ROMAN WARSZEWSKI

www.warszewski.info

 

FOT. MAREK ŁABA

<< Wysokie Andy i wilgotne lasy równikowe nie wydają się stwarzać sprzyjających warunków do życia dla człowieka. A jednak na dzisiejszej peruwiańskiej i boliwijskiej ziemi przez setki lat mieszkali ludzie. Musieli więc znaleźć tutaj coś, co przekonało ich do osiedlenia się w tym zakątku świata i uczynienia z niego swojego domu. Odpowiedzi na pytanie, co to takiego, spróbujemy poszukać wspólnie w bieżącym wydaniu magazynu „All Inclusive”. >>

Jeśli ktoś jedzie do Ameryki Południowej po raz pierwszy, to za cel podróży powinien obrać właśnie Peru i Boliwię. Jeżeli planuje wielokrotnie powracać na ten pasjonujący kontynent, jego wybór – paradoksalnie – powinien być taki sam.

 

Wyjaśnienie jest dość proste. Kraje te w przeszłości stanowiły jeden organizm i współtworzyły terytorium kolonii hiszpańskiej (obszar Boliwii w przeważającej części pokrywa się z dawnym Alto Perú, czyli Górnym Peru). Pod względem geograficznym, topograficznym i przyrodniczym taką jednością są do dziś. Posiadają też wszystko to, co jak magnes przyciąga podróżników z całego globu: przepiękną, dziewiczą i niezmiernie urozmaiconą naturę, a także bogatą przeszłość i niezatarte ślady dawnych potężnych kultur i cywilizacji, których historia sięga tysiące lat wstecz. To sprawia, że można je uznać za jedyne takie miejsce w całej Ameryce Południowej.

 

Brama do Peru

Peru, choć oddalone od kontynentu europejskiego i innych części świata, jest jednak bliższe niż Boliwia. Dzieje się tak dzięki stołecznej Limie (jej nazwa pochodzi prawdopodobnie od przepływającej przez nią rzeki Rímac) – prawdziwym wrotom wiodącym do Ameryki Południowej, porównywalnym z tymi, jakie w Indiach i w Azji stanowi Bombaj. Ten charakter miasta odzwierciedla zresztą ideę, która przyświecała jego powstaniu od samego początku. Miało ono skomunikować niedostępne tereny dzisiejszych Peru i Boliwii z Panamą i Europą. Założyciel Limy, Francisco Pizarro (1478–1541), kładł w rzeczywistości fundamenty pod most łączący podbijany przez siebie kraj z cywilizacją europejską. Mimo iż od tamtego momentu minęło już prawie 500 lat, cel ten pozostaje bardzo czytelny do dziś. Miasto stanowi nadal najłatwiej dostępny punkt na tym niegościnnym pod względem warunków naturalnych obszarze. Na limskie lotnisko dotrzemy m.in. z Rzymu, Amsterdamu i Paryża czy Madrytu. Dla porównania – do stołecznego La Paz w Boliwii dolecieć będzie znacznie trudniej. Bo choć boliwijska metropolia jest na pewno piękniejsza i bardziej zaskakująca od Limy, do reszty świata wciąż wydaje się odwrócona plecami.

 

Moc natury

Niezmiernie urozmaicona przyroda Peru obejmuje tyle ekosystemów, że nawet w Wenezueli i Brazylii nie znajdziemy większej ich liczby. Pustynie sąsiadują tu z bardzo wysokimi górami, a także wilgotną puszczą – selwą. W jednych regionach panuje palący upał, w innych – subarktyczne temperatury. To jeden z nielicznych zakątków świata, gdzie w sąsiedztwie równika przez cały rok można jeździć na nartach na nietopniejącym lodowcu, aby po zaledwie 2–3 godz. podróży samochodem kąpać się w wodach dopływów królowej rzek, czyli Amazonki.

Ta różnorodność klimatów i wpływ zimnego prądu oceanicznego na wybrzeżu powoduje, iż właśnie flora peruwiańska, a nie brazylijska czy wenezuelska, jest najbardziej zróżnicowana w całej Ameryce Południowej. Dlatego to w tych stronach spotkamy też najwięcej roślin będących nadzieją farmaceutów. Tutejsze dżungla i puna (półpustynna wyżyna śródandyjska) stanowią w rzeczywistości największą aptekę na ziemi. Wśród miejscowych gatunków flory warto wymienić np. makę (Lepidium meyenii) wchodzącą w skład pożywienia kosmonautów lub pnącze zwane vilcacorą albo kocim pazurem (Uncaria tomentosa), które pod względem wszechstronności działania porównuje się z chińskim żeń-szeniem.

Oczywiście, trudno zapomnieć również o ayahuasce (Banisteriopsis caapi) – amazońskiej lianie zawierającej halucynogen, powodujący wielopłaszczyznowo przenikające się wizje, przez stulecia dostarczające rozrywki Indianom zamieszkującym selwę. Jego działanie może być wyjaśnieniem, skąd w Peru i w całej Ameryce Łacińskiej wziął się mit o krainie szczęścia El Dorado. Po wypiciu odwaru, w skład którego wchodzi m.in. ta roślina, przed oczami pojawiają się obrazy do złudzenia przypominające rzeczywistość. Gdy Indianie przed wiekami opowiadali konkwistadorom o złotych budowlach i naczyniach pełnych klejnotów, ci sądzili, że tubylcy mówią o czymś, co istnieje naprawdę: za kolejną górą, rzeką, gdzieś za horyzontem. Tak narodziło się jedno z największych nieporozumień wszech czasów, które stało się przyczyną pogoni za zwidem, mrzonką, fantasmagorią... (więcej na ten temat można przeczytać w mojej książce pt. Tajna misja El Dorado, wydawnictwo Tower Press, Gdańsk 2005).

FOT. BANCO DE IMAGENES DE PROMPERU/RENZO TASSO

Peruwiańska Amazonia – Rezerwat Narodowy Pacaya Samiria (obszar Cocha San Jacinto)

 

Dziedzictwo Inków

Różnorodność i bogactwo przyrody sprawiły, że ludzie osiedlali się na terenie dzisiejszego Peru od niepamiętnych czasów. Na pustynnym wybrzeżu Pacyfiku w Caral i Áspero piramidy budowano wcześniej niż w Egipcie! A to dzięki temu, że zimne oceaniczne wody przynosiły w okolicę tutejszego brzegu wielką liczbę ryb aż z Antarktydy. To one żywiły mieszkańców tego rejonu na długo zanim zaczęli uprawiać kukurydzę i ziemniaki.

FOT. BANCO DE IMAGENES DE PROMPERU/CESAR VALLEJOS

Sacsayhuamán – twierdza Inków

 

Kolejno kwitły tu kultury: Vicús, Chavín, Lambayeque (Sicán), Nazca (Nasca), Paracas, Tiahuanaco (nad jeziorem Titicaca w Boliwii), Wari, Moche (Mochica) i Chimú. Kolejna z nich – cywilizacja Inków – stosunkowo mało twórcza, swoje dziedzictwo kulturowe wsparła silną armią. Dzięki niej jej przedstawiciele skolonizowali całe Andy: od Kolumbii po rzekę Maule w Chile. Dziś rzesze podróżników wędrują z jednej peruwiańskiej prowincji do drugiej, aby podziwiać dzieła inkaskich rąk.

Istnieją dwie klasyczne trasy turystyczne, które prowadzą śladami Inków: podstawowa południowa i uzupełniająca północna. Obie są niezmiernie atrakcyjne. Jeśli brakuje nam czasu, aby przemierzyć je za jednym razem, warto wrócić do Peru w przyszłości i dokończyć wędrówkę. Pierwszy szlak obejmuje Limę, Paracas (z Islas Ballestas – Wyspami Ballestas, tzw. Małe Galapagos), Nazcę (ze słynnymi geoglifami), Arequipę (z wulkanem El Misti i kanionem Colca), Puno (z islas flotantes – pływającymi wyspami Indian Uros – oraz wyspami Taquile i Amantaní) i wreszcie Cuzco (rzecz jasna z Machu Picchu, Świątynią Słońca Coricanchą i kompleksem kamiennych murów Sacsayhuamán) oraz Iquitos nad Amazonką (z dzielnicą Belén). Trasa północna także zaczyna się w peruwiańskiej stolicy i prowadzi następnie przez Caral (ze wspomnianymi już prastarymi piramidami), Casmę, Trujillo (z miastem Chan Chan, Huaca del Sol, czyli Świątynią Słońca, i Huaca de la Luna – Świątynią Księżyca), Lambayeque (z grobowcem w Sipán), Túcume (z miastem piramid, gdzie u schyłku życia pracował słynny norweski podróżnik i etnograf Thor Heyerdahl), Cajamarkę (z inkaskimi łaźniami i grobowcami w Otuzco, zwanymi Ventanillas de Otuzco), Chachapoyas (z sarkofagami w Karajíi i twierdzą Kuélap) oraz Tarapoto (z kliniką dla osób uzależnionych Centro de Rehabilitación de Toxicómanos y de Investigación de Medicinas Tradicionales TAKIWASI – Centrum Rehabilitacji Uzależnionych i Badań nad Medycyną Tradycyjną TAKIWASI – i wodospadami Ahuashiyacu).

FOT. BANCO DE IMAGENES DE PROMPERU/MICHAEL TWEDDLE

Nowoczesne museo Tumbas Reales de Sipán w Lambayeque otwarto w 2002 r.

 

Sen o morzu

To jednak zaledwie początek naszej wspaniałej wyprawy! Jak już wspomniałem, naturalne przedłużenie Peru to dawne Alto Perú (Górne Peru), czyli w przybliżeniu dzisiejsza Boliwia – kraj jeszcze bardziej osobliwy. Na płaskowyżu Altiplano okalającym jezioro Titicaca żyją np. ludzie, którzy w swoich wełnianych strojach do złudzenia przypominają... owadzie kokony! Wyjątkowość tego regionu tłumaczy fakt, że należy on do jednego z najbardziej odizolowanych państw na świecie.

Jeziora w Boliwii są zazwyczaj okresowe. W ciągu roku wysuszane przez słońce zamieniają się najpierw w grzęzawiska, a następnie – w solniska. Wyjątek stanowi Titicaca (należące w części do Peru). Jego słone wody patroluje Armada Boliviana – Boliwijska Marynarka Wojenna. Dostęp do oceanu Boliwia utraciła w wyniku tzw. wojny o Pacyfik (1879–1883) z Chile. Wcześniej gdy jej tereny należały do prowincji Alto Perú w Wicekrólestwie Peru, a później Wicekrólestwie La Platy (od 1776 r.), w jej granicach znajdował się fragment wybrzeża pacyficznego. Dziś Boliwijczykom pozostała jedynie nostalgiczna tęsknota za morzem.

 

Tam, gdzie wszystko się zaczęło

Serce kraju stanowi Altiplano – płaska jak stół wyżyna. To stąd – według legend – wywodzili się ponoć Inkowie. Swą ekspansję w kierunku Cuzco Synowie Słońca mieli zacząć właśnie z terenów obecnej Boliwii, a dokładniej – z Isla del Sol, czyli Wyspy Słońca, na jeziorze Titicaca, położonej w pobliżu obecnego centrum pielgrzymkowego Copacabana (słynie ono z Bazyliki Maryi Dziewicy z Candelarii – Basílica de la Virgen de la Candelaria). Stąd podobno w poszukiwaniu bardziej urodzajnych ziem wyruszyła królewska para Manco Cápac i Mama Ocllo – protoplaści inkaskiej dynastii. Naukowcy natomiast jako prawdopodobne miejsce początków dynastii Inków wskazują raczej na Tiahuanaco (Tiwanaku) – megalityczne miasto nieopodal brzegów Titicaki.

Tym, czym inkaskie Cuzco jest dla Peru, tym preinkaskie Tiahuanaco – dla Boliwii. Ruiny te, położone na smaganej mroźnymi wiatrami równinie na wysokości prawie 4000 m n.p.m., to święty Graal wśród prekolumbijskich zabytków Ameryki Łacińskiej. To tu wznosi się słynna, wykonana z jednego andezytowego bloku, Puerta del Sol (Brama Słońca), której fryz udekorowano według jednych badaczy – nieznanymi hieroglifami, a zdaniem innych – pradawnym kalendarzem. To stąd pochodzą misternie wyrzeźbione kamienne posągi znajdujące się obecnie w parku archeologicznym w centrum La Paz. Przez wielu naukowców (nie bez podstaw) kojarzone są one ze słynnymi moai z Wyspy Wielkanocnej.

 

Białe przestrzenie

Archeolodzy mają w Boliwii swoje Tiahuanaco, a globtroterzy – solniska. To pozostałości po dawnych wysokogórskich słonych jeziorach, których w przeszłości na Altiplano było co najmniej kilkanaście. Ich wody odparowały, na powierzchni ziemi pozostała po nich biała, twarda jak lód solna skorupa. Ciągną się one aż po horyzont, bez końca. Ubarwiają je kolonie różowych flamingów, smakoszy soli, oraz przemykające między nimi grupy guanako (ssaków spokrewnionych z lamami), które uwielbiają lizać słone grudki.

Jeśli zapuścimy się samochodem terenowym daleko od brzegu na środek białego jeziora, możemy odnieść wrażenie, że znajdujemy się gdzieś za kołem podbiegunowym. Parzące w uszy słońce szybko wyprowadzi nas z błędu. Jednak gdy na noc zatrzymamy się w hoteliku lub zajeździe, gdzie wszystko (włącznie z łóżkami!) wykonane jest z przejrzystych brył soli, znów przyjdzie nam na myśl arktyczna kraina z najprawdziwszym igloo.

FOT. MAREK ŁABA

Salar de uyuni – największe na świecie solnisko o powierzchni aż 12 tys. km²

 

Z solnisk Altiplano dotrzemy na boliwijską trasę turystyczną. Zaczyna się ona w La Paz (skrytym w gigantycznej zapadlinie poniżej poziomu płaskowyżu). Następnie wiedzie do upalnej Cochabamby (ze słynną statuą Chrystusa górującą nad miastem), pełniącego funkcję konstytucyjnej stolicy Boliwii Sucre oraz górniczych miast – Potosí (kopalnie srebra) i Oruro (kopalnie cyny). Inny wariant tego szlaku prowadzi z Cochabamby do Santa Cruz de la Sierra. Stąd – po odwiedzeniu miejsc związanych z Ernestem „Che” Guevarą: wioski La Higuera, w której został zastrzelony, i Vallegrande, gdzie najpierw go pochowano – można pojechać do Argentyny albo Paragwaju, aby stanąć tam twarzą w twarz z kolejnymi obliczami fascynującego kontynentu południowoamerykańskiego...


 

Artykuły wybrane losowo

Turystyka aktywna na Wyspach Kanaryjskich

JOANNA CYBULSKA-MIKA
www.wyspy-szczesliwe.pl

<< Wyspy Kanaryjskie najczęściej kojarzą się z błogim wylegiwaniem się pod palmą na wspaniałej, przez cały rok skąpanej w słońcu plaży czy z drinkiem w ręku przy basenie eleganckiego hotelu. Jednak region ten oferuje także niezliczone możliwości dla osób pragnących podczas urlopu zażywać więcej ruchu i poszukiwać nowych wrażeń. Wycieczka statkiem na spotkanie z delfinami, zdobywanie wulkanów pieszo czy na rowerze, ujarzmianie oceanu i wiatru, eksploracja wąwozów i wawrzynowych lasów to tylko kilka z wybranych tutejszych atrakcji dla miłośników turystyki kwalifikowanej. >>

Osoba lubiąca aktywny wypoczynek poczuje się na tym hiszpańskim archipelagu jak ryba w wodzie. Na wybrzeżu zimą temperatury w ciągu dnia rzadko spadają poniżej 20°C, a w lecie nieczęsto przekraczają 29°C, więc na wyspach swój ulubiony sport można uprawiać na świeżym powietrzu o każdej porze roku. Sami Kanaryjczycy wysoko cenią kulturę fizyczną i posiadają doskonałą infrastrukturę do dbania o swoją kondycję. Centra sportowo-rekreacyjne znajdziemy nawet w niewielkich miastach, powszechnie dostępne są sprzęty do ćwiczeń i boiska do gry w piłkę nożną czy siatkówkę, wytyczono również liczne oznakowane szlaki piesze i dla rowerów górskich, a kluby turystyki organizują trekkingi z wykwalifikowanymi przewodnikami. Bardzo dużą popularnością cieszy się tutaj lucha canaria (zapasy kanaryjskie), nadal naucza się też wymagającego dużej sprawności skoku pasterza – salto de pastor – z użyciem długiego kija. Dawniej stanowił on sposób na przekraczanie wąwozów.

Więcej…

„Sisi tuna enda Uganda”, czyli jedziemy do Ugandy!

ROBERT GONDEK „GERBER“

www.stronagerbera.pl

<< Tajemnicza i dla wielu egzotyczna Uganda nie należy jak na razie do najpopularniejszych kierunków turystycznych na Czarnym Lądzie. Swoim gościom ma jednak niezmiernie wiele do zaoferowania i pod względem atrakcji nie ustępuje słynniejszym sąsiadom – Kenii czy Tanzanii. Niestabilna sytuacja w tym wschodnioafrykańskim kraju przez wiele lat skutecznie odstraszała turystów. Dziś prowadzone przez ugandyjskie władze statystyki pokazują, że od 2006 do 2010 r. liczba odwiedzających 10 tutejszych parków narodowych (m.in. Park Narodowy Królowej Elżbiety – Queen Elizabeth National Park, Nieprzenikniony Park Narodowy Bwindi – Bwindi Impenetrable National Park, Park Narodowy Doliny Kidepo – Kidepo Valley National Park, czy Park Narodowy Kibale – Kibale National Park) zwiększyła się wyraźnie – ze 109 tys. do 190 tys. osób. Miejscowa przyroda przyciąga przede wszystkim bogactwem dzikiej fauny – zobaczymy tu np. szympansy i bardzo rzadkie goryle górskie. Oprócz tego warto polecić także wędrówkę po masywie Rwenzori (Rwenzori Mountains), rafting po burzliwych wodach Nilu Wiktorii w Parku Narodowym Wodospadów Murchisona (Murchison Falls National Park) oraz wyprawę nad największe w Afryce Jezioro Wiktorii. >>

Więcej…

Cuda Zjednoczonych Emiratów Arabskich

 Palm jumeirah -1

Hotel Atlantis, The Palm z 2008 r. leżący na sztucznej wyspie Palma Dżamira

© DUBAI CORPORATION OF TOURISM & COMMERCE MARKETING

 

MICHAŁ STOLAREWICZ

www.blogglobtrotera.pl

 

Przed przyjazdem do Dubaju spodziewałem się w nim przepychu i oznak bogactwa na każdym kroku. Słyszałem wiele o tej krainie złotem płynącej, gdzie na ulicach można zobaczyć najdroższe samochody i w której wszystko jest perfekcyjnie zaprojektowane i zorganizowane. Te opowieści okazały się prawdą! Jednak to miasto w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wciąż się rozwija, dlatego jego centrum przypomina jeden wielki plac budowy. Obok ukończonych już olbrzymich apartamentowców stoją nowe, dopiero powstające konstrukcje. Ogromne drapacze chmur wyrastające z pustynnej ziemi oszałamiają zwykłych śmiertelników swoimi rozmiarami i luksusem.

 

Dubaj (2,9-milionowa stolica emiratu o tej samej nazwie) zachęca do pozostania na dłużej coraz więcej osób ze względu na brak cła i podatków. Mieszka tutaj jedynie ok. 15 proc. Emiratczyków, poza tym w mieście żyją m.in. wysoko wykwalifikowani pracownicy z różnych części świata i robotnicy z Indii, Bangladeszu, Pakistanu i Filipin. Miejska policja porusza się samochodami takich marek jak Aston Martin, BMW, Bugatti, Ferrari, Hummer, Lamborghini, Lexus czy Porsche. Budżet Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) zasilają głównie dochody z wydobycia ropy naftowej. Mimo iż Dubaj leży na pustyni, znajdziemy w nim dużo zieleni. Rośliny nawadnia ukryta pod ziemią sieć rurek doprowadzających odsoloną wodę z Zatoki Perskiej.

 

Zjednoczone Emiraty Arabskie należą do najcieplejszych krajów świata. Lato jest tutaj bardzo gorące i suche. Średnia dzienna temperatura powietrza wynosi w tym okresie 40–45°C. Noce są również upalne (po zapadnięciu zmierzchu termometry wskazują mniej więcej 30°C). W zimie panują o wiele przyjemniejsze warunki – w ciągu dnia bywa ok. 23°C, a nocą 15°C. W Dubaju stale świeci słońce i rocznie przypada jedynie mniej więcej pięć dni deszczowych. Najlepszy czas na wizytę w ZEA stanowią miesiące od listopada do marca, kiedy temperatury dzienne utrzymują się na poziomie 25–30°C. Jest wtedy ciepło, ale nie piekielnie gorąco jak w okresie największych upałów (lipiec–sierpień).

 

ATRAKCJE STOLICY

 

 Jumeirah at Etihad Towers - Etihad Towers Exterior

Kompleks Etihad Towers po zachodzie słońca

© ABU DHABI CONVENTION BUREAU

 

Zjednoczone Emiraty Arabskie kojarzą się wszystkim głównie z nowoczesnym Dubajem, ale warto także odwiedzić ich stolicę – 1,5-milionowe Abu Zabi. Pierwsze kroki w tym mieście należy skierować do uznawanego za jeden z najbardziej luksusowych i najdroższych hoteli na świecie Emirates Palace, należącego do sieci Kempinski. Otwarto go w lutym 2005 r., a koszt budowy tego obiektu o powierzchni 850 tys. m2 wyniósł ponad 3 mld dolarów amerykańskich. Kompleks otrzymał nieformalne 7 gwiazdek w 5-gwiazdkowej skali. Goście mogą wybierać wśród 394 pokojów i apartamentów. Emirates Palace zatrudnia podobno ok. 2 tys. pracowników, którzy w sumie posługują się 50 językami. W obiekcie zatrzymują się najczęściej uczestnicy wizyt państwowych i konferencji międzynarodowych oraz najbogatsi ludzie na świecie i znane gwiazdy. Każdy gość ma przydzielonego osobistego kamerdynera.

 

Naprzeciwko Emirates Palace wznoszą się Etihad Towers. To kompleks pięciu wieżowców, zbudowanych w latach 2006–2011, które stały się wizytówką Abu Zabi oraz synonimem nowoczesności i luksusu. Budynki liczą od 54 do 75 pięter i przypominają kształtem żagle. Wyglądem nawiązują do tradycji i historii miasta – dawnego portu rybackiego. W wieżowcach znajdują się powierzchnie biurowe oraz luksusowe rezydencje mieszkalne (łącznie 885 apartamentów i penthouse’ów). W jednym z drapaczy chmur (Tower 1) mieści się także ekskluzywny 5-gwiazdkowy hotel Jumeirah at Etihad Towers. Do dyspozycji gości oddano w nim 12 restauracji i barów, baseny, gabinety spa, centrum fitness i prywatną plażę. Na 62. piętrze działa „Ray’s Bar”, z którego podziwiać można panoramę Abu Zabi. Warto również odwiedzić restaurację „Observation Deck at 300” na 74. piętrze sąsiedniego budynku (Tower 2). To najwyższy udostępniony punkt widokowy w całym mieście.

 

Do najpopularniejszych atrakcji stolicy ZEA należy tor wyścigowy Yas Marina Circuit. Odbywa się tutaj od 2009 r. wyścig Formuły 1 Abu Dhabi Grand Prix, największe międzynarodowe wydarzenie sportowe na Bliskim Wschodzie. Kompleks powstał na sztucznej wyspie Yas o powierzchni 25 km². Koszt budowy obiektu wyniósł ponad 1,3 mld dolarów amerykańskich, a sponsorem tytularnym zostały linie lotnicze Etihad Airways. Tor ma szerokość 12–16 m, a najdłuższa prosta wynosi 1173 m. Podczas Abu Dhabi Grand Prix zawodnicy pokonują 55 okrążeń o pełnym dystansie 305,355 km. Do kompleksu wyścigowego przylega 5-gwiazdkowy Yas Viceroy Abu Dhabi. Jest to jedyny na świecie hotel, z którego okien możemy podziwiać zmagania kierowców podczas wyścigu Formuły 1. Wyróżnia go futurystyczny wygląd – obiekt przykrywa konstrukcja ze szklanych paneli przypominająca kształtem wieloryba, podświetlana nocą. Wraz z torem wyścigowym powstał także park tematyczny Ferrari World Abu Dhabi o powierzchni 86 tys. m2. Jego największą atrakcję stanowi najszybszy rollercoaster na świecie (Formula Rossa – wagoniki rozpędzają się do 240 km/godz.).

 

Najnowszym punktem na architektonicznej mapie Abu Zabi jest muzeum Louvre Abu Dhabi. To filia paryskiego Luwru, którą zaprojektował francuski architekt Jean Nouvel. Stolica ZEA podpisała z rządem Francji 30-letnią umowę zezwalającą na używanie nazwy „Louvre” i wypożyczanie dzieł ze słynnego muzeum w Paryżu. Budowla ma kształt ogromnej kopuły o średnicy 180 m, która przykrywa przestrzeń ekspozycyjną podzieloną basenami i kanałami z wodą. Louvre Abu Dhabi zostało otwarte dla publiczności w listopadzie 2017 r. Będzie częścią muzealnej wyspy. Znajdzie się na niej też m.in. Zayed National Museum i muzeum Guggenheim Abu Dhabi.

 

NIESAMOWITY DUBAJ

 

Symbol Dubaju stanowi Burdż Chalifa (Burj Khalifa) – największy budynek świata (niemal 830 m). Na piętrach 124., 125. i 148. usytuowane są tarasy widokowe, a na 76. – basen. W wieżowcu działa najwyżej położona restauracja na ziemi – „At.mosphere” – wpisana do Księgi rekordów Guinnessa (na 122. piętrze). W dolnej części dubajskiego drapacza chmur funkcjonuje luksusowy 5-gwiazdkowy Armani Hotel Dubai. Bilety na taras widokowy najlepiej kupić przez internet z bardzo dużym wyprzedzeniem. Na miejscu trzeba za nie zapłacić o wiele więcej i nie zawsze udaje się je dostać z powodu dużego zainteresowania. Burdż Chalifa jest najbardziej niesamowitą budowlą, jaką dotychczas miałem okazję podziwiać. Zachwyca szczególnie oglądany w słoneczny dzień, gdy promienie słońca odbijają się od szklanych ścian na najwyższych piętrach. Widać go z odległości nawet 95 km.

 

Z kolei otwarty w grudniu 1999 r. dubajski Burdż Al Arab (Burj Al Arab) to pierwszy na świecie luksusowy hotel (Burj Al Arab Jumeirah), który otrzymał nieformalne 7 gwiazdek w 5-gwiazdkowej skali. Oferuje się w nim usługi na najwyższym poziomie. Na życzenie gości organizuje się komfortowy transport z lotniska. Do wyboru mamy limuzynę Rolls Royce Phantom albo najnowsze BMW serii 7. Można zamówić także bezpośredni lot helikopterem z salonu VIP Al Majlis dubajskiego portu lotniczego. Nowoczesne, pełne przepychu wnętrza przypominać mogą arabskie haremy. W głównym holu stoją dwa olbrzymie akwaria, pomiędzy którymi umieszczono kaskadową fontannę. W obiekcie działają butiki najdroższych światowych firm. Hotel oferuje 202 luksusowo wyposażone, obszerne apartamenty o powierzchni od 170 do 780 m2 z 21-calowym laptopem, 42-calowym telewizorem i pokrytym 24-karatowym złotem iPodem służącym do korzystania z hotelowych usług. Można tu zjeść dania niemal wszystkich kuchni świata, a rano dostarcza się świeże gazety z każdego zakątka globu. Do dyspozycji gości oddano pięć basenów (dwa wewnętrzne i trzy zewnętrzne), prywatną plażę, kompleks spa i studio fitness Talise oraz bibliotekę. Do dekoracji wnętrz użyto podobno 1790 m3 złota. Na jednego gościa przypada sześciu pracowników. Na 27. piętrze znajduje się restauracja z kuchnią francuską „Al Muntaha” („Najwyższa”), położona na 200 m n.p.m. na krytym tarasie zewnętrznym ze wspaniałym widokiem na błękitne wody Zatoki Perskiej. Na tym samym poziomie mieści się również „Skyview Bar”, serwujący napoje i koktajle sporządzane według ściśle strzeżonych receptur.

 

Nad brzegiem zatoki leży też nowy, utworzony w 2003 r. dystrykt Dubai Marina ze sztucznym kanałem i przystanią dla jachtów. Wzdłuż kanału ciągną się szerokie promenady, przy których powstały luksusowe sklepy i restauracje otoczone przez efektowne wieżowce. Polecam wszystkim wycieczkę do tej najbardziej ekskluzywnej części miasta. Można w niej dostać zawrotu głowy od patrzenia na niesamowicie wyglądające drapacze chmur z drogimi mieszkaniami i apartamentami. Naprawdę warto zobaczyć je na własne oczy. Jeszcze kilkanaście lat temu nie było tutaj nic oprócz pustynnego piasku i skromnych domów.

 

Bardzo ciekawą nowość w Dubaju stanowi widowiskowy spektakl wodny La Perle. Prezentuje się podczas niego 65 artystów z 23 krajów. Premierowe przedstawienie odbyło się 31 sierpnia 2017 r. w samym centrum Al Habtoor City w specjalnie wybudowanym teatrze z głębokim na 12 m basenem o pojemności 2,7 mln l. Jedną z atrakcji spektaklu są skoki z wysokości 25 m urozmaicone akrobacjami. La Perle będzie można podziwiać przez najbliższych 10 lat. Przewidziano ponad 450 przedstawień w roku.

 

FAMILY

Wizyta w Dubai Aquarium & Underwater Zoo

© DUBAI CORPORATION OF TOURISM & COMMERCE MARKETING/WWW.VISITDUBAI.COM

 

SZALEŃSTWO ZAKUPÓW

 

Dubaj uchodzi także za mekkę osób uwielbiających zakupy. Tuż obok Burdż Chalifa znajduje się drugie pod względem powierzchni centrum handlowe na świecie (po New Century Global Center w chińskim Chengdu) – The Dubai Mall (powyżej 1,1 mln m²). W tym miejscu da się spędzić cały dzień. W kompleksie jest ponad 1,2 tys. sklepów i 200 punktów gastronomicznych. Poza tym można w nim pojeździć na łyżwach i pograć w hokeja na lodowisku, popływać z rekinami w gigantycznym akwarium czy zajrzeć do podwodnego zoo (Dubai Aquarium & Underwater Zoo). The Dubai Mall odwiedza dziennie średnio przeszło 200 tys. osób. Ciekawą tutejszą atrakcję stanowi wewnętrzny suk różniący się od typowego arabskiego bazaru – ekskluzywny i urządzony w stylu orientalnym. Do centrum handlowego dojedziemy czerwoną linią metra (Red Line). Od stacji aż do samego wejścia prowadzi w pełni klimatyzowany, przeszklony korytarz o długości 820 m.

 

Amatorzy zakupowego szaleństwa powinni udać się też do Mall of the Emirates. To centrum handlowe słynie z krytego ośrodka sportów zimowych Ski Dubai z pięcioma sztucznie naśnieżanymi trasami narciarskimi o różnym stopniu trudności, dwoma wyciągami orczykowymi i czteroosobowym krzesełkowym oraz wypożyczalnią profesjonalnego sprzętu. Cały obiekt zajmuje powierzchnię aż 22,5 tys. m², co odpowiada trzem boiskom piłkarskim. Gdy na zewnątrz temperatura powietrza w sezonie letnim sięga nawet 50°C, w środku ludzie zjeżdżają na nartach lub snowboardzie w zimowych ubraniach. W Mall of the Emirates łatwo się zgubić, ponieważ kompleks jest bardzo duży (jego powierzchnia użytkowa to ponad 230 tys. m²). Dzięki brakowi konieczności płacenia ceł i podatków ceny wielu artykułów w ok. 630 sklepach są naprawdę atrakcyjne, poza tym mamy tutaj ogromny wybór towarów, od elektroniki po kosmetyki.

 

W Dubaju spróbować możemy również najdroższych lodów na świecie w kawiarni i lodziarni Scoopi przy Jumeirah Beach Road. Gałka deseru o nazwie Black Diamond – o smaku madagaskarskiej wanilii z irańskim szafranem i kawałkami włoskiej czarnej trufli – kosztuje 2999 dirhamów (AED), czyli ok. 2,9 tys. złotych. Lody te podaje się z posypką z 23-karatowego jadalnego złota w naczyniu firmy Versace. W tym mieście warto odwiedzić także profesjonalne 18-dołkowe pole golfowe Majlis należące do Emirates Golf Club, gdzie grali m.in. Tiger Woods, Rory McIlroy i Ernie Els. Zaprojektował je Karl Litten. Miłośnicy golfa muszą koniecznie zmierzyć się z tutejszymi dołkami o krętych torach prowadzenia piłki. To pierwsze pole golfowe z trawiastą nawierzchnią na Bliskim Wschodzie. Co roku pod koniec stycznia lub na początku lutego odbywa się na nim turniej Omega Dubai Desert Classic.

 

Milionerów z całego świata przyciąga do Dubaju jednak organizowany w ostatnią sobotę marca na torze Meydan (Meydan Racecourse) wyścig konny Dubai World Cup, w którym pula nagród ma wartość 10 mln dolarów amerykańskich. W zmaganiach biorą udział najlepsze konie i najwspanialsi dżokeje na naszym globie. Aby podziwiać te zawody w prawdziwie luksusowych warunkach, trzeba zarezerwować miejsce w namiocie, gdzie zbiera się dubajska śmietanka towarzyska.

 

DUBAJSKIE PLAŻE

 

Dubaj to nie tylko imponujące miasto szklanych drapaczy chmur i stolica luksusowych marek. Znajdziemy tu urokliwe plaże z białym piaskiem i turkusową wodą, na których odpoczniemy od wielkomiejskiego zgiełku. Rozciągają się one na długości ok. 170 km (wliczając w to tutejsze sztuczne wyspy) i są naprawdę piękne. Niektóre z nich udostępnia się tylko dla gości luksusowych hoteli, a piasek na nich jest regularnie schładzany do odpowiedniej temperatury, aby plażowicze nie poparzyli sobie stóp.

 

Do najpopularniejszych w Dubaju należy bezpłatna plaża Jumeirah. Duże zainteresowanie zawdzięcza bliskiemu sąsiedztwu Burdż Al Arab. Hotel sfotografowany od strony wody wygląda jak największy na świecie krzyż ustawiony na pustyni. W publicznej części plaży (Jumeirah Beach Park) nie ma zbyt wielu udogodnień, takich jak leżaki do wypożyczenia, ale jest ona bardzo szeroka, więc nie odczujemy na niej tłoku. Funkcjonują tutaj kawiarnie, w których kupimy przekąski (frytki, burgery) i napoje, świeżo wyciskane soki czy kawę. Można skorzystać też z pryszniców i toalety (niestety, tylko jednej). Nad bezpieczeństwem pływających czuwają ratownicy, w okolicy brzegu rozciąga się pas płycizny. Na plaży znajdziemy również specjalne miejsca do odpoczynku z bezpłatnym internetem bezprzewodowym. Na wodach zatoki wyznaczono strefy do pływania i uprawiania sportów wodnych.

 

Najlepiej zagospodarowana plaża w Dubaju leży nieco dalej na południowy zachód, w otoczeniu wieżowców ekskluzywnego osiedla Jumeirah Beach Residence. Korzystać z niej mogą wszyscy, zarówno mieszkańcy czy goście hotelowi, jak i przyjezdni. W tym rejonie można uprawiać np. parasailing lub wakeboarding, a także inne sporty wodne, i wybrać się na przejażdżkę na wielbłądzie. Wzdłuż brzegu znajdują się liczne restauracje i bary z widokiem na Zatokę Perską. Z plaży widać słynną sztuczną wyspę w kształcie palmy – Palma Dżamira (Palm Jumeirah) z hotelem Atlantis, The Palm. Na specjalnie usypanych pasach gruntu powstało całe luksusowe miasteczko. To najmniejsza z trzech Wysp Palmowych u wybrzeży Dubaju. Wspomniana plaża stanowi idealne miejsce na odpoczynek. Są na niej toalety, przebieralnie i wypożyczalnie leżaków. Zejście do wody nie jest łagodne i już po kilku krokach robi się głęboko. W tej okolicy bywa jednak tłoczno. Na brzegu można przespacerować się piękną promenadą The Walk o długości 1,7 km.

 

PUSTYNNE SAFARI

 

 Qasr Al Sarab

Rodzinna wycieczka na wielbłądach

© ABU DHABI CONVENTION BUREAU

 

Turyści podróżujący do ZEA decydują się również zazwyczaj na wyprawę na pustynię. Dla mnie wykupienie wycieczki Dubai Desert Safari okazało się strzałem w dziesiątkę – takie przeżycie dostarcza niesamowitych wrażeń, a widoki zapierają dech w piersiach! W Dubaju koniecznie trzeba udać się na ekstremalną przejażdżkę po wydmach samochodami z napędem na cztery koła. Ceny wyprawy na pustynię są zróżnicowane, choć zwykle raczej dość wysokie, ale naprawdę warto ponieść ten koszt (za pięcio-, sześciogodzinne safari zapłacimy już od ok. 65 dolarów amerykańskich za osobę). Do wyboru mamy kilka rodzajów pustynnych wycieczek: od porannych (które odradzam ze względu na ubogi program) przez popołudniowe lub wieczorne po całonocne. Musimy też wybrać odpowiednią agencję turystyczną, których działa w Dubaju naprawdę dużo. Większość z nich oferuje praktycznie ten sam program safari. Przy podejmowaniu decyzji powinniśmy zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Warto rozważyć szczególnie oferty obejmujące transport bezpośrednio z naszego hotelu i z powrotem do niego. Poza tym najlepiej, gdy cała wyprawa odbywa się tymi samymi samochodami, którymi jeździ się potem po pustyni, i nie trzeba przesiadać się z busów do terenowych aut. Na zainteresowanie zasługują wycieczki z wliczonymi w cenę dodatkowymi atrakcjami, takimi jak przejażdżka na wielbłądzie, sandboarding czy palenie sziszy.

 

Uczestnicy popołudniowego safari odbierani są zwykle z hotelu w godzinach 14.30–15.30. Dojazd na pustynię pod Dubajem zajmuje ok. 40 min. Nasza przygoda zaczęła się od przejazdu samochodem po wydmach (dune bashing). Zdecydowanie było to jedno z najlepszych doświadczeń off-roadowych w moim życiu! Jeepy są specjalnie wzmocnione, a w środku znajduje się klatka. Podczas jazdy warto trzymać się poręczy. W aucie mieści się zazwyczaj siedmiu pasażerów. Najlepiej jest usiąść – oczywiście – obok kierowcy albo w drugim rzędzie. Samochód porusza się szybko, ja czułem się jak na karuzeli. Przed taką przejażdżką nie należy się zbytnio objadać. Tego typu rozrywki nie polecam jednak kobietom w ciąży i osobom z problemami z kręgosłupem, a także cierpiącym na chorobę lokomocyjną. Po ok. 20–30 min. szaleńczej jazdy z doświadczonym kierowcą zatrzymujemy się pośrodku pustyni na zrobienie zdjęć i zjeżdżanie na desce po piaszczystych wydmach. Za dodatkową opłatą można pojeździć na quadach.

 

Ostatni etap wycieczki stanowią zwykle odwiedziny w wiosce beduińskiej, w której na turystów czeka posiłek. Nas na powitanie poczęstowano pysznymi małymi pączkami smażonymi na miejscu w głębokim tłuszczu i podawanymi w polewie z syropu daktylowego z odrobiną sezamu (lukaimat lub luqaimat). Następnie zasiedliśmy przy tradycyjnych niskich stolikach, na arabskich dywanach i poduszkach. Do wyboru mieliśmy różne sałatki, makarony, mięso i warzywa z grilla. W cenę wliczone są również kawa arabska, herbata i woda. Możemy skusić się też na napoje alkoholowe, ale za dodatkową opłatą. Taki posiłek na pustyni urozmaicają występy kobiet wykonujących taniec brzucha czy wirujących derwiszów. Poza tym uczestnicy wycieczki mogą zdecydować się na tatuaż z henny, przejechać się na wielbłądzie, przymierzyć lokalne stroje i zapalić sziszę, a nawet podziwiać najszybsze ptaki świata – sokoły wędrowne (podczas lotu nurkowego osiągają średnią prędkość ponad 320 km/godz.). Wszystkie te atrakcje (jak również robienie zdjęć) powinny być wliczone w koszt wyprawy. Do hotelu wraca się koło godz. 21.00–22.00.

 

PODRÓŻOWANIE PO MIEŚCIE

 

Dubaj ma bardzo dobrze zorganizowaną sieć dróg, a także transport publiczny. Tutejsze 75-kilometrowe metro jest jednym z najdłuższych w pełni zautomatyzowanych systemów kolejowych na świecie (pociągi poruszają się bez maszynisty). Główna czerwona linia (Red Line), wzdłuż której znajduje się 29 stacji, prowadzi wprost z lotniska do centrum miasta i największej chluby ZEA, czyli Burdż Chalifa.

 

W Dubaju opłaca się korzystać z taksówek. Ceny przejazdu należą do bardzo niskich, ponieważ paliwo jest tu tanie. Bilet dzienny umożliwiający korzystanie z metra, tramwaju i autobusów kosztuje 22 dirhamy (2 dirhamy za Nol Red Ticket i 20 dirhamów za załadowanie go na cały dzień). Trzeba jednak pamiętać o pewnych zasadach panujących w środkach komunikacji publicznej, aby nie narazić się na kary. Znajduje się w nich oddzielna specjalna strefa przeznaczona jedynie dla kobiet i dzieci. Zazwyczaj jest ona umieszczona w przedniej części pojazdu. Poza tym w środkach komunikacji publicznej i na przystankach nie wolno spożywać jedzenia i napojów, a także żuć gumy. Warto dodać, że przystanki autobusowe stanowią świetne schronienie przed upałem. Wszystkie są zamykane i klimatyzowane. Co ciekawe, za zaśnięcie na przystanku również zapłacimy mandat. Największa jednak kara grozi za kolizje z miejskimi tramwajami, które są prezentem dla mieszkańców od emira Dubaju i jednocześnie premiera i wiceprezydenta ZEA, szejka Muhammada ibn Raszida Al Maktuma. Te wyjątkowe pojazdy zasługują na specjalne traktowanie, w ruchu drogowym mają zawsze pierwszeństwo.

 

PRZYDATNE INFORMACJE

 

Przed przyjazdem do Dubaju, warto zapoznać się z niektórymi obowiązującymi tutaj przepisami prawa. Jak wspomniałem, należy zwrócić szczególną uwagę na zasady dotyczące zachowania w komunikacji miejskiej. Poza tym w kraju obowiązuje szariat. Za posiadanie narkotyków grozi kara śmierci. Homoseksualizm karany jest więzieniem (w innych częściach ZEA za seks homoseksualny grozi kara śmierci). Za stosunki pozamałżeńskie też karze się pozbawieniem wolności. Oprócz tego obowiązuje zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych i zakaz bycia pod wpływem alkoholu poza miejscem zamieszkania. Turyści mogą spożywać trunki jedynie w specjalnie koncesjonowanych restauracjach i barach oraz hotelach. Jeśli wyjdziemy na ulicę pijani, możemy zostać aresztowani. Aby kupić alkohol i spożyć go w domu, należy posiadać wydaną przez policję odpowiednią licencję na jego zakup i transport. Jeżeli odwiedzamy miasto ze swoją drugą połówką, unikajmy publicznego okazywania sobie czułości. Takie zachowanie uznane być może za przestępstwo obyczajowe, za które również grozi kara pozbawienia wolności. Podczas odwiedzania meczetu trzeba pamiętać o zdjęciu butów oraz zakryciu ramion i nóg. Nie należy fotografować ani zaczepiać mijanych na ulicach miejscowych kobiet bez pozwolenia ich mężów. Także długie przypatrywanie się Emiratce narusza jej prywatność i skutkować może wezwaniem policji. Władzę w Dubaju sprawuje emir, a najwyższe stanowiska w emiracie są obsadzone przez członków rodziny wspomnianego szejka Muhammada ibn Raszida Al Maktuma.

 

Zjednoczone Emiraty Arabskie 22 marca 2014 r. zniosły obowiązek promesy wizowej dla Polaków. Oznacza to, że nie musimy przed wyjazdem martwić się żadnymi formalnościami. Na lotnisku w Dubaju otrzymamy pieczątkę w paszporcie, która zezwala na pobyt w kraju przez 30 dni. Jedynym warunkiem jej otrzymania jest ważność tego dokumentu tożsamości przez kolejne sześć miesięcy.