zabierze nas na nią prom. Na 15 min. staniemy się małym poruszającym się punkcikiem na bezkresnym Oceanie Indyjskim. Gdy ze wszystkich stron otacza nas lazurowa woda, a na horyzoncie widać jedynie oddalającą się linię brzegową usianą palmami kokosowymi, trudno nie pomyśleć, jak mali jesteśmy w porównaniu z ogromem świata. I może niektórych myśl ta przeraża i skłania do rozważań prowadzących do kryzysu egzystencjalnego, ale ja w takim właśnie momencie czuję się wolna…

 

225 STB 7 Creole Buffet 4961x3311

Kuchnia seszelska charakteryzuje się niezmiernie bogatą mieszanką smaków

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

SMAK RAJU

 

La Digue to miejsce idealne. Na tej trzeciej co do wielkości zamieszkałej wyspie Seszeli główny środek transportu stanowi rower. Zaraz po wpłynięciu do portu przedsiębiorczy miejscowi próbują każdego z turystów wyposażyć w jednoślad. Nie należy, oczywiście, oczekiwać najnowocześniejszych modeli rowerów górsko-wyścigowych – większość z oferowanych pojazdów to raczej wysłużone i lekko zniszczone wehikuły, ale przecież nikt nie przyjeżdża się tu ścigać…

 

Na La Digue koniecznie trzeba odwiedzić dwie plaże: Anse Source d’Argent i L’Union Estate. Do obydwu prowadzą bardzo przyjemne, niewymagające specjalnej sprawności fizycznej trasy rowerowe. W Parku Union Estate możemy spotkać żółwie olbrzymie, zwiedzić plantacje wanilii, kokosów i ananasów. Po przemierzeniu tej okolicy w końcu dociera się do jednej z najczęściej fotografowanych plaż na świecie – Anse Source d’Argent. Biały, drobny piasek, nieskazitelnie czysta, turkusowa woda, kokosowe palmy i tak charakterystyczne dla Seszeli granitowe skały tworzą scenerię niczym z prawdziwego raju. Do tego wokół panuje niesamowita cisza nie zakłócana nawet szumem fal, bo ich tu prawie nie ma. Koniecznie należy zabrać ze sobą maskę do snorkelingu, chociaż nawet bez niej najprawdopodobniej będziemy mogli oglądać żółwie morskie podpływające do brzegu w towarzystwie najbardziej egzotycznych gatunków ryb na ziemi. Podczas spaceru wzdłuż plaży na południe podziwia się zapierające dech w piersiach widoki, które na zawsze pozostawiają w pamięci pewność, że byliśmy częścią czegoś wyjątkowego.

 

Choć dzięki otaczającemu nas pięknu na chwilę zapomnimy o głodzie, oprócz nasycenia ducha ważny jest też pokarm dla ciała. Usytuowana tuż przy plaży restauracja, której nie sposób ominąć w drodze powrotnej, serwuje przysmaki kuchni kreolskiej, opartej głównie na rybach i owocach morza.

 

Potrawy z Seszeli są świeże i naturalne. W tutejszej aromatycznej, dość pikantnej kuchni wykorzystuje się głównie produkty lokalne. Miłośnicy owoców morza będą zachwyceni – na początek powinni spróbować tradycyjnej sałatki z ośmiornicy, a po niej ryby po kreolsku. Rybołówstwo jest jednym z głównych zajęć na archipelagu, więc różnorakich świeżych ryb, wyławianych praktycznie co godzinę, nie brakuje nigdy, a miejscowi osiągnęli prawdziwe mistrzostwo w ich przygotowywaniu. Niemal do każdego posiłku podaje się sałatkę z mango i papai. Wyśmienicie komponuje się ona z dość pikantnymi przyprawami, w szczególności ze słynnym kreolskim sosem curry, z którym serwuje się praktycznie wszystko: kurczaka, ryby, wieprzowinę, a dla odważniejszych – lokalny przysmak, czyli nietoperza!

 

Na Seszelach warto też spróbować charakterystycznego dla wysp pacyficznych owocu chlebowca właściwego – rośnie na drzewie i wygląda jak owoc, ale ma konsystencję świeżego chleba i smakuje podobnie do pieczonych ziemniaków. Ci, którzy nie lubią kulinarnych eksperymentów, mogą zamówić po prostu hamburgera i frytki.

 

Najedzeni, opaleni i wypoczęci wyruszymy w drogę powrotną do portu, aby zdążyć przed zachodem słońca. Należy pamiętać, że Seszele leżą na równiku, więc dzień i noc mają porównywalną długość przez cały rok (mniej więcej 12 godz.). Słońce zachodzi ok. godz. 18.30. Zachód oglądany z pokładu statku płynącego przez ocean wygląda po prostu bajecznie…

 

324 IMG24 Anse Source dArgent 4288x2848

Zjawiskowa plaża Anse Source d’Argent na La Digue

© SEYCHELLES TOURISM BOARD

 

OSOBLIWY CUD NATURY

 

Rozpieszczeni i może nawet chwilowo nasyceni ostatnimi wrażeniami nie dajmy się zwieść, że widzieliśmy już wszystko. Najdalej na północ w archipelagu leży niewielka koralowa wyspa o powierzchni ok. 1 km2, przez wielu uważana za najpiękniejszą na świecie. To prawdziwy raj dla ornitologów, miejsce, w którym w niezmąconym spokoju żółwie morskie (zielone i szylkretowe) składają jaja.

 

Od maja do października miliony ptaków przylatują na Bird Island zakładać gniazda. Przez cały rok wyspę zasiedla przynajmniej 20 ich gatunków. Nieustannie rozbrzmiewające ptasie odgłosy nie dają zapomnieć o tym, kto rządzi na tym skrawku lądu.

 

Na Bird Island znajduje się jeden ośrodek (z 24 bungalowami), zbudowany i prowadzony w jak największej zgodzie z naturą. Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc wycieczkę na wyspę trzeba zaplanować odpowiednio wcześniej. Choć koszt pobytu może nie należy do najniższych, jest warty każdej złotówki, a większość pieniędzy zostawianych przez turystów przeznacza się na ochronę tego niezaprzeczalnego cudu przyrody.

 

Nie da się na paru stronach przedstawić całego bogactwa Seszeli, jak również nie sposób w kilka czy kilkanaście dni zwiedzić ich całych. Po każdej wyprawie na archipelag pozostaje niedosyt. Nawet po kilku latach spędzonych na wyspach wciąż będzie nam mało. Stawałam na najwyższych szczytach kontynentów, przemierzałam przerażające ciszą pustynie, skakałam z samolotów, nurkowałam w niedosięgłych głębinach oceanów – robiłam to wszystko, bo szukałam ekstremalnych doznań.

 

Seszele też są ekstremalne, w swoim pięknie, ciszy i osamotnieniu. Leżą pośrodku niczego. To miejsce tak cudowne, że niemal nierealne, odcięte od problemów, z którymi boryka się reszta świata. Tu królową jest natura, a największą wartością – czas spędzany na jej łonie w towarzystwie najbliższych, w cieniu kokosowych palm i przy szklaneczce Takamaki… Na Seszelach człowiek zaczyna rozumieć, że to właśnie ten poszukiwany przez wszystkich raj, beztroska kraina szczęścia.

 

Na Jamajkę z Jamesem Bondem

ROBERT BAJAN

 

<< Ojczyzna muzyki reggae, dub, ska i dancehall kojarzy się przede wszystkim z gorącymi imprezami na plaży, świetnym rumem i… popularyzacją marihuany, nazywanej tutaj „gandzią”. Ta wspaniała karaibska wyspa to jednak także przepiękna przyroda, cuda podwodnego królestwa, tajemnicze jaskinie i burzliwa historia. Tu również angielski pisarz Ian Fleming wymyślał przygody najdzielniejszego i najprzystojniejszego agenta wszechczasów – Jamesa Bonda, w którego rolę w filmowych adaptacjach wcielali się Sean Connery, George Lazenby, Roger Moore, Timothy Dalton, Pierce Brosnan i ostatnio Daniel Craig. Na jamajskim lądzie z pewnością nie grozi nam nuda! >>

Po Kubie i Hispanioli (Haiti) Jamajka jest trzecią co do wielkości wyspą na Karaibach (ma powierzchnię 10 991 km²). Należy do Archipelagu Wielkich Antyli. Jej najwyższe pasmo górskie stanowią Góry Błękitne (Blue Mountains) ze szczytem Blue Mountain Peak (2256 m n.p.m.). To stąd pochodzi słynna kawa Jamaica Blue Mountain Coffee, ceniona na całym świecie.

Więcej…

Madagaskar rozkochuje w sobie

JUSTYNA RYBAK

<< Gdy wyobrażamy sobie Madagaskar, częściej widzimy scenerię przygód nowojorskiego lwa Aleksa z popularnego filmu animowanego wytwórni DreamWorks niż czwartą co do wielkości wyspę na naszej planecie leżącą na Oceanie Indyjskim. Większość z nas raczej nie słyszała o tutejszych kopalniach szafirów, nielegalnym wyrębie lasów czy też zamachu stanu z 2009 r. Z drugiej strony Madagasikara, jak o swoim kraju mówią Malgasze, to kraina nie z tego świata, jedno z najwspanialszych miejsc na ziemi, w którym zakochałam się natychmiast, podobnie zresztą jak kilkaset lat temu Maurycy Beniowski, a później Arkady Fiedler. Tu wciąż jeszcze lemury beztrosko igrają w koronach drzew, drogi są nieprzejezdne po deszczach, a wiara w tabu miesza się z nowoczesnym stylem życia. >>     

Więcej…