BARBARA STOLECKA

 

« Emilia-Romania to jeden z największych regionów w północnej części Półwyspu Apenińskiego. Rozciąga się wzdłuż starej rzymskiej drogi Marcusa Aemiliusa Lepidusa, powstałej w II w. p.n.e. na zlecenie tego konsula. Via Aemilia, długa na ponad 260 km, połączyła najważniejsze rzymskie kolonie. Jej początek znajduje się tuż przy moście cesarza Tyberiusza w Rimini, a koniec – aż w Piacenzy położonej blisko Mediolanu. Rimini, Forlì, Forlimpopoli, Cesena, Imola, Bolonia, Modena, Reggio nell’Emilia, Parma i Piacenza są dzisiaj miastami słynącymi z zabytkowych centrów i wysokiego poziomu życia, na który wpływa przede wszystkim rozwinięta gospodarka tego bogatego regionu. »

 

Intensywna zieleń sadów i winnic towarzyszy każdemu, kto przemierza samochodem Emilię-Romanię. Etruskowie i Celtowie wiele stuleci temu wykorzystywali te żyzne tereny pod wszelkiego rodzaju uprawy, a żołnierzom rzymskim na koniec kariery przydzielano tu kawałki ziemi, tzw. centuriatio, co do dziś jest widoczne w układzie pól. Gdy leci się samolotem w stronę Bolonii, przez okno ogląda się barwną szachownicę. Wiele pochodzących stąd produktów zostało uhonorowanych zaszczytną kategorią DOP (Denominazione di Origine Protetta) czy IGP (Indicazione Geografica Protetta). Wśród nich są czereśnie z Vignoli, zielone szparagi z Altedo, kasztany z Castel del Rio, ryż niziny delty Padu, gruszki z Emilii-Romanii oraz brzoskwinie i nektarynki z Romanii.

 

Okolice Parmy słyną z rozległych pól uprawnych i wyjątkowego powietrza doskonale konserwującego Parmigiano Reggiano, charakterystyczny suszony kilkanaście miesięcy ser, którego nie potrafią skopiować nawet Chińczycy. O wysokiej, białej górze startego parmezanu pisał już w XIV w. pisarz Giovanni Boccaccio w Dekameronie. Zarówno krowy, jak i świnie parmeńskie mają zapewnione wysokie standardy życia i odżywczą dietę. Każdego ranka serwatka otrzymana z produkcji sera trafia do koryt milionów prosiaków po to, aby od samego początku ich mięso nasiąkało odpowiednim aromatem. Produkuje się z niego prosciutto di Parma, renomowaną szynkę pokrytą kolorowym pieprzem, zwisającą w witrynach sklepów z tradycyjną żywnością w całym regionie. Na północ od Parmy, gdzie klimat staje się bardziej wilgotny, a zimą zakola Padu przysłania gęsta mgła, dojrzewa culatello di Zibello. Drogocenny wieprzowy pośladek promował Giuseppe Verdi, znany kompozytor XIX stulecia, który wychował się w pobliskim Busseto. Do dzisiaj ten rarytas trafia na stoły książąt i stylistów mody na całym świecie.

 

PRZYSMAKI NA STOLE

Na liście najlepszych wędlin nie powinno też zabraknąć mortadeli, którą delektował się cesarz Oktawian August. Nam może się ona kojarzyć z mało zachęcającym do skosztowania wyrobem wędliniarskim, wystarczy jednak przyjechać do Bolonii, stolicy Emilii-Romanii, kupić prostą, ale aromatyczną kanapkę i od razu zmieni się o niej zdanie. Lady regionalnych sklepów uginają się pod ciężarem suszonych kiełbas, różnej wielkości szynek i wielu rodzajów serów. Każdy znajdzie tu z pewnością coś dla siebie. 

 

Bolonia nie bez przyczyny otrzymała przydomek La Grassa, czyli Tłusta. Właśnie w niej narodziły się bardzo kaloryczne, ociekające sosem bolońskim (tutaj nazywanym il ragù) i beszamelem zielone lasagne. Włochy to przecież kraj pasty, a stolica Emilii-Romanii jest ich centrum kultury kulinarnej. Na tych północnych terenach zimową porą często bywa mgliście i wilgotno, w przeciwieństwie do gorącej dolnej części półwyspu, gdzie makaron suszy się w pełnym słońcu. Tutaj wałkuje się po prostu świeże, jajeczne ciasto, z którego zdolne gospodynie lepią tortellini z nadzieniem mięsnym i tortelloni z serem w Bolonii, anolini w Parmie, cappelletti w Rawennie czy cappellacci ze słodką dynią w Ferrarze. Każda pani domu ma swój ulubiony przepis przekazywany z pokolenia na pokolenie, a samo danie od lat pojawia się na stole kilka razy w tygodniu. Oprócz wypełnianych farszem uszek przygotowuje się tu tagliatelle, rodzaj długich wstążek okraszanych sosem ragù, czy maltagliati z sosem grzybowym. Ciekawym daniem są passatelli z Rawenny wyrabiane z bułki tartej, jajka i parmezanu, doprawione gałką muszkatołową i wyciskane bezpośrednio do gorącego rosołu przez praskę do ziemniaków. Typów makaronu tylko w Emilii-Romanii jest ponad 20! O wszystkich opowiedział Pellegrino Artusi, pisarz, gastronom i krytyk literacki pochodzący z Forlimpopoli, w pierwszej prawdziwej książce kucharskiej zatytułowanej La scienza in cucina e l’arte di mangiar bene (Nauka w kuchni i sztuka dobrego jedzenia). W tym podręczniku kulinarnym z 1891 r. zgromadzono przepisy przesyłane przez dumne gospodynie z całego Półwyspu Apenińskiego. Do tej pory znajduje się on w wielu domach, nie tylko włoskich. Kilka lat temu we Włoskim Instytucie Kultury w Warszawie i Włoskim Instytucie Kultury w Krakowie zostało zaprezentowane polskie wydanie tego kompendium (pt. Włoska sztuka dobrego gotowania). 

 

Pierwszym ośrodkiem kultury kulinarnej poświęconym kuchni domowej Włoch jest Dom Artusiego (Casa Artusi) w Forlimpopoli, otworzony kilkanaście lat temu w monumentalnym kompleksie kościelnym należącym niegdyś do zakonu serwitów. Ma on ponad 2,8 tys. m2 powierzchni, którą podzielono na lokale o różnych funkcjach, wszystkie związane z wieloma aspektami kultury kulinarnej. To jednocześnie bogata biblioteka, szykowna restauracja, winiarnia, księgarnia, muzeum, miejsce spotkań i wydarzeń oraz przede wszystkim szkoła gotowania, gdzie można się nauczyć wyrabiania piadiny, cienkiego placka z mąki pszennej, wypiekanego na terakotowych talerzach, faszerowanego czym dusza zapragnie. Tradycyjną piadinę z Romanii (piadina romagnola) nadziewa się szynką parmeńską, rukolą i świeżym serem squacquerone. Wzdłuż całego wybrzeża Morza Adriatyckiego stoją kolorowo pomalowane kioski, gdzie za kilka euro kupimy gorący placek. Jeszcze do niedawna sprzedawano go również w wagonach gastronomicznych WARS w Polsce, a w Warszawie pojawiły się pierwsze piadinerie. 

 Tortellini, pierożki ze świeżego ciasta jajecznego nadziewane mięsem, typowe dla Bolonii i modeny

© EMILIAROMAGNATOURISTBOARD

 

CUDOWNA WINOROŚL

Najbardziej prestiżowym włoskim produktem winogronowym jest tradycyjny ocet balsamiczny produkowany w okolicach Modeny (Aceto Balsamico Tradizionale di Modena DOP), gdzie specyficzny klimat sprzyja dojrzewaniu zagotowanego moszczu winnego w drewnianych beczkach. Dopiero po 12 latach można zebrać pierwsze kilka decylitrów gęstego, słodkiego syropu sprzedawanego w małych buteleczkach w astronomicznej cenie. 

 

Z winogron wyrabia się w Emilii-Romanii także regionalne wina. Najpopularniejsze to musujące czerwone lambrusco, ułatwiające trawienie lokalnych tłustych dań. Najlepszą jego odmianą jest wytrawna grasparossa, wytwarzana tylko w okolicach Modeny. W tutejszych winnicach turyści delektują się białym pignoletto, owocowym smakiem trebbiano czy albany oraz wyśmienitym czerwonym cabernet sauvignon, powstającym z winogron rosnących na wzgórzach bolońskich. Do najczęściej uprawianych w Emilii-Romanii i środkowych Włoszech szczepów należy czerwona odmiana sangiovese (od sanguis Jovis – krew Jowisza). Jej plantacje leżą m.in. w słynnej dolinie Chianti w Toskanii, znanej ze szlachetnych trunków o tej samej nazwie. Niewiele osób wie, że w Santarcangelo di Romagna (w okolicy Rimini) znajduje się Góra Jowisza, gdzie wino sangiovese było przechowywane w optymalnej temperaturze (ok. 12°C) w tunelach wyżłobionych w miękkim tufie. Nikt jeszcze nie odkrył oryginalnej funkcji grot, ale pomysłowi mieszkańcy miasteczka wykorzystali je w najlepszy możliwy sposób. Najsmaczniejszego sangiovese można spróbować w Winnicy Raj (Fattoria Paradiso) położonej na łagodnych wzgórzach Bertinoro. Nazwa tej miejscowości sięga według jednej z legend V w., kiedy Rawenna stała się stolicą zachodniej części Cesarstwa Rzymskiego, a siostra przyrodnia cesarza Flawiusza Honoriusza (Flaviusa Honoriusa) po jego śmierci w 423 r. przejęła rządy jako regentka. Galla Placydia uwielbiała ponoć tutejsze wino do tego stopnia, że podczas jednej z uczt, wychylając kolejny kielich, stwierdziła, że trzeba pić je tylko w złocie (berti in oro).

 

Najlepszym sposobem zaznajomienia się z bogatą ofertą win regionu jest wizyta w Enotece Regionalnej Emilii-Romanii (Enoteca Regionale Emilia Romagna) usytuowanej w Dozzy, niecałe 40 km na południowy wschód od Bolonii. W lochach średniowiecznych fortyfikacji organizowane są degustacje, a z masywnych wież rozciąga się panoramiczny widok na nizinę. Do prawdziwych przyjemności należy też spacer malowniczymi uliczkami miasteczka. Ściany tutejszych domów pokrywają kolorowe murale, a co dwa lata odbywa się w Dozzy związany z nimi międzynarodowy konkurs (Biennale del Muro Dipinto – jego XXVII edycja zostanie zorganizowana w dniach od 9 do 15 września 2019 r.).

 

NA DESKACH TEATRU

Po posiłku z winem w pięknym otoczeniu zawsze przychodzi ochota na śpiew. W Emilii-Romanii znajduje się aż 101 historycznych teatrów. W skali całego kraju to wyjątkowa liczba przypadająca na jeden region. Najstarszy jest Teatro Farnese w Parmie, zbudowany w 1618 r. na zlecenie księcia Ranuccia Farnese. Ma drewnianą widownię w kształcie półkola z dwoma rzędami serlian, rodzajem okien z jednym większym i dwoma mniejszymi otworami. Jego funkcję przejął później dzisiejszy Teatr Królewski (Teatro Regio di Parma), wzniesiony pod patronatem Marii Ludwiki, drugiej żony Napoleona Bonapartego i matki jego syna Napoleona II, księżnej Parmy, Piacenzy i Guastalli w latach 1814–1847. Zaprojektował go parmeński architekt Nicola Bettoli. Teatro Regio di Parma stał się jednym z czołowych teatrów operowych wszech czasów i bywa wymieniany wśród najlepszych obok Teatro alla Scala w Mediolanie. Nie dziwi więc fakt, że wiedeński grób Marii Ludwiki jest wciąż dekorowany parmeńskimi fiołkami. 

 

W Teatrze Królewskim występowali najwybitniejsi śpiewacy XX w., tacy jak Maria Callas, Renata Tebaldi czy Mario Del Monaco. Był z nim również związany słynny kompozytor operowy Giuseppe Verdi. Dziś w sezonie teatralnym w Bolonii, Modenie, Rawennie czy Rimini nie może zabraknąć na scenie jego utworów: Rigoletta, Traviaty bądź Trubadura. Wykonaniem dzieł Verdiego kierował też jako dyrygent pochodzący z Parmy Arturo Toscanini. Warto zwiedzić ciekawy dom muzeum, w którym urodził się w marcu 1867 r. W wieku 19 lat utalentowany Włoch poprowadził z pamięci bardzo trudną partyturę Aidy, czym zdobył sobie rozgłos na świecie. 

 

Z kolei w pobliskiej Modenie od 2007 r. Teatr Miejski (Teatro Comunale) nosi imię wielkiego tenora Luciana Pavarottiego. Podczas spaceru po mieście łatwo znaleźć jego pomnik, na którym przedstawiono go w charakterystycznej pozie z nieodłączną wielką chustką. Mniej więcej 10 km od centrum miasta znajduje się Casa Museo Luciano Pavarotti – muzeum otwarte w 75. rocznicę urodzin śpiewaka, z wieloma osobistymi pamiątkami po tej niezwykłej postaci. Można w nim zobaczyć garnitury i szaty operowe, jego charakterystyczną ukwieconą koszulę, kolekcję kapeluszy, instrumenty muzyczne, listy od księżnej Walii Diany i projektanta Gianniego Versace.

 Osobiste pamiątki po wielkim włoskim tenorze zgromadzone w Casa museo Luciano Pavarotti w modenie

© CAsAmUsEOPAVAROtt

 

MOTORYZACYJNY RAJ

Emilia-Romania przyciąga nie tylko bogatą ofertą gastronomiczną czy muzyczną. W tym regionie produkuje się także słynne na całym świecie samochody i motocykle wyścigowe. Do Doliny Motoryzacji (Motor Valley) usytuowanej między Bolonią a Modeną przyjeżdżają co roku miliony pasjonatów zawrotnej szybkości. W tym pierwszym mieście na początku XX w. bracia Maserati otworzyli warsztat samochodowy. Jego znakiem rozpoznawczym stał się trójząb, który trzyma Neptun z fontanny w okolicy Piazza Maggiore. Obecny zakład produkcyjny znajduje się w centrum Modeny, a mieści dodatkowo m.in. salę ekspozycyjną i sklep z gadżetami. 

 

Również w Modenie, w pobliżu stacji kolejowej, w miejscu, gdzie w 1898 r. przyszedł na świat Enzo Ferrari, działa poświęcone mu muzeum (Museo Enzo Ferrari, w skrócie MEF). Swoją karierę jako kierowca rozpoczął on w 1919 r. podczas wyścigów w Parmie. Cztery lata później, po wygraniu kolejnych zawodów, poznał matkę tragicznie zmarłego asa myśliwskiego z okresu I wojny światowej, Francesca Baracca, która podarowała mu osobiste godło swojego syna – czarnego rumaka stojącego na dwóch tylnych nogach. Enzo Ferrari uczynił go znakiem swojego zespołu wyścigowego Scuderia Ferrari. Na początku lat 40. XX w., po tym, jak zbombardowano jego pierwszy zakład, przeniósł fabrykę do Maranello, miejscowości oddalonej o kilkanaście kilometrów od Modeny. Dzisiaj stanowi ona raj dla miłośników samochodów wyścigowych – po zwiedzeniu muzeum mogą oni poczuć dreszczyk emocji podczas przejażdżki najnowszym modelem ferrari po okolicznych ulicach. Koszt wynajęcia takiego auta wraz z instruktorem na przynajmniej 15 minut dochodzi nawet do 300 euro.

 

Szczytem marzeń fanów motoryzacji jest jednak jazda po torze wyścigowym Autodromo di Modena w miejscowości Marzaglia lub Autodromo Riccardo Paletti w Varano de’ Melegari. Zawodowi kierowcy jeżdżą z kolei po prywatnym torze we Fiorano Modenese koło Maranello i po słynnym Autodromo Internazionale Enzo e Dino Ferrari pod Imolą. Na tym ostatnim w latach 1981–2006 odbywały się zawody Grand Prix San Marino Formuły 1. Ostatnią edycję wygrał Michael Schumacher jadący ferrari. Po 2006 r. tor został powiększony według projektu niemieckiego architekta i kierowcy wyścigowego Hermanna Tilkego. Aktualna lista przeprowadzanych na nim wyścigów i różnego rodzaju imprez jest dostępna na stronie internetowej www.autodromoimola.it

.

Mniej więcej 30 minut jazdy samochodem od centrum Modeny, w Sant’Agata Bolognese, znajduje się fabryka Lamborghini z przylegającym do niej muzeum. Tu narodziła się legenda najbardziej zawziętego konkurenta firmy Ferrari. Ferruccio Lamborghini był początkowo producentem dobrej jakości traktorów i równocześnie wielbicielem samochodów Enza Ferrariego. Kiedy raz się spotkali, nie omieszkał jednak skrytykować kilku wad technicznych tych aut. Urażony Ferrari poradził mu, żeby lepiej zajął się produkowaniem swoich ciągników, a prawdziwe samochody pozostawił ekspertom. Ferruccio Lamborghini nie posłuchał rady i wkrótce wyścigówki obu Włochów zaczęły często spotykać się na torze. Kto chce dowiedzieć się, czym jeszcze zajmował się twórca marki Lamborghini, powinien odwiedzić muzeum w Funo di Argelato (w prowincji Bolonia) otwarte w 2014 r. przez jego syna Tonina. W olbrzymim hangarze można obejrzeć helikopter, niespotykaną łódź motorową, pierwszy model klimatyzatora i nawet papamobile – specjalny pojazd z kuloodpornym nadwoziem używany przez papieża Jana Pawła II podczas przejazdów wśród wiernych w Watykanie.

 

Najmłodszym przedsiębiorcą w Dolinie Motoryzacji jest Horacio Pagani, który w 1992 r. założył Pagani Automobili w San Cesario sul Panaro (w prowincji Modena). Z pochodzenia Włoch, ale urodzony w 1955 r. w Argentynie, już w wieku 12 lat zaczął konstruować modele samochodów z tego, co miał pod ręką. Pełen wizjonerskich pomysłów graniczących z szaleństwem, przyjechał w latach 80. XX w. do Modeny, gdzie rozpoczął pracę jako inżynier w zakładach Lamborghini. Jednak jego koncepcja użycia bardzo drogiego włókna węglowego do produkcji części samochodowych nie spotkała się z poparciem. Postanowił więc otworzyć własną firmę, z której do 2019 r. wychodziły futurystyczne egzemplarze zondy.

 

Również miłośnicy szybkich motocykli znajdą w Emilii-Romanii raj na ziemi. Dumą włoskiego przemysłu motoryzacyjnego są pojazdy marki Ducati. W 1926 r. Antonio Cavalieri Ducati założył w Bolonii firmę, która początkowo zajmowała się produkcją części do radia. Po II wojnie światowej powstawały w niej silniki do motorowerów, a później całe jednoślady. Dziś jej specjalnością są montowane ręcznie motocykle z serii Ducati Monster, sprzedawane w wielu egzemplarzach na wszystkich kontynentach. 

 

W Misano Adriatico, nadmorskim kurorcie usytuowanym ok. 15 km na południe od Rimini, odbywają się każdego roku widowiskowe zawody Motocyklowych Mistrzostw Świata (MotoGP), odpowiednika samochodowej Formuły 1. Pomysł usytuowania kilka kilometrów od pięknej plaży i mariny Portoverde miejsca na wyścigi pojawił się na początku lat 60. XX w. Ponad 4,2-kilometrowy tor wyścigowy z wieloma zakrętami, zbudowany w ciągu dwóch lat, już w 1972 r. zyskał sobie sławę najlepiej zaprojektowanego tego typu obiektu we Włoszech. We wrześniu 2018 r. włoski motocyklista z Forlimpopoli Andrea Dovizioso jadący na motocyklu Ducati Desmosedici GP17 pobił tu rekord – ukończył okrążenie w najkrótszym jak dotąd czasie. W czerwcu 2012 r. Misano World Circuit otrzymał oficjalnie imię tragicznie zmarłego Marca Simoncellego, mieszkającego w Coriano, kilka kilometrów od kompleksu, który zginął 23 października 2011 r. podczas Grand Prix Malezji w wieku 24 lat. Obiekt gości także m.in. Superbike World Championship – mistrzostwa motocykli czterosuwowych produkowanych wyłącznie seryjnie i modyfikowanych na potrzeby zawodów, oraz Deutsche Tourenwagen Masters (DTM), najważniejszą serię wyścigów samochodowych w Niemczech, organizowanych również za granicą.

 

NAD ADRIATYKIEM

Region Emilia-Romania jest świetnym miejscem na niezapomniane wakacje. Riwiera Adriatycka stanowi nieskończony ciąg kurortów nadmorskich z piaszczystymi plażami i płytkim, ciepłym morzem. Wysunięte najbardziej na południe kąpieliska prowincji Rimini zachęcają do błogiego wypoczynku. W okolicy Misano Adriatico na wybrzeżu od 1987 r. powiewa prestiżowa Błękitna Flaga. W rejonie tej naturalistycznej oazy można odetchnąć wśród zieleni podczas trekkingu po pobliskich wzgórzach. Dobrze wyposażone plaże są idealne do odpoczynku w promieniach słońca. Do tego dochodzi jeszcze możliwość uprawiania rozmaitych sportów wodnych i przejażdżek rowerowych po lokalnych ścieżkach.

 

Misano Adriatico graniczy z kurortem Cattolica, gdzie w 2000 r. otwarte zostało największe nad Adriatykiem akwarium (Acquario di Cattolica). W budynkach przypominających okręty można oglądać rekiny, pingwiny, meduzy, żółwie morskie, piranie, ryby głębinowe oraz różne zwierzęta lądowe (gady i płazy). 

 

Najciekawszą pod względem historii i architektury miejscowością południowego odcinka Riwiery Adriatyckiej, noszącego nazwę Riviera Romagnola, jest oczywiście Rimini, chyba najpopularniejszy z nadmorskich kurortów w regionie. Znajduje się w nim wiele pozostałości z czasów rzymskich, m.in. wspomniany 2000-letni Most Tyberiusza (Ponte di Tiberio) i Łuk Augusta (Arco di Augusto). Z okresu rządów arystokratycznego rodu Malatestów (lata 1295–1500) zachowały się Zamek Zygmunta (Castel Sismondo) i świątynia z XV stulecia (Tempio Malatestiano). Na Piazza Cavour można podziwiać Fontannę Szyszki (Fontana della Pigna), której oryginalnym wyglądem zachwycił się w 1502 r. sam Leonardo da Vinci. 

 

Dalej na północ rozciągają się piaszczyste plaże prowincji Rawenna. Ważnymi ośrodkami turystycznymi są tutaj Cervia oraz Milano Marittima – znana miejscowość uzdrowiskowa, gdzie zainteresowani mogą skorzystać z basenu z wodą termalną, wanien do masażu i sal do terapii błotnych. W kompleksie wielkich zbiorników solnych Salina di Cervia w procesie odparowywania wody morskiej otrzymuje się naturalną „słodką” sól bez gorzkiego posmaku (sale dolce di Cervia). Okolica wybrzeża Rawenny jest zróżnicowana krajobrazowo. Znajdują się tu piękne lasy sosnowe o nazwach Pineta di San Vitale i Pineta di Classe. Mają one duże znaczenie historyczne i kulturowe, ale przede wszystkim uchodzą za zielone płuca prowincji. Są świetnym miejscem do uprawiania różnych aktywności: spacerów, wycieczek rowerowych czy konnych. W okolicy nie brakuje też imprez kulturalnych i gastronomicznych, które promują lokalne produkty.

 

Sama Rawenna, dawne miasto bizantyjskie, uważana jest za stolicę mozaikarstwa. Można w niej podziwiać aż osiem wczesnochrześcijańskich zabytków wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO: Bazylikę św. Witalisa (Basilica di San Vitale), Mauzoleum Galli Placydii (Mausoleo di Galla Placidia), Mauzoleum Teodoryka (Mausoleo di Teodorico), kaplicę w Pałacu Arcybiskupim (Cappella Arcivescovile), dwie bazyliki poświęcone św. Apolinaremu oraz dwa baptysteria: Battistero degli Ariani i Battistero Neoniano. Z myślą o turystach przygotowano tutaj warsztaty mozaiki (w takich miejscach jak Annafietta czy Koko Mosaico), a w wielu barach podaje się oryginalną piadinę (np. w „Piadinerii Mosaico” przy Bazylice św. Witalisa). Zaledwie kilkanaście kilometrów od miasta znajduje się rozległy park rozrywki Mirabilandia. W kwietniu 2019 r. otwarto w nim Ducati World z kolejką górską o podwójnym torze Desmo Race. Chwilę wytchnienia w gorące dni przynosi wizyta w parku wodnym Mirabeach z basenami, zjeżdżalniami wodnymi i sztuczną plażą.

 

Jeszcze dalej na północ leży siedem kurortów prowincji Ferrara, nazywanych popularnie Lidi di Comacchio. To również idealne miejsce na błogi wypoczynek. Jeśli od strony Porto Garibaldi i Lido degli Estensi wyruszymy w głąb lądu, dotrzemy do Comacchio, urokliwego miasta zwanego często małą Wenecją. Historyczne centrum przecina w nim kilka kanałów, po których można nawet popływać niewielką łódką. Warto zwrócić uwagę na Trepponti – charakterystyczny most z kamienia istriańskiego, nowo otwarte Muzeum Antycznej Delty (Museo Delta Antico) i Manufakturę Marynat (Manifattura dei Marinati) z Muzeum Węgorza (Museo dell’Anguilla). Ciekawym pomysłem jest też wycieczka nad malownicze płytkie zbiorniki wodne Valli di Comacchio. Od stuleci żyją w nich liczne węgorze. Od kilku lat przylatują tu także flamingi różowe.

misano Adriatico, nabrzeże z trasami rowerowymi

© AmisAnO

 

 

 

W STRONĘ GÓR

Emilia-Romania zajmuje obszar bardzo zróżnicowany pod względem ukształtowania terenu. Od zachodu zamykają ją Apeniny. W tym rejonie leży wschodnia część Parku Narodowego Lasów Casentinesi, Góry Falterona i Campigny. Wśród tutejszych miejscowości uzdrowiskowych warto wymienić takie jak Bagno di Romagna, Fratta Terme, Castrocaro Terme e Terra del Sole, Castel San Pietro Terme, Tabiano Castello czy Salsomaggiore Terme. Termalne tradycje okolicy promuje od kilku lat odbywający się w połowie czerwca festyn Niebieska Noc (La Notte Celeste). W wewnętrznej części Apeninów, Romanii toskańskiej (Romagna toscana), znajdują się San Mauro Pascoli, miejsce narodzin w grudniu 1855 r. poety Giovanniego Pascoli, Sarsina z ważnym muzeum archeologicznym i wspomniane już średniowieczne Bertinoro. Niedaleko podnóża gór usytuowane jest Forlì z romańską Bazyliką św. Merkurialisa (Basilica di San Mercuriale), zbudowaną w XII stuleciu, Ratuszem (Palazzo Comunale), Pałacem Podestà i Pałacem Albertini oraz Muzeami św. Dominika (Musei San Domenico), niedawno odrestaurowanym XIII-wiecznym kompleksem, w którym organizuje się wystawy o międzynarodowej renomie. Jeśli stąd skierujemy się w stronę morza, trafimy do Ceseny z twierdzą Malatestów (Rocca Malatestiana). Tutejsza Biblioteca Malatestiana, otwarta w 1454 r. i od tego czasu prawie niezmieniona, trafiła do rejestru Pamięć Świata UNESCO. Centrum Ceseny zdobią Fontana Masini i XIX-wieczny Teatr Alessandra Bonciego (słynnego tenora urodzonego w tym mieście w 1870 r.).

 

Najbardziej na północ wysuniętym rzymskim castrum regionu jest Ferrara. Ze względu na liczne zabytki z czasów średniowiecza i przede wszystkim renesansu wpisano ją w 1995 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Tutejsze mury obronne z XV–XVI w., o długości ok. 9 km, są jednymi z najlepiej zachowanych umocnień renesansowych we Włoszech. W krajobrazie miasta wyróżniają się potężny Zamek św. Michała (Castello di San Michele, także Castello Estense), wybudowany w XIV w. przez książęcą rodzinę d’Estów (d’Este) rządzącą tu przez ponad trzy stulecia (w latach 1240–1597), i monumentalna romańsko-gotycka Katedra św. Jerzego Męczennika (Cattedrale di San Giorgio Martire). W 1391 r. w Ferrarze zaczął działać uniwersytet, co sprawiło, że przyciągała ona licznych naukowców, artystów, malarzy, poetów i muzyków (wśród nich był np. Francesco Petrarca). Na dworze rodu d’Estów przebywał również w 1503 r. Mikołaj Kopernik. Miasto ma wiele obliczy. Są w nim rozległe ogrody, liczne renesansowe pałace, m.in. Palazzo dei Diamanti (dziś mieści się w nim galeria sztuki), Casa Romei czy Palazzo Schifanoia z interesującymi freskami, pozostałości getta z XVII stulecia i Narodowe Muzeum Włoskiego Judaizmu i Holocaustu (Museo Nazionale dell’Ebraismo Italiano e della Shoah – MEIS) ze starą synagogą. Spacer po cichej, nie wypełnionej turystami Ferrarze to prawdziwa przyjemność.

 

Na koniec powrócimy jeszcze do Bolonii, gdzie znajduje się najstarszy uniwersytet w Europie (założony w 1088 r.). W stolicy regionu Emilia-Romania trzeba spędzić przynajmniej tydzień. Polecam w tym czasie przespacerować się pod 40-kilometrowymi arkadami, podziwiać średniowieczne pałace przy Piazza Maggiore i obejrzeć ze wszystkich stron fontannę z Neptunem. Warto wejść na wysoką na ponad 97 m krzywą wieżę Asinelli (Torre degli Asinelli) i z jej tarasu delektować się przepiękną panoramą czerwonego miasta. Kto by pomyślał, że wiele z tutejszych atrakcji jest w stanie zadziałać na wszystkie nasze zmysły...

Artykuły wybrane losowo

Odkrywanie własnej Armenii

Armenię można zwiedzać na wiele sposobów. Z myślą o turystach chcących przeżyć w tym kraju wyjątkowe doświadczenia i poznać jego prawdziwe oblicze powstał My Armenia Program finansowany przez USAID (United States Agency for International Development – Agencję Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego) i wdrożony przez Instytut Smithsona (Smithsonian Institution). Ma on przybliżać obcokrajowcom bogactwo kulturalne i przyrodnicze tej kaukaskiej krainy. 

Więcej…

Peru w kolorach tęczy

 

LUCYNA LEWANDOWSKA

WWW.LUCYNA-LEWANDOWSKA.PL

 

Obchody Inti Raymi (Święta Słońca) w Cusco

025518 300

© HEINZ PLENGE PARDO/PROMPERÚ

 

W języku hiszpańskim nazwę „Peru” akcentuje się na ostatnią sylabę, przeciągając nieco literę „u”. W rozmowie z mieszkańcami zawsze warto wspomnieć, że bardzo podoba nam się ich ojczyzna. „Perú, hermoso país” („Peru, piękny kraj”) nie jest wcale jedynie kulturalną formułką, ponieważ to rzeczywiście wspaniałe miejsce na naszym globie, olśniewające niezmiernie zróżnicowanymi krajobrazami i fascynującą kulturą, ale chyba przede wszystkim zachwycające wręcz niesamowitą mozaiką barw.

 

Z podróży w te strony pozostają w pamięci soczysta zieleń Amazonii, błękit Oceanu Spokojnego, pomarańcz i brąz wyżyn oraz wielokolorowe stroje peruanos (Peruwiańczyków). Nic więc dziwnego, że wiphala, symbol kojarzony z imperium Inków (Tawantinsuyu), składa się z kwadratów w siedmiu kolorach. W swojej współczesnej wersji prezentują one spektrum światła widzialnego.

 

Już sam lot z Europy do Peru dostarcza barwnych widoków. Kiedy przemierzymy niebieski Atlantyk, przez kilka godzin przez okna samolotu możemy przyglądać się olbrzymiej puszczy amazońskiej. W pewnym momencie zielony las deszczowy niespodziewanie zamyka potężny łańcuch Andów. Gdy docieramy do mniej więcej 10-milionowej Limy, stolicy kraju, góry nagle ustępują miejsca kolejnemu oceanowi, tym razem Pacyfikowi.


KOLONIALNE MIASTO KRÓLÓW

 

Lima, niegdyś jeden z najbogatszych ośrodków Ameryki Południowej, nazywana bywa też miastem hiszpańskich konkwistadorów. Francisco Pizarro (1478–1541) założył ją prawie 500 lat temu (w styczniu 1535 r.) jako bazę do podboju państwa Inków. Aż do 1824 r. była stolicą Wicekrólestwa Peru. Pierwotnie tytułowano ją Miastem Królów (Ciudad de los Reyes). Mimo wielokrotnych trzęsień ziemi zabytki w Limie zachowały swój kolonialny charakter i wciąż przypominają o jej dawnym bogactwie. Świadczy o tym wpisanie w 1988 r. zabudowy historycznego centrum na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

 

Najwięcej turystów przyciąga plac Broni (Plaza de Armas, inaczej Plaza Mayor). Nazwę tę nadawano dość często głównym placom w wielu miastach Ameryki Południowej, ponieważ tu podczas najazdów z zewnątrz rozdawano broń ludziom. W tym miejscu znajdują się największe zabytki kolonialne: Katedra (Catedral de Lima) z grobowcem Francisca Pizarra, Pałac Arcybiskupi (Palacio Arzobispal) z pięknymi zdobionymi balkonami i Pałac Wicekrólów, obecnie Pałac Rządu (Palacio de Gobierno), w którym w 1821 r. ogłoszono niepodległość Peru. Obowiązkowo należy również złożyć wizytę w XVII-wiecznej Bazylice św. Franciszka, tworzącej zespół architektoniczny wraz z pobliskim klasztorem (Basílica y Convento de San Francisco) i uchodzącej za jedną z najpiękniejszych budowli sakralnych na kontynencie. Za jej potężną fasadą kryje się wnętrze ozdobione freskami, pozłacanymi ołtarzami i malowidłami. Odwiedzających intrygują jednak przede wszystkim tajemnicze katakumby znajdujące się pod ziemią. Jak twierdzą przewodnicy, pochowano w nich 25 tys. osób. Po obejrzeniu złożonych w kolejnych salach kości i czaszek nabiera się przekonania, że liczba ta wcale nie jest zawyżona.

 

Prowincja Lima przyciąga turystów także nowoczesnym nadmorskim rejonem z widokiem na długie oceaniczne fale, idealne do surfowania. Prym na tym obszarze wiedzie ekskluzywny dystrykt Miraflores, położony praktycznie na skraju klifów. Władze regionu postanowiły stworzyć tutaj zespół parków z rzeźbami, oryginalnymi roślinami oraz ścieżkami do spacerów i uprawiania joggingu. W wysokich wieżowcach działają najlepsze w okolicy restauracje, sklepy, hotele i nocne kluby.

 

Na zainteresowanie zasługuje też limska kuchnia ze specjałem ceviche (cebiche), czyli marynowaną surową rybą podawaną z sokiem z limonki, z dodatkiem cebuli, papryki i soli. Warto zwrócić uwagę, że to tradycyjnie przyrządzane danie można spotkać zarówno w luksusowych lokalach, jak i małych ulicznych budkach. Poza tym limeños (mieszkańcy Limy) uwielbiają pisco – brandy wyprodukowane z winogron. Alkohol ten jest składnikiem koktajlu pisco sour, uznawanego niemal za symbol narodowy Peru.

 

INKASKI ŚWIAT

 

Dawna stolica Inków – Cusco (Cuzco) – leży na wysokości ok. 3400 m n.p.m., pośród łagodnych, najczęściej nagich wzgórz. W oddali wznoszą się przykryte śniegiem monumentalne andyjskie szczyty. Przed udaniem się w ten rejon warto sobie uświadomić, że Peru ze względu na swoje położenie blisko linii równika i zróżnicowane ukształtowanie terenu charakteryzuje się rozmaitymi rodzajami klimatu. W trakcie naszej zimy w tej okolicy bywa jednak dosyć ciepło. Choć nocą temperatura powietrza potrafi spaść do 0°C, to w ciągu dnia, na słońcu, wzrasta nawet do ponad 20°C.

 

Mimo iż blisko 84 proc. mieszkańców kraju posługuje się na co dzień hiszpańskim, ciągle używa się tu kilkunastu języków indiańskich, w tym keczua i ajmara. To właśnie od pochodzącego z tego ostatniego języka wyrażenia qusqu wanka („skała sowy”) wielu etymologów wywodzi nazwę Cusco. Według legendy założył je pierwszy inkaski władca Manco Cápac. Zgodnie z badaniami archeologów Inkowie przybyli tutaj na początku XIII stulecia. Ich ośrodek szybko stał się najważniejszym centrum gospodarczym i kulturalnym regionu, mogącym poszczycić się m.in. nowoczesnym systemem wodno-kanalizacyjnym. Prawdopodobnie stanowi najstarsze miasto na zachodniej półkuli zamieszkane nieprzerwanie do dziś.

 

Czas największego rozkwitu Cusco przypadł na XV w. Trzeba zaznaczyć, że państwo Inków (nazywane Tawantinsuyu, Tahuantinsuyo)liczyło wtedy ok. 14 mln mieszkańców i rozciągało się na terenach należących obecnie do Ekwadoru, Peru, Boliwii, Chile, Argentyny i Kolumbii. Ten wyjątkowy okres skończył się wraz z przybyciem Hiszpanów. W listopadzie 1533 r. Francisco Pizarro podbił miasto. Trzy lata później spalono je, aby stłumić antyhiszpańskie powstanie. Na gruzach Cusco kolonizatorzy postawili nowe budynki. Wznieśli je m.in. z pozostałości po inkaskiej zabudowie. Z biegiem czasu okazało się, że mury konstruowane przez Inków z odpowiednio ociosanych kamieni potrafią przetrwać kolejne trzęsienia ziemi, hiszpańska architektura natomiast często ulegała zniszczeniom i wiele obiektów trzeba było wciąż stawiać od nowa.

 

Do dzisiaj możemy podziwiać tu zarówno budowle konkwistadorów, jak i fragmenty pierwotnego miasta. Centralnym placem jest – oczywiście – Plaza de Armas, przy którym wznosiła się niegdyś świątynia ku czci boga słońca (Coricancha). Stanowiła ważny ośrodek kultu, miejsce koronacji i pochówku inkaskich królów. Obecnie znajduje się w tym rejonie Klasztor św. Dominika Guzmána (Convento de Santo Domingo), w którym obejrzymy pozostałości pierwotnego obiektu. Przy głównym placu stał również pałac XV-wiecznego władcy Inków Viracochy (Huiracocha Inca). Na jego fundamentach wybudowano Katedrę (Catedral del Cusco), symbol nowego miasta. Hiszpanie zakończyli prace nad kościołem po ponad 100 latach. W ich trakcie używali kamieni pochodzących z murów pobliskiej inkaskiej twierdzy Sacsayhuamán. W środku, oprócz bogatych dekoracji, możemy podziwiać m.in. obraz peruwiańskiego malarza Marcosa Zapaty (ok. 1710–1773) przedstawiający ostatnią wieczerzę. W odróżnieniu od europejskich wersji tej sceny na stole przed Jezusem i apostołami autor umieścił półmisek z daniem typowym dla Peru – pieczoną świnką morską (kawią domową).

 

O potędze Inków świadczy wspomniana twierdzaSacsayhuamán,która góruje nad Cusco. Chociaż do dziś przetrwały jedynie jej ruiny, nadal zachwyca turystów. Plan fortecy przypomina kształtem pysk pumy – zygzakowate mury przywodzą na myśl zęby. Została ona wzniesiona z gigantycznych kamiennych bloków idealnie przylegających do siebie bez zastosowania jakiejkolwiek zaprawy. Największe z zachowanych głazów ważą 300–350 t. Budowa twierdzy trwała mniej więcej 50 lat i według badaczy musiało przy niej pracować ok. 20 tys. robotników. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że Inkowie nie znali koła, nie używali zwierząt pociągowych, a poszczególne kamienie dopasowywali do siebie jedynie za pomocą narzędzi.

 

Spacer ulicami Cusco to także doskonała okazja do przyjrzenia się niezwykłym ubraniom jego mieszkańców, łączącym tradycyjne elementy stroju ludowego z wpływami hiszpańskimi. W wielu rejonach Peru typowym kobiecym ubiorem jest suto marszczona, wielowarstwowa spódnica sięgająca kolan, ściągnięta szerokim i bogato zdobionym pasem. Zamiast torebek czy plecaków Peruwianki używają kolorowych, pasiastych tkanin zwanych mantami. Noszą w nich m.in. warzywa, drewno i… dzieci. Mężczyźni ubierają się na ogół po europejsku, choć można spotkać też panów w klasycznych, barwnych poncho. W okolicy Cusco i jeziora Titicaca dopełnieniem zarówno damskiego, jak i męskiego stroju są kapelusze podobne do meloników, zapewne pozostałość po hiszpańskich kolonizatorach.

 

SZLAKIEM INKÓW

 

Mimo iż dawna stolica Inków leży ok. 450 km w linii prostej od wybrzeża, a ze względu na ukształtowanie terenu od Pacyfiku dzieli ją trasa o długości ponad 650 km, to ryby złowione w oceanie trafiały świeże na stół ich władcy. Dzięki rozbudowanemu systemowi szlaków specjalnie przeszkoleni gońcy (chasquis) mogli przemieszczać się bardzo szybko. Również i dzisiaj turyści mają okazję docenić wielkość rozwijającej się w tym regionie cywilizacji.

 

Odtworzona kamienna Droga Inków (Camino Inca), wiodąca w dolinie Urubamby na północny zachód od Cusco, należy bez wątpienia do najpiękniejszych tras turystycznych świata. Dziennie wpuszcza się na nią maksymalnie tylko 500 osób, a rezerwacji trzeba dokonywać kilka miesięcy wcześniej z uwagi na dużą liczbę chętnych.

 

W ciągu od 2 do 5 dni przechodzi się zarówno przez las deszczowy z niezliczoną ilością egzotycznych kwiatów i ptactwa, jak i przez wysoko położone przełęcze, z których najwyższa to Warmiwañusqa (4200 m n.p.m.). Na odpoczynek uczestnicy wyprawy zatrzymują się w inkaskich ruinach, robiących imponujące wrażenie pośród górskiego krajobrazu. Zwieńczeniem całej wędrówki jest wizyta w najbardziej znanym mieście Inków – Machu Picchu (ok. 2430 m n.p.m.).

 

TAJEMNICA Z PRZESZŁOŚCI

 

Do słynnego ośrodka w Andach można dotrzeć nie tylko pieszo, ale także pociągiem PeruRail z Cusco. Dojeżdża się wówczas do miejscowości Aguas Calientes, skąd dalej o własnych siłach bądź autobusem należy udać się już bezpośrednio do zapierających dech w piersiach ruin.

 

Inkowie wznieśli kompleks Machu Picchu w połowie XV w., kiedy ich cywilizacja znajdowała się u szczytu potęgi. Mieszkali w nim zaledwie przez ponad 100 lat. Z nieznanych nam przyczyn opuścili miasto w 1572 r. Być może zrobili to ze względu na szerzącą się epidemię jakiejś choroby, brak wody lub stopniowy upadek państwa spowodowany hiszpańską inwazją, chociaż mimo niewielkiej odległości od Cusco (ok. 130 km), konkwistadorzy nigdy tu nie dotarli. W ciągu kolejnych 350 lat górskie ścieżki prowadzące do ośrodka zarosły, a wśród kamiennych budowli zaczęła rządzić natura. O istnieniu miejsca wiedzieli nieliczni Indianie. Dla świata odkrył je amerykański naukowiec Hiram Bingham III (1875–1956) 24 lipca 1911 r.

 

Otoczenie Machu Picchu wygląda niemal bajkowo. Miasto powstało na wysoko położonym siodle (ponad 2400 m n.p.m.), pomiędzy Młodym Szczytem (Huayna Picchu lub Wayna Picchu, ok. 2700 m n.p.m) a Starym Szczytem (Machu Picchu). W dolinie leżącej 400 m niżej wije się rzeka Urubamba, a stoki wokół porastają bujne lasy. Inkowie wykorzystali naturalne ukształtowanie terenu i rozplanowali swój ośrodek na tutejszych skalnych półkach. Do domów i pól uprawnych na specjalnie przygotowanych tarasach woda docierała licznymi kanałami tworzącymi razem rozbudowany system. Wszystkie budowle, zarówno mieszkalne, jak i te o znaczeniu religijnym, wzniesiono z ciosanych i dobrze dopasowanych kamieni.

 

Indianie zastosowali tu też swoją wiedzę dotyczącą astronomii. W Świątyni Trzech Okien (Templo de las Tres Ventanas) promienie słoneczne wpadają do wnętrza tylko w określonych porach dnia. Umieszczony natomiast na niewielkim wzgórzu kamień Intiwatana prawdopodobnie służył kapłanom jako kalendarz i zegar astronomiczny.

 

Do dziś badacze nie są pewni, jakie znaczenie miało Machu Picchu w inkaskim imperium. O wyjątkowości miasta świadczy nieduża liczba jego mieszkańców (prawdopodobnie żyło w nim od 300 do 1 tys. osób) i fakt, że na tutejszej nekropolii odkryto dużo więcej grobów kobiet niż mężczyzn. Być może stanowiło ono ośrodek religijny, na co wskazywałyby liczne obiekty kultu.

 

Widok na Machu Picchu z charakterystyczną sylwetką Huayna Picchu

022330 300

© PILAR OLIVARES/PROMPERÚ

 

LINIE NA PUSTYNI

 

Większość turystów odwiedzających Machu Picchu bywa tak zachwyconych oszałamiającymi widokami, że uznaje je za jedno z najwspanialszych stanowisk archeologicznych na świecie. Warto jednak zdawać sobie sprawę z tego, iż Inkowie byli nie tyle twórcami, ile spadkobiercami ludów andyjskich, żyjących znacznie wcześniej. Na terytorium dzisiejszego Peru rozwijały się po sobie kultury Vicús, Chavín, Cupisnique, Pucará, Recuay, Cajamarca, Lima, Huarpa (Warpa), Lambayeque (Sicán), Nasca (Nazca), Paracas, Tiahuanaco, Wari (Huari), Pachacámac (Pacha Kamaq), Chincha, Chachapoyas, Colla, Lupaca, Chiribaya, Maranga, Huamachuco, Huanca (Wanka), Chancay, Moche (Mochica) i Chimú. Do naszych czasów przetrwało dostatecznie wiele obiektów i przedmiotów świadczących o wielkich umiejętnościach i twórczej wyobraźni ich autorów. Są wśród nich zarówno monumentalne budowle, jak i wymyślne wyroby ze złota.

 

Do najbardziej niezwykłych przykładów starożytnej architektury krajobrazu należą ogromne znaki utrwalone na płaskowyżach oddalonych o ok. 90 km od wybrzeża Peru. Największe ich zagęszczenie znajdziemy w pustynnym rejonie Pampas de Jumana, między miejscowościami Nasca (Nazca) i Palpa. Tajemnicze linie i rysunki powstawały między VI w. p.n.e. a VI stuleciem n.e. Na temat ich pochodzenia i przeznaczenia wysunięto mnóstwo hipotez, a niekiedy wręcz sensacyjnych teorii. Znalezione w pobliżu przedmioty identyfikowane z kulturą Nasca mogą świadczyć o tym, że znaki te były dziełem mieszkańców tej okolicy. Według badaczy do stworzenia większości rytów wystarczyło tylko kilku ludzi wyposażonych w tyczki i sznurek jako prosty przyrząd mierniczy oraz miotłę. W jakim jednak celu powstały te osobliwe wzory, zapewne nigdy się już nie dowiemy.

 

Wyróżnia się tutaj szczególnie kilka rysunków, takich jak m.in. przedstawienia kolibrów, kondorów, czapli, żurawia, pelikana, mewy, papugi, małpy, pająka, ślimaka, psa, 27-metrowego walenia, węża, ryby, kaktusów i kwiatów. Ze względu na ich gigantyczne rozmiary geoglify te w całości można podziwiać wyłącznie z dużej wysokości, np. podczas lotu samolotem. W nieodległej miejscowości Nasca organizowane są tego typu wycieczki dla chętnych.

 

KRAINA SZEŚCIOTYSIĘCZNIKÓW

 

Z pustynnego płaskowyżu przenosimy się dla odmiany w ośnieżone Andy. Białe szczyty, ostre słońce i lazurowe jeziora – tym właśnie charakteryzuje się Park Narodowy Huascarán (Parque Nacional Huascarán), który dzięki swojej wyjątkowości został wpisany w 1985 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Znajduje się w nim na obszarze 3400 km² 296 akwenów, 41 rzek, ponad 660 lodowców i 27 sześciotysięczników, w tym najwyższa góra Peru, czyli Nevado Huascarán (6768 m n.p.m.), stanowiąca cel spragnionych wrażeń miłośników wspinaczki.

 

Na tym obszarze wyróżnia się siedem stref roślinnych: od wilgotnych lasów po formacje wysokogórskie. Rośnie tutaj np. kantuta (Cantua buxifolia), uznawana za narodowy kwiat Peru. Spośród żyjących w tych stronach zwierząt warto wymienić andoniedźwiedzia okularowego (niedźwiedzia peruwiańskiego), który jest jedynym gatunkiem z rodziny niedźwiedziowatych występującym w Ameryce Południowej.

 

Nie tylko amatorzy turystyki wysokogórskiej znajdą w parku coś dla siebie. Niektóre jego malownicze zakątki da się zwiedzić w ciągu jednego dnia, zarówno podczas wycieczki pieszej czy rowerowej, jak i wyprawy na mule.

 

LIŚCIE KOKI W FILIŻANCE

 

W trakcie przemierzania płaskowyżu Altiplano na pewno zauważymy, jak powszechnie miejscowi spożywają liście koki. W Peru można je kupić legalnie za niewielkie pieniądze na każdym targowisku, nierzadko nawet w sporych workach. Ludzie zamieszkujący te tereny już 8 tys. lat temu żuli kokę m.in. dlatego, że dzięki temu odczuwa się mniejszy głód, a wędrówka, dźwiganie bagażu lub wykonywanie innych czynności na dużych wysokościach nie wymagają tyle wysiłku co zazwyczaj.

 

Krzew kokainowy (Erythroxylum coca) odgrywa istotną rolę w kulturze andyjskiej. Jego liście, przypominające kształtem liście laurowe, ofiarowywane były bogom, a w czasach Inków używały ich głównie klasy uprzywilejowane. Ponad 100 lat temu (od 1885 do 1929 r.) wykorzystywano je do produkcji coca-coli. Obecnie mieszkańcy andyjskich wyżyn żują kokę i sporządzają z niej napar zwany mate de coca (lub té de coca). Napój ten (zwalczający objawy choroby wysokogórskiej), traktowany jak herbata, podawany jest nawet w ekskluzywnych hotelach. Liście z krzewu kokainowego stanowią też dodatek do tutejszych ciastek i cukierków. Warto pamiętać, że turyści mogą bez przeszkód wywozić z kraju tego typu produkty, ale nie samą roślinę.

 

WEŁNA BOGÓW

 

Stepowe płaskowyże Peru, pokryte niską roślinnością, są naturalnym środowiskiem życia dla bardzo sympatycznych i pożytecznych dla człowieka zwierząt. Lamy andyjskie, alpaki i wikunie andyjskie (wigonie) należą do jednej rodziny wielbłądowatych. Z daleka wyglądają podobnie, jednak alpaka trochę bardziej przypomina owcę, wikunia z kolei jest z nich wszystkich najbardziej smukła. Słowo llama (polskie „lama”) wywodzi się z języka keczua. Hiszpanie tłumaczyli je jako„owca”. Później za pośrednictwem języka hiszpańskiego wyraz przyswoili sobie inni mieszkańcy Europy.

 

Wikunie w Peru objęte są ochroną. Na trasach przelotowych, z dala od miast, można zobaczyć znaki informujące o ich występowaniu. W takich okolicach na drogach umieszczono specjalne progi spowalniające ruch samochodowy ze względu na pasące się zwierzęta. Lamy i alpaki w Ameryce Południowej odgrywały ważną rolę w gospodarstwie już ponad 5 tys. lat temu. Trzymano je dla pozyskiwanej z ich sierści przędzy oraz dobrego mięsa, które zawiera bardzo dużo białka i jednocześnie zaskakująco mało cholesterolu i tłuszczu. I choć hodowla lam bardziej się rozpowszechniła, to jedynie wełnę z alpak nazywa się wełną bogów.

 

Już w czasach Inków takie wełniane tkaniny kojarzono z luksusem, a ubrania z nich wykonane nosiła inkaska arystokracja. Także i dzisiaj tego typu odzież sporo kosztuje, ponieważ sama przędza jest wyjątkowo miękka, delikatna i lekka, a zrobione z niej rzeczy są trzy razy cieplejsze niż te z włókien owczych i trzykrotnie bardziej odporne na ścieranie. O niezwykłej wytrzymałości materiału mogą zaświadczyć odkrycia archeologiczne. W peruwiańskich grobowcach znaleziono przedmioty z wełny z alpak pochodzące jeszcze sprzed narodzin państwa Inków.

 

Wysepki Uros na jeziorze Titicaca

020838 300

© JUAN PUELLES/PROMPERÚ

 

DRYFUJĄCE WYSPY

 

Jeśli udamy się w góry na granicy z Boliwią, będziemy mogli podziwiać wyjątkowy krajobraz, który tworzą dwa pasy przepięknego błękitu przedzielone brązowymi wzgórzami i błyszczącymi od śniegu szczytami. Takie widoki zapewnia Titicaca – najwyżej położone żeglowne jezioro świata (3812 m n.p.m.). To również drugie co do wielkości jezioro w Ameryce Południowej (po Maracaibo w Wenezueli). W najszerszym miejscu mierzy niemal 80 km, a jego całkowita powierzchnia wynosi ok. 8400 km². Jest więc ok. 74 razy większe od polskich Śniardw.

 

Główne miasto w tym rejonie – 150-tysięczne Puno – stanowi bardzo dobrą bazę wypadową do poznawania okolicy. W porcie warto zobaczyć historyczną kanonierkę Yavarí, która została zbudowana w Wielkiej Brytanii w 1862 r., a potem w częściach dotarła nad Titicacę. Statek złożono ostatecznie w 1870 r. Był wykorzystywany przez ponad 100 lat (do 1975 r.).

 

Największą atrakcją jeziora są jednak wyspy Uros (Urus) z trzciny totora, które mogą… pływać (na terytorium Peru istnieje ich ponad 20). Kiedyś swobodnie dryfowały, terazprzycumowuje się je w jednym miejscu. Sama roślina przez wieki była podstawowym produktem dla tutejszej ludności. Indianie Uro (Uru) przygotowywali z niej herbatę, jedli słodki rdzeń, dorzucali ją do paleniska. Dzisiaj wciąż z trzciny buduje się domy i łodzie (tzw. caballitos de totora) oraz wyrabia meble i pamiątki. Średnio co trzy miesiące na zgniłe fragmenty wyspy kładzie się nową warstwę liści i łodyg. Po ok. 20 latach całą konstrukcję trzeba wymienić.

 

Część regionu pozostaje zamieszkana. Indianie żyją tu głównie z rybołówstwa, choć turystyka staje się coraz ważniejszym źródłem ich dochodów. Miejscowi często porzucają język uro (uru) na rzecz ajmara czy hiszpańskiego.

 

Na jeziorze znajdują się też naturalne wyspy. Taquile słynie z wyrobu tkanin. W 2008 r. ta sztuka została wpisana oficjalnie na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Jej mieszkańcy (taquileños) aż do lat 50. XX w. żyli w niemal całkowitej izolacji, dzięki czemu wciąż łączy ich silne poczucie wspólnoty. Noszą typowe jedynie dla Taquile stroje. Kobiety zakładają czarne lub czerwone spódnice (polleras) i różowe bluzki (almillas), a na głowę i ramiona długie, czarne chusty, które z tyłu sięgają kolan (chuku). Mężczyźni ubierają się przeważnie w czarne spodnie z szerokim, kolorowym pasem i białe koszule. Ten zwyczaj, inspirowany wyglądem hiszpańskich chłopów, pojawił się z końcem XVI w., kiedy to konkwistadorzy zabronili taquileños używania tradycyjnego ubioru.

 

Chociaż tkaniny wytwarza niemal cała lokalna społeczność, bez względu na wiek i płeć, to kobiety głównie przygotowują przędzę, a mężczyźni tkają i robią na drutach. Najbardziej charakterystycznymi częściami stroju są szeroki paskalendarzowy, przedstawiający coroczny cykl prac i obrzędów, oraz wełniana czapka chullo z nausznikami, która w różnych wariantach, nie tylko kolorystycznych, jest popularna w całym kraju.

 

KANION SZYBUJĄCYCH KONDORÓW

 

Polacy pozostawili po sobie w Peru dwa ważne ślady. Polski inżynier Ernest Malinowski (1818–1889) wybudował w nim drugą najwyżej położoną linię kolejową na świecie (Ferrocarril Central del Perú – Centralną Kolej Transandyjską). Natomiast w maju 1981 r. dziką, spienioną rzeką na dnie kanionu Colca po raz pierwszy w historii spłynęła grupa kajakarzy z Polski z Andrzejem Piętowskim (kierownikiem wyprawy) na czele. Wyczyn ten został wpisany do Księgi rekordów Guinnessa i przyniósł temu miejscu sławę. W dowód wdzięczności mieszkańcy pobliskiego miasteczka Chivay nazwali główną 6-kilometrową ulicę Avenida Polonia, czyli aleją Polska.

 

Cañón del Colca uważa się za drugi najgłębszy kanion na ziemi (po Cotahuasi, leżącym także w Peru). Panorama rozpościerająca się z jego stromych brzegów zapiera dech w piersiach. Górne krawędzie wznoszą się na wysokość 4–5 tys. m n.p.m. Dno znajduje się na poziomie od 950 do 3050 m n.p.m. W węższej części kanionu ściany pozbawione są roślinności. U jego wylotu, odległość między brzegami staje się coraz szersza, a na zboczach leżą przepiękne tarasy uprawne.

 

Największe wrażenie wywiera jednak widok kondorów wielkich o poranku. W miejscu zwanym Krzyżem Kondora (Cruz del Cóndor) pojawia się ich najwięcej. Te olbrzymie ptaki (o rozpiętości skrzydeł sięgającej ponad 3 m) przelatują często kilkanaście metrów ponad głowami turystów. Zjawiają się regularnie z samego rana. W wyniku stopniowego ogrzewania promieniami słońca zimnego powietrza z dna kanionu powstają wznoszące prądy, które kondorom widocznie bardzo odpowiadają.

 

TĘCZOWA KRAINA

 

W Peru wciąż spotyka się ślady po mieszkańcach dawnego imperium, którzy zdołali rozwinąć tu rolnictwo, zbudować potężne państwo i założyć miasta w rejonach pięknych, choć ciężkich do życia. Ludzie w tym regionie zawsze uczyli się pokonywać trudności. Widać to nie tylko w opuszczonym Machu Picchu, ale również w niemal 1-milionowej Arequipie, drugim co do wielkości ośrodku w kraju, otoczonym przez wulkany i nawiedzanym przez trzęsienia ziemi. Stare domy i świątynie zbudowane są w nim ze skamieniałej lawy. W bujnym amazońskim lesie równikowym, z dala od cywilizacji Indianie od setek lat zakładają swoje skromne osady.

 

To poza tym niezmiernie zaskakująca kraina. Na kolorowych procesjach i festynach rytuały prekolumbijskie przenikają się z tradycjami katolickimi i lokalnymi zwyczajami. Mężczyźni nad jeziorem Titicaca robią na drutach. Kobiety w górach noszą męskie kapelusze. Na obiad możemy zjeść tutaj pieczoną świnkę morską, a w hotelu zamówimy herbatę z liści koki. Nawet ziemniaki występują aż w kilkudziesięciu odmianach i mają różną barwę: od brązu i żółci po fiolet i czerwień. Dlatego żeby opisać Peru, trzeba użyć całej palety kolorów. W końcu nawet flagi w Cusco są tęczowe.

 

Cruz del Cóndor i Indianie oferujący turystom pamiątki i barwne tekstylia

025850 300

© JAMES POSSO/PROMPERÚ

 

Rozgrzej się zimą w Budapeszcie i okolicach

SYLWIA JEDLAK

<< Kiedy już nadejdą długie zimowe wieczory wielu z nas marzy jedynie o kubku herbaty i ciepłym kocu lub rozgrzewającej kąpieli. A gdyby tak zanurzyć się w basenie wypełnionym wodą z gorących źródeł, gdy wokół leży biały puszysty śnieg... Tę fantazję można urzeczywistnić na niezmiernie gościnnych, bliskich naszym sercom Węgrzech! >>

Polacy korzystali z dobroczynnego wpływu źródeł termalnych już w średniowieczu, ale zagraniczne  wyjazdy do wód zaczęły się cieszyć większą popularnością dopiero w XVII w. Na tego typu podróże mogli sobie wtedy pozwolić raczej tylko przedstawiciele arystokracji. Do Baden pod Wiedniem (Baden bei Wien) jeździł nawet król Władysław IV Waza (1595–1648). Kuracje lecznicze szybko stały się dla niektórych jedynie pretekstem do towarzyskich spotkań lub alternatywą dla wycieczek do najbardziej znaczących europejskich miast. Sama Izabela Czartoryska (1746–1835), żona księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego (1734–1823), jeździła do Spa (obecnie w Belgii) wraz ze swoimi adoratorami. Dziś turystyka uzdrowiskowa razem z sektorem spa i wellness jest dostępna dla każdego i ciągle się rozwija. Coraz częściej podróżujący w celach zdrowotnych uzupełniają swój pobyt w kurortach interesującymi wyprawami krajoznawczymi.

Więcej…