MARIUSZ KAPCZYŃSKI
redaktor naczelny portalu Vinisfera.pl

<< Nawet najwybredniejszemu turyście uda się spędzić w tym niezmiernie barwnym zakątku świata niezapomniane wakacje. Czymkolwiek się interesuje, na pewno znajdzie to na południowym krańcu Afryki. Kapsztadzkie ulice przypomną mu o dawnych czasach, wybrzeża dwóch oceanów – Atlantyckiego i Indyjskiego – zachwycą surowością pejzaży, a dzikie zwierzęta nauczą pierwotnych praw natury. A gdy zmęczony nadmiarem wrażeń usiądzie, żeby chwilę odpocząć, kieliszek wyśmienitego południowoafrykańskiego wina wprawi go w błogi nastrój satysfakcji z odbytej podróży. >>

W Republice Południowej Afryki (RPA) używa się aż 11 języków urzędowych (w tym afrikaans i angielskiego). Choć stolicę administracyjną ustanowiono w Pretorii, to parlament obraduje w Kapsztadzie (Cape Town), a siedzibą władz sądowniczych jest Bloemfontein. We wschodniej części państwa leży enklawa – Królestwo Lesotho. W okolicy Przylądka Igielnego (Cape Agulhas) Ocean Indyjski graniczy z Atlantykiem. Nie popełni więc błędu ten, kto uzna ten kraj za niezmiernie fascynujący.
Pierwszy, kwietniowy dzień naszego pobytu w RPA zaczęliśmy wcześnie rano od wizyty na Górze Stołowej (Table Mountain) – symbolu Kapsztadu. Później pojechaliśmy na degustację i obiad do bardzo obiecującej winiarni niedaleko Stellenbosch. Wreszcie wybraliśmy się ponad 100 km dalej, nad Ocean Indyjski…

 

NA POCZĄTEK
Specjalnie zdecydowaliśmy się nieco nadłożyć drogi, aby móc podziwiać naprawdę wspaniałe widoki rozciągające się wzdłuż przybrzeżnej trasy. W końcu wylądowaliśmy w mieście Hermanus, gdzie zasiedliśmy w knajpie położonej niemal nad samym brzegiem oceanu. Restauracja nosiła jakże bliską mi nazwę Burgundy. Nie zamówiliśmy w niej jednak wina, lecz piwo warzone w lokalnym browarze. Popijaliśmy je nieśpiesznie i patrzyliśmy rozmarzeni na Zatokę Walkera (Walker Bay). Słynie ona z odwiedzających ją wielorybów biskajskich południowych. To jedno z najlepszych miejsc do obserwacji tych wielkich morskich ssaków z lądu. Rozmieszczone na brzegu tablice informują, z których punktów podpatrywać wynurzające się z oceanicznych fal zwierzęta.

FOT. SOUTH AFRICAN TOURISM

W Hermanus przybycie wielorybów obwieszcza tzw. Whale Crier


Uprzejmy kelner po przyniesieniu następnej kolejki podjął z nami rozmowę. Dowiedzieliśmy się od niego, że miejscowość, w której się znajdujemy, pierwotnie nosiła nazwę Hermanuspietersfontein. Pokrótce opisał nam też walory turystyczne miasta i wyjaśnił, że jeśli chcemy zobaczyć wieloryby, powinniśmy pojawić się za miesiąc, bo teraz jest na nie za wcześnie, po czym odszedł. Zanim na dobre się jednak od nas oddalił, całkiem niedaleko w zatoce wystrzeliła potężna fontanna wody. Zaskoczeni, na jakiś czas zamarliśmy. Jeszcze długą chwilę czekaliśmy na kolejny znak obecności olbrzyma, ale na próżno. Nic więcej się już nie wydarzyło. To utwierdziło nas tylko w przekonaniu, że musimy tutaj wrócić...

 

ATLANTYCKA PRZYSTAŃ
Większość wycieczek po RPA rozpoczyna się w Kapsztadzie, bardzo chętnie odwiedzanym ze względu na przepiękne położenie (nad Atlantykiem oraz u podnóża Góry Stołowej) i moc czekających tutaj na turystów atrakcji. Wpływy europejskie łączą się w nim z afrykańskimi, a nowoczesność przeplata z tradycją.
To najstarsze miasto kraju. Od początku swojego istnienia stanowiło ważny punkt na morskich szlakach handlowych i komunikacyjnych. Właśnie w tym miejscu osiedlili się w 1652 r. pierwsi holenderscy kolonizatorzy, aby założyć port dla okrętów płynących do Azji. Dziś ślady bogatej, wielokulturowej historii odkryjemy pośród współczesnej kapsztadzkiej zabudowy. Specyficzny charakter Long Street, czyli ulicy Długiej, w dzielnicy City Bowl tworzą stare domy z ażurowymi i zdobionymi balkonami, restauracje, zaciszne bary, kluby, księgarnie czy łaźnie. Dużą popularnością wśród turystów cieszy się także Nabrzeże Wiktorii i Alfreda (Victoria & Alfred Waterfront) z targowiskami i straganami oraz luksusową mariną nad Zatoką Stołową (Table Bay). Podczas spaceru po jego eleganckich deptakach amatorzy zakupów na pewno wyszukają coś dla siebie w tutejszych sklepach, butikach i wszelkiej maści drogeriach, oferujących zarówno produkty znanych światowych firm, jak i afrykańskie rękodzieło. Po zwiedzaniu tego historycznego centrum Kapsztadu najlepiej nabrać sił w jednej z licznych lokalnych restauracji lub którymś z barów z przekąskami i piwem. W wielu z nich uprzyjemnimy sobie posiłek kojącym widokiem na port.
Miłośnicy przyrody powinni udać się do południowej części pobliskiego miasteczka Simonstad (Simon’s Town). Tu, na Plaży Głazów (Boulders Beach), zbierają się stada pingwinów przylądkowych. Na południe od Kapsztadu, wzdłuż brzegu oceanu, ciągnie się spektakularna droga zwana Chapman’s Peak Drive. Wiedzie ona przez zapierające dech w piersiach surowe krajobrazy – poszarpane klify, zatoki i formacje skalne w różnych odcieniach.  

FOT. SOUTH AFRICAN TOURISM

Kapsztadzkie oceanarium Two Oceans Aquarium przy Portswood Square


W kapsztadzkiej metropolii warto zostać dzień dłużej, aby zdążyć odwiedzić oceanarium (Two Oceans Aquarium), obserwatorium astronomiczne czy zobaczyć zabytkowe budynki w dzielnicy Constantia i poczuć klimat dawnych lat. Komu nie wystarczają piesze wycieczki, może poszybować w powietrzu – działa tutaj ośrodek paralotniarski, bądź zejść pod wodę – na wybrzeżu odbywają się szkolenia dla płetwonurków, a na atlantyckim dnie czekają wraki statków.

 

GIGANTYCZNY STÓŁ
Jednak bezsprzecznie najważniejszy symbol miasta, swoisty jego wyróżnik, stanowi słynna Góra Stołowa. Wznosi się ona na wysokość 1086 m n.p.m., należy do najstarszych na świecie i jest widoczna od strony oceanu już z odległości 200 km. Pod wpływem działania lodowca jej szczyt stał się zupełnie płaski i obecnie posiada powierzchnię 3 km2. Trudno zatem o adekwatniejszą dla niej nazwę. Masyw znajduje się w granicach terenu chronionego, zwanego od maja 1998 r. Parkiem Narodowym Góry Stołowej (Table Mountain National Park). Na wierzchołek dostaniemy się jednym z oznakowanych szlaków pieszych lub wygodną i nowoczesną kolejką linową (Table Mountain Aerial Cableway). Po szczycie wygodnie spaceruje się specjalnie przygotowanymi ścieżkami, a rozpościerająca się stąd panorama wybrzeża i Kapsztadu nie ma sobie równych.
Komu będzie mało obcowania z przyrodą, niech uda się do leżącego niedaleko Narodowego Ogrodu Botanicznego Kirstenbosch (Kirstenbosch National Botanical Garden). Szczyci się on bogatym zbiorem różnych gatunków południowoafrykańskiej flory.

 

WŚRÓD KRZEWÓW WINOROŚLI
Kiedy nasycicie już oczy wspaniałymi krajobrazami, zafundujcie sobie także coś dla ciała. Podczas wizyty w RPA koniecznie spróbować trzeba lokalnych win i odwiedzić którąś z licznych winiarni. Większość z nich przygotowuje się odpowiednio na przybycie gości: posiada specjalny program wizyt, sale degustacyjne, a nawet znakomite restauracje czy pokoje gościnne. Za winiarską stolicę RPA nie bez powodu uchodzi Stellenbosch. Znajdziemy tutaj mnóstwo winiarni – zarówno tych wyrafinowanych i modernistycznych, jak i bardziej tradycyjnych, usytuowanych w budynkach w kolonialnym stylu.
Kto szuka porad i rekomendacji, powinien skorzystać z aktualizowanego co roku przewodnika Platter’s South African Wine Guide. Można też po prostu wybrać szczegółowo opracowane winiarskie trasy (Stellenbosch Wine Routes). Wrażeń estetycznych (malowniczo położone winnice) i smakowych (szeroka gama gatunków win) na pewno nam nie zabraknie. Sami wytwórcy i właściciele starają się urozmaicać odwiedziny i oferują m.in. prezentacje procesu produkcji szlachetnego trunku lub degustacje z czekoladą albo lokalnymi serami.
Miejscowego wina spróbujemy również podczas pikników połączonych z grillowaniem, zwanym tu braai. Tego typu spotkania są dla Południowoafrykańczyków popularnym sposobem spędzania wolnego czasu i dość ważną formą życia rodzinnego i towarzyskiego. Otrzymanie zaproszenia na to wydarzenie potraktujmy więc jako wyróżnienie oraz szansę nawiązania nowych znajomości i poznania zwyczajów mieszkańców RPA.

FOT. MEDIA CLUB SOUTH AFRICA

Winnice w okolicy miasta Stellenbosch


Poszukiwaczom nowych smaków przypadnie do gustu także południowoafrykańska kuchnia. Da się w niej wyczuć wyraziste wpływy holenderskie, portugalskie, brytyjskie, francuskie czy niemieckie. Nie bez znaczenia dla sfery kulinarnej pozostaje też fakt, że kompanie kolonialne zatrudniały robotników malezyjskich, bengalskich czy hinduskich. Dzisiaj mieszankę elementów tych wszystkich kultur najpełniej prezentują w swoim menu restauracje, knajpki i bary miejscowości Franschhoek (ok. 75 km na wschód od Kapsztadu).

 

KRÓLESTWO ZWIERZĄT
Na północnym wschodzie kraju, wzdłuż granicy z Zimbabwe i Mozambikiem, leży powstały oficjalnie w maju 1926 r. park narodowy, który nosi imię prezydenta historycznej Republiki Południowoafrykańskiej (Transwalu) Paula Krugera (1825–1904). Został utworzony, aby ochronić miejscową przyrodę przed dewastacją, a zwierzęta przed kłusownikami. Dzięki tej inicjatywie region zachował swój unikalny charakter. Pośród figowców, drzew koralowych, baobabów i na trawiastych sawannach żyją tutaj hipopotamy, zebry, żyrafy, antylopy czy różne gatunki małp. Uczestnicy safari przy odrobinie szczęścia mogą spotkać słynną Wielką Piątkę Afryki, czyli lwa, słonia, nosorożca czarnego, lamparta i bawoła afrykańskiego.  
Terytorium Parku Narodowego Krugera tworzy pas o szerokości ok. 65 km i długości 360 km, poprzecinany kanionami i dużym rzekami. Ten rozległy obszar podzielono na kilkanaście stref zróżnicowanych klimatycznie oraz pod względem flory i fauny. Dla odwiedzających wyznaczono specjalne trasy, np. panoramiczną dla wielbicieli pięknych widoków i zapalonych fotografów (jej atrakcją jest potężny Kanion Rzeki Radości – Blyde River Canyon, drugi co do wielkości w Afryce). Przy zachowaniu wszelkich środków ostrożności teren wolno zwiedzać samodzielnie samochodem, jednak tutejsze biura podróży i agencje turystyczne oferują świetnie zorganizowane wycieczki z przewodnikiem sprawdzonymi i zabezpieczonymi autami, a także trwające kilka dni, fascynujące piesze safari.

FOT. SOUTH AFRICAN TOURISM

Spektakularny Kanion Rzeki Radości (Blyde River Canyon)


Również parkowa infrastruktura robi duże wrażenie. Do dyspozycji turystów oddano miejsca piknikowe, punkty widokowe czy ponad 20 komfortowych kempingów. Ci odważniejsi i lubiący bliski kontakt z naturą wybierają zazwyczaj nocowanie pod namiotem, natomiast przyzwyczajeni do wygód kwaterują się w luksusowych lodżach. Park Narodowy Krugera stanowi prawdziwą chlubę kraju i jedną z  jego największych atrakcji. Nie powinniście go więc pominąć w swoich planach zwiedzania RPA.

Artykuły wybrane losowo

W 7 dni dookoła Islandii

ROBERT GONDEK „GERBER“

www.gerber.d7.pl

 

<< Islandia bywa często określana mianem „Nowej Zelandii Europy”. Swoje piękno i popularność wśród turystów zawdzięcza wyjątkowemu położeniu geograficznemu, a także surowemu i wilgotnemu klimatowi. Przyciąga podróżników przede wszystkim wspaniałą przyrodą, iście księżycowymi krajobrazami oraz ogromnymi przestrzeniami niezamieszkałych terenów. Za jedną z głównych atrakcji tej fascynującej wyspy uważa się wulkany, których jest ok. 130. Aż 18 spośród nich było aktywnych w ciągu ostatnich dwunastu stuleci. Do największych należą Askja, Katla, Hekla, Hvannadalshnúkur (będący jednocześnie najwyższym szczytem kraju – 2110 m n.p.m.) i Eyjafjallajökull (który spowodował ogromne zamieszanie w międzynarodowym ruchu lotniczym w kwietniu 2010 r.). Poza tym znajdziemy tu również gejzery, gorące źródła, lodowce, wodospady i fiordy. Nie należy też zapominać o tym, że ze względu na bliskość koła podbiegunowego północnego latem na Islandii słońce świeci prawie 24 godziny na dobę, a zimą występują noce polarne, podczas których na niebie pojawiają się przepiękne zorze.>>

Ísland, czyli po islandzku „Kraina Lodu”, leży w północnej części Oceanu Atlantyckiego, na południe od koła podbiegunowego północnego oraz ok. 290 km na wschód od Grenlandii i 750 km na północny zachód od Szkocji. Na jej terytorium składa się głównie wyspa Islandia, a także kilka mniejszych wysepek, w tym archipelag Vestmannaeyjar. Funkcję stolicy pełni Reykjavík, a największymi spośród pozostałych trzydziestu miast są Kópavogur, Hafnarfjörður, Akureyri, Reykjanesbær i Garðabær. Jedynie w tych sześciu ośrodkach miejskich liczba ludności przekracza 10 tys. Jednak to nie one stanowią o niezwykłej atrakcyjności tego kraju, lecz jego nieskazitelna i różnorodna przyroda.

Więcej…

Indie – szlakiem pałaców, plaż i ajurwedy

PAWEŁ SKAWIŃSKI

 

Podróż zachodnim wybrzeżem Indii to wyprawa przez usiane pałacami pustynie Radżastanu i rajskie plaże Goa, dawnej kolonii portugalskiej, aż po pełną przypraw i dzikiej przyrody Keralę – ojczyznę ajurwedy, prastarej medycyny hinduskiej.

 

Hanwant Singh (1923–1952), maharadża Dźodhpuru (Jodhpuru), wyciągnął pistolet kalibru 22 i wymierzył w indyjskiego urzędnika. – Odmawiam przyjęcia twojego dyktatu! – młody, rozpuszczony, gnuśny i obrzydliwie bogaty władca, którego ulubioną rozrywką były gra w polo, polowania na stepówki i sztuczki magiczne, właśnie zdał sobie sprawę, że oddał władzę nad swoim królestwem. W 1947 r. Singh podpisał akces pustynnego Dźodhpuru do Unii Indyjskiej (przekształconej w 1950 r. w obecną Republikę Indii) – w ten sposób jego ziemie stały się częścią dzisiejszego stanu Radżastan. Co prawda maharadża mógł zachować swój bajeczny majątek, jeździć limuzynami o czerwonych, królewskich tablicach rejestracyjnych, ale upokarzający sposób zawarcia traktatu obudził w nim ducha przodków – wojowniczych i dumnych Radźputów.

Więcej…

Wenezuela, czyli „mała Wenecja” dla łowców przygód

Magdalena Moll-Musiał

 

 FOT. MINISTERIO DE TURISMO DE VENEZUELA (MINTUR)

<< Wenezuela to kraj kontrastów - kipiące zielenią wilgotne lasy równikowe delty Orinoko, krystalicznie czysta woda i wspaniałe karaibskie plaże, nieziemskie góry stołowe, nazywane tu „tepuyes”, oraz Salto Ángel, najwyższy wodospad świata. Na jego terytorium mieszkają otwarci, roztańczeni ludzie, pielęgnujący swoje niezliczone tradycje. Z drugiej strony mamy tutaj zaniedbaną gospodarkę, niepohamowaną inflację i ubóstwo, co szczególnie rzuci nam się w oczy, jeśli zdecydujemy się na dłuższą wyprawę po kontynentalnej części tego południowoamerykańskiego państwa. Z pewnością jednak różnorodność pejzaży, smaków, zapachów i innych doznań sprawia, że ojczyzna jednych z najpiękniejszych kobiet na ziemi posiada nieodparty urok dla poszukiwaczy przygód. >>

 

Stać, kontrola! – krzyczy wojskowy, zatrzymując naszego busa. Wchodzi do środka, sprawdza dokumenty.  – Pani nie ma ważnego paszportu – zwraca się do jaskrawo ubranej Wenezuelki. – Tak, niestety, nie mam… – odpowiada ona, nieśmiało wtykając w dłoń mężczyzny zawiniątko boliwarów. Ten wsuwa banknoty do kieszeni i mówi: Można jechać! Pokonanie odległości 90 km od granicy z Kolumbią do wenezuelskiego miasta Maracaibo zajmuje nam 7 godz. Po drodze podobnych kontroli mamy aż 14, ale nie wszystkie są tak błyskawiczne. Podczas każdej pani bez paszportu uiszcza opłatę, która umożliwia jej kontynuowanie podróży. Gdy kończy się jej gotówka, cały bus wykazuje imponującą solidarność – pasażerowie zrzucają się na odpowiednią łapówkę, abyśmy mogli pojechać dalej. Wojskowi i policja nie sprawdzają niczego poza dokumentami – w bagażach prawdopodobnie da się przewieźć wszystko, czego dusza zapragnie, pewnie nawet i kolumbijską kokainę… Dla kontrolujących znalezienie podróżnego bez odpowiednich papierów to prosty i pewny zarobek.

Więcej…