MONIKA BIEŃ-KÖNIGSMAN

www.hiszpanskiesmaki.es

 

« Hiszpania to szczęśliwy kraj z dostępem do mórz i oceanu. Do szczególnie urokliwych miejsc należą w nim zwłaszcza odcinki wybrzeża położone między miastem Walencja a zachodnimi prowincjami Andaluzji. Oprócz ciągnących się kilometrami plaż czekają tu na nas małe wioski rybackie, portowe miasteczka, winnice, gaje cytrusowe i palmowe, domy z kamienia, rzymskie i mauretańskie zabytki, naturalne jaskinie i wysokie klify. »

 

Słoneczne hiszpańskie brzegi Morza Śródziemnego przyciągają mnóstwo wczasowiczów. Temperatury powietrza i wody w ich okolicy sprzyjają wypoczynkowi przez wiele miesięcy w roku. Dlatego można się tutaj wybrać nawet na wiosnę czy jesienią.

 

Malownicze wybrzeża leżą m.in. w prowincjach Walencja i Alicante (we wspólnocie autonomicznej Walencja), Murcji oraz prowincjach Almería i Grenada (w Andaluzji). Costa Blanca, Costa Cálida, Costa Tropical i Costa de Almería to świetne rejony na urlop. Na dodatek wcale nie znajdują się tak daleko od Polski.

 

COSTA BLANCA

Białe Wybrzeże wzięło swoją nazwę od koloru piasku i kwitnących w tej okolicy wiosną migdałowców. Urody nie da mu się z pewnością odmówić. Dzięki linii brzegowej o długości blisko 250 km, z czego połowę stanowią plaże, i ponad 300 słonecznym dniom w roku panują tu doskonałe warunki zarówno do uprawiania sportów wodnych, jak i wypoczynku. Miłośnicy zabytków również nie będą mieli powodów do narzekania. Costa Blanca rozciąga się od miasta Denia na północy do Pilar de la Horadada na południu. Ze względu na niezwykle urozmaicony i piękny krajobraz (pasma górskie, piaszczyste plaże i tereny rolnicze) uchodzi za jeden z najatrakcyjniejszych regionów hiszpańskiego wybrzeża. 

 

KULINARNY RAJ

Wspomniana Denia (Dénia) jest ważnym śródziemnomorskim portem o bogatej historii. Każdego dnia odpływają z niej promy na Baleary. Ibiza leży jedynie ok. 100 km stąd. Jednak Denia słynie przede wszystkim z bogatych tradycji kulinarnych i wysokiej jakości produktów. W 2015 r. przystąpiła do programu Sieć Miast Kreatywnych UNESCO. Uczestniczy w nim jako partner w dziedzinie Gastronomia.

 

Oprócz wspaniałej kuchni Denia przyciąga prawie 20 km plaż, malowniczą dzielnicą portową i centrum historycznym przytulonym do pochodzącego z czasów arabskich zamku (Castillo de Denia). Warto wyruszyć na spacer plątaniną starych uliczek. Kalorie z pysznych dań, którymi będziemy się delektować w tym kulinarnym raju, możemy spalić w trakcie wycieczek tutejszymi doskonale przygotowanymi trasami rowerowymi.

 

Z WIDOKIEM NA IBIZĘ

W rejonie Białego Wybrzeża górzyste tereny przechodzą łagodnie w doliny, a turyści chętnie biorą udział w licznych lokalnych świętach i zabawach. Z Denii warto się wybrać do Parku Przyrodniczego Montgó (Parque Natural del Montgó). Występuje w nim ponad 650 gatunków roślin i żyje mnóstwo zwierząt. Ze szczytu Montgó (753 m n.p.m.) widać nieodległą Ibizę. Niedaleko Denii znajduje się kurort Jávea (Xàbia). W jego okolicy skalisty brzeg schodzi prosto do morza, a dziewicze plaże kuszą czystą wodą. To jedno z najpiękniejszych miejsc na Costa Blanca.

 

AKTYWNIE NAD WODĄ

Calpe (Calp) jest wręcz stworzone dla wszystkich amatorów sportów wodnych. Czekają tu na nich wspaniałe plaże. Poza tym główną atrakcję tej miejscowości wypoczynkowej stanowi Peñón de Ifach (Penyal d’Ifac) – skała o wysokości 332 m, na której szczyt wchodzi się przez wydrążone w niej tunele. W Calpe znajduje się również sporo zabytków oraz Muzeum Historii i Archeologii (Museo de Historia y Arqueología) mieszczące się w budynku znanym jako Casa de la Senyoreta.

 

BIAŁE DOMY

Jeśli kogoś Hiszpania przyciąga zwłaszcza widokiem bielonych domów udekorowanych bajecznie kolorowymi kwiatami w donicach, to musi koniecznie odwiedzić Alteę. Biała zabudowa stanowi w niej tło dla niebieskich kopuł Kościoła Matki Boskiej Pocieszenia (Iglesia de Nuestra Señora del Consuelo). Przyklejone do wzgórza miasto schodzi wprost do morza, co wygląda wręcz niesamowicie. Nic więc dziwnego, że Altea należy do najpiękniejszych miejscowości w tej części wybrzeża.

 

W jej okolicy można żeglować i pływać kajakiem, uprawiać nurkowanie, kite- i windsurfing. Po dniu spędzonym na morzu warto zapuścić się w wąskie i strome uliczki starej części miasta, aby podziwiać zabytkowe kamienice z XVIII i XIX w. W porównaniu z pobliskim Benidormem Altea to oaza spokoju, dlatego spacer po niej jest prawdziwą przyjemnością.

 

W pobliżu znajduje się poza tym Parque Natural de la Sierra Helada (Parc Natural de la Serra Gelada). Charakterystycznym elementem jego krajobrazu są wysokie klify, które mają nawet ponad 300 m. Podczas nurkowania w tutejszych wodach można obserwować różne gatunki ryb. Jeśli komuś dopisze szczęście, spotka delfiny. Uważam, że wspólne pływanie w morzu to o wiele lepszy sposób na podziwianie tych ssaków (również dla nich samych) niż pokazy w zamkniętych delfinariach. Aby dotrzeć do parku od strony wody, trzeba wypożyczyć łódź, kajak lub deskę do stand up paddlingu (SUP).

 

Mniej więcej 12 km na północny zachód od Altei, u źródła rzeki Algar, znajdują się Las Fuentes del Algar (Les Fonts d’Algar). Te popularne, zwłaszcza wśród Hiszpanów, wodospady wyglądają jak skrawek raju i są jedną z największych atrakcji w regionie. Przepiękna sceneria sprawia, że kąpiel w ich krystalicznie czystej, ale bardzo zimnej wodzie jest niezapomnianym przeżyciem. A jeśli zgłodniejemy, możemy posilić się w pobliskiej restauracji serwującej pyszne dania.

 

Niebieskie kopuły Kościoła Matki Boskiej Pocieszenia i białe domy z balkonami w klimatycznej Altei

© PATROnATOPROVInCIALTURISMOCOSTAbLAnCA

 

ZAMEK NA SKALE

Jeżeli udamy się dalej na północny zachód od Altei, dotrzemy do charakterystycznej budowli – arabskiego zamku wzniesionego na niedostępnej skale. Rozpościera się z niego zapierający dech w piersiach widok na położoną u stóp twierdzy miejscowość Guadalest (El Castell de Guadalest), szczyty gór, doliny i turkusowe jezioro.

 

Najstarsza część miasteczka przytula się do stromej skały, jakby szukała wsparcia. Guadalest przyciąga turystów niezwykłym urokiem, a także sklepikami z rękodziełem artystycznym, restauracjami ze smacznym lokalnym jedzeniem i oryginalnymi muzeami tematycznymi (np. Muzeum Solniczek i Pieprzniczek – Museo de Saleros y Pimenteros).

 

Choć dotarcie do miejscowości wymaga pewnego wysiłku, warto się na niego zdobyć. Trud wynagradzają (i to z nawiązką) widoki jak z bajki. Guadalest otaczają rosnące w dolinach i na skalnych tarasach gaje migdałowe, pomarańczowe i oliwne. Do miasteczka wchodzi się przez tunel, po którego pokonaniu oczom przechodzącego ukazuje się górująca nad wszystkim twierdza.

 

MANHATTAN W HISZPANII

Całkowitym przeciwieństwem Guadalestu jest Benidorm – najbardziej zurbanizowana część wybrzeża. Uważa się, że pod względem liczby wieżowców nie dorównuje mu żadne inne miasto w Hiszpanii. Przy takim nagromadzeniu wysokich budynków nie dziwi bogata oferta noclegowa kurortu. Dlatego w sezonie ściągają tu tłumy wczasowiczów. Jednak jeśli ktoś lubi tętniące życiem miasta z mnóstwem dyskotek, barów i restauracji, będzie się w Benidormie znakomicie bawił. W okolicy znajduje się też kilka parków rozrywki. Do najpopularniejszych należą Terra Mítica, Aqualandia, Mundomar, Terra Natura i DinoPark Algar.

 

Kurort przyciąga również długimi, piaszczystymi plażami (z Playa de Poniente na czele). Koniecznie trzeba tu także wybrać się na popularny punkt obserwacyjny – Mirador del Castillo, nazywany balkonem Morza Śródziemnego. Roztaczają się z niego przepiękne widoki.

Mirador del Castillo (Balcón del Mediterráneo), punkt widokowy w kurorcie Benidorm na Costa Blanca

TROnATOPROVInCIALTURISMOCOSTAbLAnCA

 

CZEKOLADOWE MIASTECZKO

Nieduża, ok. 35-tysięczna Villajoyosa (La Vila Joiosa), podobnie jak mnóstwo nadmorskich miejscowości na Białym Wybrzeżu, słynie z malowniczych plaż i niezmiernie kolorowych domów. Jednak to nie wszystko, co czeka w niej na turystów. Największy jej atut stanowi… czekolada. W mieście działa kilka fabryk tego słodkiego smakołyku. Z myślą o zwiedzających stworzony został specjalny czekoladowy szlak. Chętni (których nie brakuje) mogą brać udział w warsztatach i wykonać własny przysmak z czekolady.

 

IBERYJSKA ATMOSFERA

Nieoficjalna stolica regionu Costa Blanca – ponad 330-tysięczne Alicante (Alacant) – jest miastem na wskroś hiszpańskim. Aby się o tym przekonać, wystarczy przejść się wspaniałą, obsadzoną palmami promenadą (Explanada de España lub Paseo de la Explanada), która ciągnie się wzdłuż miejskiej plaży i portu, albo wieczorem wybrać się na spacer położoną w centrum popularną aleją (Rambla de Méndez Núñez, La Rambla). Warto udać się również na 169-metrowe wzgórze Benacantil, żeby spojrzeć z góry na zatokę i odwiedzić Zamek św. Barbary (Castillo de Santa Bárbara). Poza tym można tu bez pośpiechu wędrować wąskimi uliczkami z białymi domami, które zdobią wzorzyste płytki azulejos i donice pełne kolorowych kwiatów. Do miasta polecam zawitać zwłaszcza w czerwcu (w okolicy nocy świętojańskiej, z 23 na 24 czerwca), kiedy odbywa się kilkudniowy, widowiskowy festiwal Hogueras de San Juan (Fogueres de Sant Joan).

 

PALMOWY GAJ

Nieopodal Alicante znajduje się największy w Europie gaj palm daktylowych (Palmeral de Elche lub Huertos de Palmeras de Elche), wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To właśnie jemu zawdzięcza swoją popularność Elche (Elx). Do dziś w granicach miasta zachowało się powyżej 200 tys. daktylowców (wśród nich są nawet okazy ponad 300-letnie). Poza palmami daktylowymi na tym samym obszarze rosną także pomarańcze, cytryny i granatowce. 

 

Drugim tutejszym skarbem jest Misterium z Elche (Misterio de Elche, Misteri d’Elx). To średniowieczne przedstawienie teatralne ku czci Matki Boskiej było pierwszym zjawiskiem z Hiszpanii uznanym przez UNESCO za arcydzieło ustnego i niematerialnego dziedzictwa ludzkości (potem trafiło na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO). Spektakl odbywa się co roku 14 i 15 sierpnia w Bazylice św. Marii (Basílica de Santa María) i opowiada o zaśnięciu (śmierci), wniebowzięciu i koronacji matki Chrystusa. Z kolei miłośnicy zabytków powinni zobaczyć XV-wieczny Pałac Altamira (Palacio de Altamira), w którym obecnie mieści się muzeum (Museo Arqueológico y de Historia de Elche – MAHE), i łaźnie arabskie.

 

TAJEMNICZA WYSPA

Jakieś 22 km od Alicante leży wyspa Tabarca (Isla de Tabarca lub Nova Tabarca). Ma ona zaledwie 1,8 km długości i 450 m szerokości. Jej wschodnia część zachowała swój naturalny charakter – znajdują się w niej lęgowiska ptaków i latarnia morska pochodząca z połowy XIX stulecia (Faro de Tabarca). Na zachodzie Tabarki powstało otoczone murem miasteczko. Żyje w nim ok. 60 osób. W rodzinnych restauracjach serwuje się tu przepyszne dania rybne. Na wyspę można dotrzeć ze zorganizowaną wycieczką z miast Alicante lub Santa Pola.

 

W historii tego ostatniego dużą rolę odegrali piraci. To właśnie Tabarca była ich bazą wypadową. Dlatego w mieście natkniemy się na różne ślady z czasów działalności korsarzy. W celu obrony przed pirackimi atakami w XVI w. wzniesiono w tym miejscu zamek – Castillo-Fortaleza de Santa Pola. Dziś w murach twierdzy funkcjonuje m.in. Muzeum Morza (Museo del Mar) przedstawiające jego znaczenie w dziejach miasta. Oprócz tego do tutejszych atrakcji należą Akwarium Miejskie (Aquàrium Municipal), statek muzealny (Barco-Museo Esteban González), Parque Natural de las Salinas de Santa Pola, dawne wieże strażnicze, a także pozostałości po rzymskim porcie (Portus Ilicitanus).

S Jachty i łodzie cumujące w niewielkiej zatoczce na Tabarce, tuż koło jej piaszczystej plaży

© PATROnATOPROVInCIALTURISMOCOSTAbLAnCA

 

MORZE I SÓL

Imponująca promenada, piękne i czyste plaże (oznaczone Błękitną Flagą), ponad 100 barów nocnych, port rybacki, ale przede wszystkim dwie słone laguny (Lagunas de La Mata y Torrevieja) – tym przyciąga w swoje progi Torrevieja. Bywa ona nazywana miastem morza i soli, gdyż jest jednym z największych w Europie producentów tego białego złota. Najciekawsze atrakcje okolicy leżą wzdłuż trzech tras turystycznych, które zostały tu wyznaczone (Szlaku Natury – Ruta Natura, Szlaku Morskiego – Ruta Marinera, Szlaku Solnego – Ruta Salinera). Torrevieja to również nietypowe placówki muzealne. Warto wśród nich wymienić Muzeum Wielkiego Tygodnia (Museo de la Semana Santa „Tomás Valcárcel Deza”) czy też Muzeum Szopek Betlejemskich (Museo de Belenes). 

 

Pobliskie plaże są szerokie i piaszczyste, idealne dla osób, które marzą o błogim relaksie. Bardzo urokliwie wygląda Cala Ferris. Urody dodają zatoczce małe wydmy. Krystalicznie czysta woda skrywa morskie łąki i różne gatunki ryb, dlatego okolicę upodobali sobie nurkowie.

 

SZTUKA, NAUKA I OCEANARIUM

W trakcie pobytu na Białym Wybrzeżu nie można ominąć Walencji (Valencia, València), 800-tysięcznej stolicy wspólnoty autonomicznej o tej samej nazwie. Znajduje się w niej mnóstwo atrakcji zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci. Jednocześnie jest tu dużo spokojniej niż np. w Madrycie lub Barcelonie. 

 

Do charakterystycznych miejsc w Walencji należy kompleks Miasto Sztuki i Nauki (Ciudad de las Artes y las Ciencias, Ciutat de les Arts i les Ciències). W jego skład wchodzi największe w Europie oceanarium o łącznej powierzchni 110 tys. m2 (Oceanogràfic) – zebrano w nim ponad 500 gatunków zwierząt! Miasto Sztuki i Nauki powstało w dawnym dorzeczu rzeki Turii. Po powodzi w 1957 r. zmieniono jej bieg. Teraz znajdują się na tym obszarze ogrody (Jardín del Turia), skwery, parki, tereny rekreacyjne i place zabaw, które wiją się jak zielona wstążka. To fantastyczne miejsce na wypoczynek, spacer z przyjaciółmi czy uprawianie joggingu.

 

Najbardziej znany obszar zabytkowej części Walencji (Ciudad Vieja, Ciutat Vella) stanowi dzielnica El Carmen (El Carme) z klimatycznymi uliczkami oraz świetną ofertą kulinarną i kulturalną. Walenckie plaże są szerokie i pokryte piaskiem. Ze względu na czystą wodę i znakomite zaplecze gastronomiczne przyciągają osoby spragnione słońca i uwielbiające kąpiele. Leżą w pewnym oddaleniu od centrum, ale warto się na nie wybrać. Za najlepszą uchodzi blisko 2-kilometrowa Malvarrosa (Playa de la Malvarrosa).

 

SZUM FAL

W pobliżu Walencji na zainteresowanie zasługuje przepiękny Park Przyrodniczy Albufera (Parque Natural de la Albufera, Parc Natural de l’Albufera). Na jego obszarze leży zalew morski (po hiszpańsku albufera), wokół którego ciągną się aż po horyzont pola ryżowe. W parku można przemieszczać się pieszo po lądzie i małymi statkami po akwenie. Na rejs najlepiej wybrać się o zachodzie słońca. Na terenie parkowym znajdują się też piękne plaże: El Saler, La Garrofera i La Devesa.

 

W prowincji Walencja warto odwiedzić także Sagunto (Sagunt). Miasto to zostało zdobyte w 219 r. p.n.e. po ośmiomiesięcznym oblężeniu przez kartagińskiego wodza Hannibala (247 r. p.n.e.–183 r p.n.e.). Szczyci się ono licznymi zabytkami i malowniczym centrum historycznym. Poza tym polecam również zobaczyć średniowieczny zamek w mieście Játiva (Xàtiva).

 

COSTA CÁLIDA 

Największą atrakcję Ciepłego Wybrzeża stanowi Mar Menor, czyli wielka laguna osłonięta mierzeją o długości 22 km (La Mangą). Jej wody są bardzo ciepłe i płytkie, dlatego idealnie nadają się na uprawianie sportów wodnych, szczególnie windsurfingu. Nazwa Costa Cálida dobrze oddaje panujące tu warunki, ponieważ słońce i wysokie temperatury powietrza sprawiają, że w morzu można się kąpać przez pół roku. Rozległe i piaszczyste plaże ciągną się prawie nieprzerwanie przez 250 km, a woda jest przejrzysta i spokojna. W głębi lądu dominują tereny pustynne i górzyste. W okolicy rosną opuncje, figowce i agawy. Ciepłe Wybrzeże rozciąga się od miejscowości El Mojón (San Pedro del Pinatar) na północy po Águilas na południu. 

 

RZYMSKIE RUINY

Costa Cálida nie może poszczycić się taką liczbą zabytków jak pozostałe opisywane przeze mnie wybrzeża. Jednak i na nim znajduje się co najmniej kilka bardzo interesujących miejsc. Zalicza się do nich założona jeszcze przez Fenicjan 220-tysięczna dzisiaj Kartagena (Cartagena) z pozostałościami z czasów rzymskich, do których należy teatr wzniesiony między 5 a 1 r. p.n.e. Poza tym warto zwiedzić historyczne centrum ze średniowieczną zabudową, wychodzące na port. Pełno tutaj barów i kawiarni. 

 

Stolicą położonej w tej części Hiszpanii wspólnoty autonomicznej Murcja jest 450-tysięczne miasto o tej samej nazwie. Znajdują się w nim m.in. eklektyczny gmach Real Casino de Murcia (Casino de Murcia) i Katedra (Catedral de Murcia). Leżąca w głębi lądu Lorca przyciąga wspaniałymi średniowiecznymi fortyfikacjami, kościołami i willami z czasów rzymskich. W miasteczku Mula, usytuowanym między Murcją i miejscowością Caravaca de la Cruz, wznosi się zamek markiza de los Vélez z pierwszej połowy XVI stulecia (Castillo de los Vélez). Są tu też źródła wód leczniczych. Wspomniana Caravaca de la Cruz to ważny ośrodek religijny – jedno z pięciu świętych miast katolickich, obok Rzymu, Jerozolimy, Santiago de Compostela i Santo Toribio de Liébana. 

 

KURORTY MAR MENOR

Mar Menor oddziela od morza mierzeja La Manga. W okolicach laguny znajduje się wiele miejscowości wypoczynkowych, np. Santiago de la Ribera, Los Alcázares i La Manga del Mar Menor. Na wczasowiczów czekają tutaj liczne apartamenty i hotele oraz infrastruktura odpowiednia do uprawiania sportów wodnych.

 

Na północy leży Parque Regional Las Salinas y Arenales de San Pedro del Pinatar. Bramę wjazdową do parku stanowi dawna wioska rybacka San Pedro del Pinatar, dzisiaj popularna miejscowość wypoczynkowa. Na okolicznych podmokłych terenach i słonych lagunach spotyka się tysiące ptaków, a wśród nich flamingi różowe. W położonej w pobliżu miejscowości Lo Pagán można zażywać leczniczych kąpieli błotnych.

 

Ten malowniczy zakątek Hiszpanii upodobali sobie szukający nowego domu obcokrajowcy. Osiedlają się w nim głównie Brytyjczycy, Niemcy i Skandynawowie, ale coraz częściej sprowadzają się tu także Polacy. Przyciągają ich urokliwe plaże i łagodny klimat.

 

COSTA TROPICAL

Tropikalne Wybrzeże swoją nazwę zawdzięcza m.in. uprawianym w tym rejonie owocom, takim jak np. czerymoja (flaszowiec peruwiański), mango, awokado, papaja, gujawa (gruszla) czy banany. Bujna roślinność, błękitne morze i niebo oraz majestatyczne szczyty pobliskich gór tworzą tutaj zapierające dech w piersiach widoki. W regionie znajduje się ponad 100 szerokich plaż z jasnym, miękkim piaskiem, wśród których można znaleźć bardziej kameralne miejsca ukryte w zatoczkach. U podnóży zaśnieżonego pasma górskiego Sierra Nevada leży zjawiskowa, magiczna Grenada (hiszp. Granada).

 

PODWODNY ŚWIAT

Na zainteresowanie na Tropikalnym Wybrzeżu zasługuje miejscowość La Herradura położona na północny zachód od cypla Mona (Punta de la Mona). Miłośników żeglarstwa z pewnością oczaruje usytuowany we wschodniej części tego ostatniego port jachtowy – Marina del Este, znany też pod nazwą Puerto de Punta de la Mona. W okolicy spotkać można amatorów sportów wodnych, szczególnie żeglarstwa i nurkowania. W morzu kryje się tu wspaniały świat. Warto odwiedzić również miejscowość Salobreña z arabskim zamkiem i piękną plażą, plantacje trzciny cukrowej oraz tętniący życiem, klimatyczny kurort Almuñécar, zwany sexi miasteczkiem, bo na jego dzisiejszym terenie powstała pod koniec IX w. p.n.e. ważna kolonia fenicka Sexi (Secks, Sexs, Eks lub Ex). Góruje nad nim potężna forteca – Castillo de San Miguel. Poza tym do najbardziej znanych centrów turystycznych Costa Tropical (w Hiszpanii spotkamy się także z określeniem Costa Granadina) zaliczają się Castell de Ferro (z warownym zamkiem z czasów mauretańskich), La Rábita, Motril czy Torrenueva Costa.

Arabski zamek na skale w miejscowości Salobreña

© PATROnATOPROVInCIALDETURISMODEGRAnADA

BAŚNIOWY PAŁAC

Symbolem 230-tysięcznej Grenady jest niewątpliwie twierdza Alhambra sąsiadująca z letnim pałacem z ogrodami Generalife. Oba obiekty trafiły na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Fortecę wznieśli w XIII w. i rozbudowywali w kolejnym stuleciu Maurowie. Czerwone mury skrywają misternie zdobione wnętrza. Równie niesamowicie prezentuje się kompleks Generalife, który zachwyca wspaniałymi ogrodowymi aranżacjami.

 

Pod ochroną organizacji UNESCO znajduje się jeszcze jeden skarb Grenady – dawna arabska dzielnica Albaicín (Albayzín), której zabudowania położone są na łagodnie opadającym zboczu wzgórza. Niezwykłego uroku dodają jej wąskie uliczki, targowiska i herbaciarnie. W mieście polecam także zobaczyć przepiękną XVI-wieczną Katedrę (Catedral de Granada). 

 

COSTA DE ALMERÍA 

W krajobrazie Wybrzeża Almeríi wyróżnia się zapierający dech w piersiach Parque Natural Cabo de Gata-Níjar. Gdy przemierza się tutejsze kręte drogi prowadzące przez górzysto-pustynne tereny i spogląda na leżące w dole morze, można zapomnieć o całym świecie. Ze względu na rozmaite formacje skalne oraz afrykańską faunę i florę nietrudno jednak poczuć się zdezorientowanym. W niejednym turyście budzą się wątpliwości, czy wciąż jeszcze jest w Europie, czy już w Afryce.

 

RYSUNKI W JASKINI

Costa de Almería z pewnością spodoba się osobom lubiącym spędzać czas w otoczeniu przyrody. W trakcie wyprawy przez Przylądek Kota (Cabo de Gata) można podziwiać spektakularne widoki i egzotyczną roślinność. Krajobraz urozmaicają agawy, kaktusy i palmy. Poza tym spotyka się tu liczne ptaki, np. orły, rybołowy, perkozy, flamingi i czaple.

 

W Parku Przyrodniczym Sierra María-Los Vélez (Parque Natural Sierra María-Los Vélez) znajduje się słynna jaskinia Los Letreros. Obejrzymy w niej malowidła ścienne z epoki neolitu. Wraz z innymi obiektami z Hiszpanii umieszczono je w 1998 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO jako Sztukę Naskalną z Basenu Morza Śródziemnego na Półwyspie Iberyjskim. Kto chce poczuć dreszczyk emocji, powinien wybrać się na potężny stratowulkan Cerro del Hoyazo (230 m n.p.m.) w paśmie Sierra Alhamilla, usytuowany ok. 3 km na wschód od malowniczego miasta Níjar.

 

COŚ DLA KAŻDEGO

Do najpopularniejszych miejscowości regionu należy Vera. Jej renesansowa i barokowa zabudowa, plaże oraz park wodny (Aquavera) przyciągają turystów każdego roku. Popularnością cieszy się również blisko 100-tysięczny kurort Roquetas de Mar położony nad piaszczystym brzegiem, ze wspaniałym zamkiem z końca XVI stulecia (Castillo de Santa Ana lub Castillo de Las Roquetas). Wczasowiczom preferującym bardziej kameralną atmosferę spodoba się niewielka miejscowość Garrucha. To fantastyczne miejsce na rodzinne wakacje.

 

DZIKI ZACHÓD

W okolicach Almeríi koniecznie trzeba odwiedzić pustynię Tabernas. Jej krajobrazy w latach 60. XX w. zachwyciły włoskiego reżysera Sergia Leone (1929–1989), który zaczął kręcić w Andaluzji słynne spaghetti westerny. Swoją karierę zaczynali tutaj kompozytor Ennio Morricone i aktor Clint Eastwood. Dziś działa w tym rejonie park tematyczny Oasys MiniHollywood. Z kolei w 200-tysięcznej Almeríi John Lennon napisał w 1966 r. jedną z najbardziej znanych piosenek The Beatles Strawberry Fields Forever. W miejscowym muzeum kinematografii (Casa del Cine) można zobaczyć zajmowany przez niego pokój i wannę, w której miał ułożyć tekst utworu.

 

NA URLOP LUB NA DŁUŻEJ

Gdy w jakimś miejscu pogoda rozpieszcza, nad głową przez większą część roku ma się błękit nieba, nieopodal słychać szum fal ciepłego morza, a kuchnia kusi pysznościami, chciałoby się w nim pozostać na dłużej lub wracać do niego w każdej możliwej chwili. Nic więc dziwnego, że coraz więcej Polaków decyduje się na zakup nieruchomości w Hiszpanii. Dużą zachętą do tego jest również rosnąca liczba połączeń lotniczych między Polską a Półwyspem Iberyjskim. Samolotem dotrzemy z naszego kraju do wielu hiszpańskich miast.

Rynek nieruchomości w Hiszpanii obfituje w oferty, zatem mamy w czym wybierać. Wybrzeże leżące na południe od Walencji nadal należy do najtańszych regionów pod tym względem. Popularne wśród Polaków są takie miejscowości jak Torrevieja, Orihuela, Santa Pola czy Guardamar de Segura. W okolicy dwóch pierwszych dzięki słonym lagunom panuje specyficzny mikroklimat, korzystny dla zdrowia. Bliskość morza sprawia, że można czuć się tu jak na wakacjach. Oprócz tego region charakteryzuje się dobrą infrastrukturą, a miejscowe placówki opieki zdrowotnej i szkoły są na wysokim poziomie. Warto więc pomyśleć, czy na czarującym wybrzeżu Hiszpanii nie zatrzymać się na dłużej.

Artykuły wybrane losowo

Poza utartym szlakiem w Tajlandii

 

Kinga Bielejec

www.gadulec.me

 

 Sukhotai z zabytkami związanymi z początkami architektury tajskiej

Sukhothai-000597

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

Tajlandia to jeden z najczęściej odwiedzanych krajów świata. Słynie z pięknych piaszczystych plaż, przejrzystych wód i przepysznej kuchni. Znajduje się tutaj mnóstwo buddyjskich świątyń i posągów. Tajlandzka stolica – Bangkok – nigdy nie zasypia. Nie wszyscy jednak wiedzą, że na krajobraz Tajlandii składają się też bujne zielone lasy i małe sielskie miasteczka, w których czas się zatrzymał.

 

Najlepsza pora na odwiedzenie tego azjatyckiego państwa to okres między listopadem a lutym. Trwa wtedy pora sucha, średnia temperatura powietrza waha się od 28 do 32°C, a opady należą do rzadkości. Jedynie na wschodnim wybrzeżu (w okolicy m.in. Koh Samui, Koh Tao, Phangan) może sporadycznie popadać. Te miesiące są również szczytem sezonu turystycznego, więc hotele w najpopularniejszych miejscach (w czasie Bożego Narodzenia i zabaw sylwestrowych do bardzo chętnie odwiedzanych zaliczają się szczególnie obiekty na wyspach) warto zarezerwować wcześniej.

 

Choć w biurach podróży Tajlandia cieszy się dużym zainteresowaniem, zazwyczaj turystom oferuje się program obejmujący mniej więcej te same atrakcje. Dlatego chciałabym zaproponować zejście z utartego szlaku zwiedzania. W tym kraju pozostało jeszcze wiele do odkrycia.

 

ZAGUBIENI W STOLICY

 

Przy wyborze zakwaterowania w stolicy Tajów korzystałam z portalu Couchsurfing. Ludzie z całego świata oferują w nim nocleg w swoim mieszkaniu i często wspólne spędzanie czasu. Zatrzymaliśmy się u Hosta, z pochodzenia Holendra. Które mniej znane miejsca w Bangkoku warto odwiedzić? – zapytałam go tuż po przylocie do tej prawie 10-milionowej metropolii. Najlepsze, co można zrobić, to się zgubić – odpowiedział. I faktycznie była to wskazówka idealna.

 

Okazało się, że największe miasto Tajlandii to nie tylko słynna ulica Khao San, okryty złą sławą Patpong (dzielnica występów ping pong show, ladyboyów, barów i ledwo trzymających się na nogach turystów), Wielki Pałac Królewski i liczne świątynie, lecz także targi oraz bazary pełne smaków, kolorów i zapachów. Koło ruchliwych skrzyżowań sprzedaje się kawałki kurczaka na patyku czy pad thai (smażony makaron z dodatkami), a na ulicznych straganach piętrzą się świeże egzotyczne owoce. Tutaj najlepszymi przewodnikami są nogi i nos. Do nieco mniej znanych, ale bardzo ciekawych atrakcji należą ulica industrialna (koło Kościoła Świętego Różańca) i Park Pałacowy Dusit, w którym znajdują się Pałac Vimanmek (największa budowla ze złotego drewna tekowego na świecie), sale tronowe, posąg króla Czulalongkorna (Chulalongkorna, Ramy V) i ogród zoologiczny.

 

TAJSKI ANGKOR WAT

 

W drodze z Bangkoku do Chiang Mai (na północy kraju) warto wysiąść na stacji Phitsanulok i wsiąść w autobus do Sukhothai. Początki tego miasta sięgają XIII w., a jego złoty okres przypada na panowanie króla Ramkhamhaenga (urodzonego między 1237 a 1247 i zmarłego w 1298 r.). To wtedy je rozbudowano i stało się jednym z największych na świecie ośrodków buddyzmu. Mniej więcej sto lat później, kiedy swoimi wpływami objęło te tereny Królestwo Ajutthaja (Królestwo Ayutthaya), Sukhothai straciło na znaczeniu. Zainteresowanie wzbudziło ponownie dopiero w XIX w. Przyczynił się do tego król Mongkut, Rama IV (1804–1868).

 

Obecnie odrestaurowane pozostałości tej historycznej stolicy Królestwa Sukhotai znajdują się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Leżą one w odległości ponad 10 km od współczesnego miasteczka nazywanego Nowym Sukhothai (Sukhothai Thani). Aby dotrzeć do wspaniałych ruin, najlepiej wypożyczyć skuter na dworcu autobusowym lub podjechać tuk-tukiem (trójkołową motorikszą). Należy jednak pamiętać, że kompleks jest duży i dzieli się na kilka stref (wejście płatne osobno), pomiędzy którymi łatwiej (i szybciej) porusza się środkami transportu.

 

W DŻUNGLI ŻYCIA

 

Przepiękny wodospad Thi Lo Su na rzece Maeklong w dystrykcie Umphang

UMPHANGTak-000299

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

Z Sukhothai można udać się autobusem do Mae Sot, mało znanego miasta tuż przy granicy z Birmą (Mjanmą). Wyruszają stąd wycieczki do Umphang, miejscowości położonej na skraju dżungli, do której jedzie się ok. 165 km asfaltową drogą z 1219 zakrętami. Już sama podróż to niezapomniane przeżycie – nierzadko siedzi się w pick-upie wraz z miejscowymi żującymi betel oraz ich kurami i kogutami. Przewożenie ludzi (i zwierząt) na dachu samochodu jest tutaj normą. Na dodatek otaczające nas widoki zapierają dech w piersiach. A to dopiero początek przygody!

 

Do najpopularniejszych należą wycieczki czterodniowe. Pierwszego dnia dojeżdża się do Umphang i tu nocuje. Nazajutrz, tuż po śniadaniu, wyrusza się na spływ po niezbyt rwącej rzece Maeklong (Mae Klong). Kilka lat temu zmieniono przepisy i drewniane tratwy zastąpiono dmuchanymi pontonami. Po drodze można spotkać dzikie zwierzęta (węże, gibony, mundżaki, warany, krokodyle różańcowe) i wykąpać się w gorących źródłach. Po lunchu następuje główny punkt programu – kilkugodzinny trekking w dżungli. Oczywiście, cały czas jest się pod opieką doświadczonego lokalnego przewodnika, który zna te rejony od dziecka. Najlepiej nocować w namiocie pośrodku utworzonego w 1989 r. Sanktuarium Dzikiej Przyrody Umphang (Umphang Wildlife Sanctuary), gdzie zasypia się wśród niesamowitych odgłosów. Trzeciego dnia odwiedza się największy wodospad w Tajlandii o wdzięcznej nazwie Thi Lo Su (również Thee Lor Sue lub The Lor Sue). Ma ok. 250 m wysokości i 450 m szerokości. Robi ogromne wrażenie, w dodatku można się w nim kąpać, a niekiedy nawet z niego skakać (wszystko zależy od stanu wody). Popołudniu znów wyrusza się na trekking, a po kilku godzinach dociera się do wioski Karenów. Posługują się oni językami kareńskimi, całkiem innymi niż tajski, i dopiero od kilkunastu lat uczą się w szkołach podstawowych języka urzędowego kraju. W Tajlandii mieszka ok. 400 tys. Karenów. Zajmują się głównie rolnictwem i hodowlą. W wiosce, którą odwiedziliśmy w 2014 r., nie było zasięgu sieci komórkowych czy internetowych. Miejscowi kontaktowali się z resztą świata za pomocą aparatu umieszczonego w jedynej budce telefonicznej. Uczestnicy wycieczki śpią u lokalnej rodziny i razem z nią spożywają kolację i śniadanie. Czwartego dnia wracają do Umphang. Wiele agencji proponuje wyprawy urozmaicone półtoragodzinną przejażdżką na słoniu, po której wszyscy udają się jeepem do miasteczka. Warto dopytać o szczegóły takiej oferty, ponieważ dość często zdarza się, że zwierzęta są źle traktowane, bite i zakute w łańcuchy.

 

Okolice Mae Sot i Umphang rzadko bywają wspominane w przewodnikach czy na blogach podróżniczych. Z jednej strony można nad tym ubolewać, ponieważ to jeden z ciekawszych rejonów w Tajlandii, a z drugiej dzięki temu właśnie miejsce to nie stało się jeszcze tak oblegane przez turystów jak chociażby miasto Chiang Mai. W okolicy znajduje się także jaskinia Takobi i wspierany przez UNICEF 13-tysięczny obóz dla uchodźców z Birmy (głównie Karenów) – Umpiem Mai.

 

ODPOCZYNEK W PAI

 

Omijamy wspomniane turystyczne, chodź bardzo interesujące, Chiang Mai i udajemy się do Pai – jednego z najbardziej niezwykłych miasteczek w tym kraju. Tutaj czas się zatrzymał, życie płynie powoli, podobnie jak pobliska rzeka o tej samej nazwie. To idealne miejsce na odpoczynek od zgiełku i tłumów z całego świata. Mieszkańcy Pai mają tatuaże i dredy i słuchają Boba Marleya. Ciężko stwierdzić, czy właśnie oni przyciągnęli podobnych do siebie turystów, czy sami zaczęli naśladować styl Europejczyków, Amerykanów i Australijczyków. Jedno jest pewne – dziś to leniwe miasteczko uchodzi za mekkę backpackerów ze wszystkich stron świata. Znajdują się tu hostele, nieco bardziej luksusowe bungalowy z hamakami, na których można przeleżeć tydzień, klimatyczne restauracje i kafejki. Młodzi ludzie przyjeżdżają na 2–3 dni i zostają na tydzień (lub znacznie dłużej).

 

W Pai każdy spędzi przyjemnie czas. Jeśli odpoczynek już nam się znudzi, wystarczy wynająć skuter lub zapisać się na zorganizowaną wycieczkę. W okolicy jest mnóstwo atrakcji – kanion (Pai Canyon, Kong Lan), wodospady (w tym szczególnie malowniczy Pam Bok), gorące źródła, Most Pamięci. Po drodze warto wstąpić na pyszną kawę i ciasto do przepięknie położonej kawiarni „Coffee in Love”.

 

SŁONIE I LUDZIE

 

W odległości ok. 10 km od centrum Pai znajduje się Thom’s Elephant Camp, czyli wioska słoni, która oferuje kilkugodzinne przejażdżki na grzbiecie tych inteligentnych i wrażliwych zwierząt bądź kąpiele z nimi w pobliskiej rzece. Aby poznać je jeszcze bliżej, można odbyć tygodniowy lub dwutygodniowy wolontariat. Sens funkcjonowania miejsc, w których główną atrakcją są żywe stworzenia, to niezmiernie trudny i dyskusyjny temat. Nie inaczej jest w tej sytuacji.

 

Słonie od tysięcy lat pomagają tutejszym mieszkańcom w pracy i życiu codziennym. Niegdyś wykorzystywano je w trakcie działań wojennych i przy wycinaniu lasów. Obecnie stały się machiną do zarabiania pieniędzy. Prawie zawsze w wioskach słoni pracują samice, ponieważ samce są nieposłuszne i trudniej je kontrolować. Młode zabiera się od matek i tresuje, aby w przyszłości służyły człowiekowi. Takie szkolenia bywają niezwykle brutalne, gdyż panuje przekonanie, że każdego osobnika trzeba złamać. Trener, tzw. mahout, musi pokazać słoniowi, iż ma nad nim władzę. Nierzadko stosuje się łańcuchy i ostro zakończone kije – zarówno w trakcie szkolenia, jak i później, już podczas wykonywania określonych zadań. Zwierzęta i mahouci pracują od rana do wieczora, 7 dni w tygodniu, praktycznie przez okrągły rok, jeśli tylko jest na to zapotrzebowanie.

 

W Thom’s Elephant Camp w Pai słonie nie mają założonych łańcuchów, a turyści siedzą bezpośrednio na ich karku, a nie w niewygodnych, ciężkich krzesłach. Mimo wszystko zwierzęta muszą pracować bardzo dużo i spędzają całe życie w niewoli, posłusznie służąc swoim opiekunom. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się przekształcenie wszystkich takich ośrodków w rezerwaty przyrody, jednak wtedy zatrudnienie straciłyby tysiące mahoutów, którzy najczęściej utrzymują wieloosobowe rodziny. Prawdopodobnie Tajlandia nie jest gotowa na tak radykalne zmiany, ale przed przejażdżką na słoniu powinniśmy zastanowić się nad wszystkimi wadami i zaletami tego typu atrakcji. Być może lepiej będzie odwiedzić wioskę, w której te piękne i dostojne zwierzęta dożywają swojej starości po latach pracy, a w Thom’s Elephant Camp jedynie dać słonicom banana i pogłaskać je po trąbie, a potem stąd odjechać.

 

NIEZWYKŁA ŚWIĄTYNIA

 

Na północy Tajlandii, tuż przy granicy z Laosem i Birmą leży miasto Chiang Rai. Można tu przyjechać na jednodniową wycieczkę z Chiang Mai lub zajrzeć w drodze do innego kraju Azji Południowo-Wschodniej. Kilka kilometrów od centrum znajduje się świątynia buddyjska inna niż wszystkie – Wat Rong Khun, zwana również White Temple (Białą Świątynią). Jej nowoczesny gmach zaprojektował tajski artysta Chalermchai Kositpipat. Budowa obiektu rozpoczęła się w 1997 r. i trwa do dzisiaj. Podobno pomysłodawca powiedział kiedyś, że zostanie ukończona ok. 60–90 lat po jego śmierci. Biała Świątynia jest pełna różnego rodzaju symboli. Do głównego budynku (ubosot) prowadzi mostek, który otacza las powykręcanych rąk i dłoni należących do udręczonych dusz próbujących wydostać się z piekła. Wnętrze, z pozoru mało interesujące, zdobią wizerunki bohaterów współczesnej kultury popularnej: Batmana, Spidermana, Supermana, Jacka Sparrowa czy Harry’ego Pottera (a nawet minionków, Angry Birds i Hello Kitty). Postacie te zostały umieszczone wraz z płonącymi wieżami nowojorskiego World Trade Center, co sugeruje, że nie są w stanie uratować naszego świata. W całym obrazie dominującą rolę odgrywa natomiast wielki demon, w oczach którego znajdują się twarze Osamy bin Ladena i George’a W. Busha. Ten osobliwy mural ma uświadomić patrzącemu, że tylko Budda może zbawić ludzkość.

 

Drugą interesującą budowlą w Chiang Rai jest Baan Dam, czyli Czarny Dom. Kompleks ten stworzył Taj Thawan Duchanee. Składa się na niego kilkadziesiąt budynków z drewna, szkła, terakoty i innych tworzyw. W ich wnętrzach można podziwiać m.in. ogromny zbiór trofeów myśliwskich artysty.

 

NA RAJSKICH WYSPACH

 

Wat Rong Khun – główna świątynia i prowadzący do niej mostek

IMG 3507

© KINGA BIELEJEC/GADULEC.ME

 

Południe Tajlandii to przede wszystkim liczne wyspy i piękne plaże. Tutaj trudniej o miejsca poza utartym szlakiem. Przy wschodnim wybrzeżu, w Zatoce Tajlandzkiej leżą jedne z najciekawszych wysp. Koh Tao to mekka nurków, na Koh Phangan odbywa się słynne Full Moon Party, a Koh Samui jest najspokojniejsza z całej trójki. Na każdej z nich warto wynająć skuter, aby zwiedzać okolicę we własnym tempie. Znajdziemy tu zarówno spektakularnie położone punkty widokowe (np. John-Suwan Viewpoint lub Chalok Viewpoint na Koh Tao), jak i rajskie plaże (chociażby Thian Og na Koh Tao czy Chaloklum albo Haad Salad na Koh Phangan).

 

Wody otaczające Koh Tao stanowią idealny rejon na kurs nurkowania. Przystępne ceny, instruktorzy mówiący w wielu językach i niezwykły podwodny świat sprawiają, że to właśnie na tę wyspę przyjeżdżają turyści spragnieni nowych doznań. W jej bezpośrednim sąsiedztwie wyróżnia się 25 atrakcyjnych miejsc nurkowych, wśród których najbardziej znane są Japanese Gardens, Red Rock, Shark Island, White Rock, Southwest Pinnacle, Mango Bay, Chumporn Pinnacle, Green Rock, Hin Wong, Sail Rock czy Twins Peak. Średnia głębokość wynosi mniej więcej 12–18 m, jednak bez problemu znajdziemy punkty dla bardziej zaawansowanych nurków (do 45 m głębokości). Widoczność sięga ok. 15, a nawet 30–40 m w sprzyjających warunkach.

 

Full Moon Party, Half Moon Party, zabawa sylwestrowa czy Boże Narodzenie – na Koh Phangan okazji do świętowania jest bez liku. Na plaży Haad Rin raz w miesiącu gromadzi się od 10 do 30 tys. młodych ludzi z całego świata. Ściągają tutaj, aby słuchać muzyki, tańczyć i popijać drinki z napoju energetycznego, soku i alkoholu (najczęściej lokalnego rumu) podawane z lodem w plastikowych wiaderkach, a zwane buckets. Imprezowicze krążą do białego rana między kilkoma różnymi scenami wystawionymi nad brzegiem Zatoki Tajlandzkiej. Wszyscy mają pomalowane twarze i odblaskowe koszulki, a kolejka do studia tatuażu ciągnie się przez pół ulicy. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się w 1985 r., kiedy po raz pierwszy podczas pełni księżyca bawiła się tu grupa 20–30 turystów. Obecnie to jedna z największych plażowych imprez na świecie. Oprócz tego na Koh Phangan organizuje się także Black Moon Party na plaży Baan Tai (raz w miesiącu, gdy księżyc jest w nowiu) i Half Moon Party w małym lesie leżącym ok. 2 km w głąb lądu (dwa razy w miesiącu, w czasie pierwszej i ostatniej kwadry).

 

Na zachodnim wybrzeżu kraju znajdują się m.in. miasta Krabi i Ao Nang. Same w sobie nie są zbyt ciekawe, jednak będą doskonałymi bazami wypadowymi na maleńkie wysepki lub półwyspy. W Tajlandii obowiązkowo należy odwiedzić plażę Railay (Rai Leh) i archipelag Phi Phi. Na Koh Phi Phi Leh był kręcony słynny film Niebiańska plaża (2000 r.) z Leonardem DiCaprio w roli głównej. Półwysep Railay jest z kolei świetnym miejscem na odpoczynek i znakomitym rejonem dla miłośników wspinaczki skalnej. Niestety, zarówno jego, jak i archipelag Phi Phi oblegają tłumy turystów, szczególnie w okresie ferii świątecznych.

 

Blisko granicy z Malezją znajduje się wyspa idealna dla osób kochających dziką przyrodę, ceniących spokój i ciszę. Infrastruktura turystyczna na Koh Tarutao jest bardzo ograniczona, dlatego jej rejon pozostaje niemal dziewiczy i niezmieniony przez człowieka. Biuro Narodowego Parku Morskiego Tarutao udostępnia bungalowy do wynajęcia, można też rozbić tutaj namiot (swój lub wypożyczony na miejscu).

 

ULICZNE JEDZENIE

 

Tajska kuchnia uchodzi za jedną z najsmaczniejszych na świecie. Co ciekawe, bardzo często jedzenie uliczne, przygotowywane w budkach przez starsze kobiety, jest dużo lepsze niż w restauracjach. Do najpopularniejszych potraw należy pad thai – podsmażony makaron ryżowy z pastą z tamaryndowca, sosem rybnym, sokiem z limonki, jajkiem, chili, czosnkiem, kiełkami fasoli mung i kurczakiem lub krewetkami. Kolejne danie, którego trzeba spróbować w Tajlandii, to tom yum (tom yam). W tej kwaśno-ostrej zupie bazę stanowi wywar z kurczaka bądź wieprzowiny wzbogacony trawą cytrynową, liśćmi papedy, sokiem z limonki, przyprawą galangal, sosem rybnym i chili. Występuje w dwóch wersjach – z mleczkiem kokosowym i bez niego. Miłośnicy ostrych smaków powinni skosztować sałatki z zielonej papai (som tam). Oprócz cienkich pasków tego owocu dodaje się do niej m.in. fasolę, pomidory, czosnek, orzeszki ziemne, sos rybny, sok z limonki, cukier palmowy i chili. Koniecznie należy również spróbować różnych rodzajów curry – zielonego, żółtego i czerwonego. A na koniec warto zjeść jeden z najpyszniejszych deserów świata – mango sticky rice (khao niao mamuang), czyli kleisty ryż z mleczkiem kokosowym i świeżym mango. To prawdziwe niebo w gębie!

 

KRÓL TAJLANDII

 

W artykule o Tajlandii nie można pominąć tak istotnej kwestii, jaką jest rodzina królewska. Bhumibol Adulyadej (Rama IX) zmarł 13 października 2016 r. w Bangkoku w wieku 88 lat. Był najdłużej panującym monarchą na świecie (wstąpił na tron w czerwcu 1946 r.). Rodacy uwielbiali swojego króla, stanowił dla nich ogromny autorytet, zdjęcia z jego podobizną wisiały wszędzie, a o rodzinie królewskiej nie wypadało powiedzieć złego słowa. Tuż po śmierci władcy miliony osób opłakiwały go na ulicach, na tydzień (a nawet miesiąc) zamknięto wiele barów i klubów, w państwie ogłoszono roczną żałobę. Jego jedyny syn i następca, Maha Vajiralongkorn (Rama X), ma niezmiernie trudne zadanie. Król Bhumibol Adulyadej był powszechnie szanowany. Jego potomek natomiast jest równie powszechnie nielubiany.

 

Tajlandia to kraj kontrastów, rozmaitych smaków i kolorów. Mimo iż z roku na rok odwiedza ją coraz więcej turystów, wciąż można tu znaleźć miejsca mniej popularne, leżące z dala od zgiełku i rewirów naganiaczy. Niekiedy dotarcie do takich zakątków zajmuje sporo czasu, ale na pewno warto zejść z utartego szlaku i odwiedzić dżunglę w okolicy Umphang czy kanion i wodospady koło Pai. Promocje na loty do Bangkoku zdarzają się coraz częściej, aż żal z nich nie skorzystać. Na koniec trzeba dodać, że Tajlandia sprawdza się idealnie jako kraj na pierwszą podróż do Azji – jest egzotyczna, ale nie tak bardzo osobliwa i obca dla Europejczyka jak Indie bądź Indonezja.

 

Koh Phi Phi Leh – rajska zatoka Maya

ao-maya-mu-ko-phi-phi - Kopia

© TOURISM AUTHORITY OF THAILAND (TAT)

 

 

Sycylia – mit i rzeczywistość

 taormina DSC9981 ORIZZ

Pozostałości teatru greckiego z III w. p.n.e. w Taorminie niedaleko wulkanu Etna

© REGIONE SICILIANA DIPARTIMENTO TURISMO, SPORT E SPETTACOLO

 

DOMINIKA FRIEDRICH

www.sycyliabocznymidrogami.pl

 

 Trójkątna w swoim kształcie Sycylia jest ziemią słońca i ognia Etny zwanej Mongibello. Niegdyś stanowiła centrum antycznego świata, dlatego też wiele mitów opowiada właśnie o niej. To największa wyspa Morza Śródziemnego. Swojemu strategicznemu położeniu zawdzięczała nie tylko rozkwit, lecz także zainteresowanie najeźdźców. Nie bez znaczenia były zarówno jej urodzajne gleby, jak i wspaniały śródziemnomorski klimat. Kiedyś nazywano ją nawet spichlerzem Włoch, którym zresztą pozostaje do dziś.

 

Na Sycylii od stuleci krzyżowały się wpływy rozmaitych kultur. Pozostawiły one na niej liczne ślady, obecnie bezcenne dzieła sztuki. Współcześni Sycylijczycy wydają się być odrębnym narodem, a ich wyspa – niemal autonomicznym krajem. Łatwo dostrzec, że pod względem społecznym i kulturowym różni się ona od kontynentalnych Włoch. Wszystko jest tutaj jakby doprowadzone do przesady: słońce świeci jaskrawiej, niebo i morze mają wyjątkowo intensywną barwę, owoce są niesamowicie słodkie. To ziemia kontrastów, luksusu i biedy, jedyna w swoim rodzaju, meravigliosa, czyli wspaniała.

 

Sycylia moim zdaniem zdecydowanie bardziej przypomina Afrykę niż Europę. Od kontynentalnych Włoch dzieli ją co prawda tylko wąska Cieśnina Mesyńska, ale południowo-zachodni kraniec wyspy leży zaledwie ok. 230 km od Tunisu. Mamy więc tutaj okazję pooddychać afrykańskim powietrzem w europejskim kraju.

 

OJCZYZNA SYCYLIJCZYKÓW

 

Można pojechać na Sycylię i zobaczyć jedynie słońce, morze i błękitne niebo niczym ze zdjęć w turystycznych folderach. W końcu wyspa ma 1152 km wybrzeża! Jednak już sama wyprawa w głąb lądu stanowi podróż do innej krainy. W miarę zbliżania się do takich miast jak Enna czy Caltanissetta, położonych w centrum Sycylii, można zauważyć, jak wszystko się zmienia: światło, otaczający krajobraz, twarze ludzi i ich charaktery. Po drodze z Katanii do Palermo z wesołej, świątecznej i rozświetlonej nadmorskiej okolicy trafia się do ciemnego, gorzkiego i melancholijnego regionu.

 

Wbrew pozorom tę włoską wyspę warto odwiedzić nie tylko latem. Nie wszyscy wiedzą, że miasta w środku lądu, np. wspomniana Enna, lub te wzniesione na skałach, jak leżące na północno-zachodnim krańcu Erice, są otulone mgłą niczym miejscowości w Lombardii. W jednym z miasteczek na zboczach Etny można z kolei zjeść tradycyjne ciasteczka narciarza (biscotti dello sciatore), bo już w latach 20. XX w. Sycylijczycy uprawiali narciarstwo na stokach tutejszego wulkanu. Jedno jest jednak pewne – na Sycylii podróżnik musi uzbroić się w cierpliwość, niezbędną podczas szukania nieznanych miejsc i odkrywania fascynujących tajemnic. Ta wytrwałość zostanie z pewnością nagrodzona, ale należy uważać, bo wyspa potrafi uzależnić i sprawić, że ciągle chce się na nią wracać.

 

Sycylijska kuchnia jest niezmiernie różnorodna i smakowita. Odzwierciedla historię regionu – mieszają się w niej wpływy włoskie, greckie, arabskie, francuskie i hiszpańskie. Burzliwa przeszłość wyspy ukształtowała też charakter Sycylijczyków. Są oni z natury nieufni, co zapewne stanowi efekt ciągłych najazdów, ale jednocześnie ciekawi świata, na przestrzeni stuleci zetknęli się w końcu z wieloma kulturami. Mają także niesamowite poczucie humoru i cieszą się każdą chwilą, bo przecież jutro może nie nadejść. Nie żyją, żeby pracować, lecz pracują, aby żyć. Sycylijczyk potrafi być prawdziwym przyjacielem, który nigdy nie zostawi nas w potrzebie. Jednak w kłótni bywa tak samo żywiołowy i gwałtowny jak w okazywaniu radości. Poza tym mieszkańcy Sycylii są bardzo rodzinni i darzą ogromnym szacunkiem starszych. Na wspólne wyjazdy wakacyjne często wybierają się razem nawet czteropokoleniowe rodziny.

 

Może ze względu na południowy, niemal afrykański klimat Sycylijczycy mają czas na wszystko, nie skąpią go więc na życzliwy uśmiech, dobre słowo czy kawę z przyjacielem. Jeżeli zapytamy ich o drogę po angielsku, będą prawdopodobnie zakłopotani (najczęściej nie znają tego języka), ale sami zaprowadzą nas na miejsce. To ludzie z sercem na dłoni, nawet jeśli się zdenerwują, po chwili znów wraca im humor. Sycylijczycy są prawdziwym skarbem tej wyspy.

 

POD OKIEM MAFIOSÓW

 

Niestety, Sycylia osobom, które niewiele wiedzą na jej temat, najczęściej kojarzy się z mafią. Ta jednak jest nie tylko organizacją przestępczą o początkach sięgających dalekiej przeszłości. Stanowi również zjawisko społeczne, tradycję, sposób na życie i codzienność mieszkańców wyspy. Stworzyła własny kodeks obowiązujący jej członków i określający zasady postępowania. Mafia ma różne oblicza i jej pobieżna charakterystyka zajęłaby setki stron. Zainteresowanym tematem polecam książkę, która do tej pory nie ukazała się w języku włoskim, ale została wydana po polsku – Sycylijski mrok australijskiego autora Petera Robba. Ta publikacja z pewnością pomoże zrozumieć nieco lepiej rzeczywistość Sycylijczyków.

 

Nawet Benicie Mussoliniemu nie udało się ostatecznie zniszczyć tutejszej mafii. Być może stało się tak dlatego, że jest ona integralną częścią sycylijskiego świata. W 1992 r. przegrali z nią sędziowie Giovanni Falcone i Paolo Borsellino (obaj zginęli w zamachach bombowych). Jak dotąd nikt nie rozwiązał problemu mafii na Sycylii definitywnie.

 

Za najlepszy kinowy obraz nakręcony na ten temat uchodzi film, w którym – podobnie jak w książce stanowiącej dla reżysera główną inspirację – słowo „mafia” nie pojawia się ani razu! Ojciec chrzestny Francisa Forda Coppoli powstał na podstawie powieści Maria Puzo o tym samym tytule. Do dziś uważany jest za wzór dla wszystkich twórców, którzy mierzą się z przeniesieniem na ekran mafijnego świata.

 

Sycylia była w przeszłości łakomym kąskiem dla zdobywców szukających nowych ziem. Po śmierci w grudniu 1250 r. cesarza Fryderyka II Hohenstaufa na ludność sycylijską nałożono powinności feudalne, a tych, którzy nie chcieli podporządkować się narzuconym nakazom, surowo karano. Ta sytuacja doprowadziła do buntu Sycylijczyków – powstała grupa mająca pomagać uciśnionym. Według innej teorii taka organizacja zawiązała się, gdy wyspę okupowali Hiszpanie. Mafia zawsze działała w kręgu wielkiej polityki i w tle ważnych wydarzeń. Tzw. Bractwo wspierało Giuseppe Garibaldiego, a w czasie II wojny światowej operacja aliantów pod kryptonimem „Husky” (9 lipca – 17 sierpnia 1943 r.) była poprzedzona zawarciem układu z sycylijskimi bossami.

 

Z mitologicznej otoczki odziera mafię jej codzienna działalność przestępcza. Wymuszenia, nielegalne budownictwo, produkcja narkotyków i handel nimi, prostytucja – to tylko nieliczne przykłady. Mafia stara się legalizować swoje interesy. Wychodzi z założenia, że jeśli pieniądze można włożyć w legalny biznes, należy to po prostu zrobić. Przedsiębiorstwa mafijne zarabiają dziś na wywozie śmieci, budowaniu nieruchomości, rolnictwie, gastronomii i innych usługach. We Włoszech ok. 30 proc. firm odpowiadających za odbiór odpadów znajduje się w rękach mafii lub jest z nią powiązanych. Prasa podaje, że roczne dochody rodzin są szacowane na mniej więcej 120–140 mld euro.

 

 IMG 1930

Polpo bollito – gotowana ośmiornica

© REGIONE SICILIANA DIPARTIMENTO TURISMO, SPORT E SPETTACOLO

 

FESTIWAL ZMYSŁÓW

 

Na Sycylii widok ludzi jedzących na ulicy w trakcie spacerowania, robienia zakupów na targu, jazdy na skuterze czy prowadzenia samochodu należy do codzienności. Ludzie zatrzymują się przed ulicznym straganem, biorą coś do ręki i jadą dalej. Tutaj je się o każdej porze dnia, a używa się do tego palców. Sprzedaje się głównie małe przekąski (gotowane, smażone bądź pieczone na ruszcie), przygotowywane na stoiskach na świeżym powietrzu. To rodzaj miejscowego fast foodu, którego historia na wyspie sięga ponad 2 tys. lat wstecz. Cucina di strada („kuchnia uliczna”) i buffittieri (bufety) są integralną częścią sycylijskiej sztuki kulinarnej. Od wieków oferowane na ulicach specjały oddawały porządek pór roku, dni tygodnia i godzin.

 

Sycylijczycy od zawsze uważali jedzenie nie tylko za sposób na zaspokojenie głodu, ale również za prawdziwą przyjemność. Na Sycylii ludzie się nie pożywiają, oni delektują się, biesiadują i pełnymi garściami czerpią z tego satysfakcję i radość, czyniąc w ten sposób zadość potrzebom duchowym. Poza tym kuchnia jest także nieodłącznym elementem tutejszej kultury.

 

Na całym świecie panuje obecnie moda na tzw. finger food. Na nowo odkrywamy przyjemność, jaka płynie z jedzenia palcami, gdy uaktywnia się nie tylko wzrok, smak i węch, ale też zmysł dotyku. Właśnie przez dotykanie poznajemy najpierw konsystencję i temperaturę tego, co akurat spożywamy, zanim włożymy to do ust. Opuszki palców są bardzo wrażliwe, co potęguje doznania. Sycylijczycy jedzą rękami bez skrępowania, aż do oblizywania palców. Zupełnie nie wstydzą się tej przyjemności. Istnieje nawet takie włoskie powiedzenie buono da leccarsi le dita (dosłownie „dobre aż do oblizania palców”). Do dziś zresztą duża część ludzkości je palcami, bez użycia sztućców (to popularny sposób m.in. w kręgu krajów arabskich, Etiopii czy Azji Południowej).

 

W starożytnych Syrakuzach, Selinuncie, Morgantinie czy innych miastach jedzono na ulicy. Osoby spacerujące pomiędzy stoiskami wchłaniały zapachy przygotowywanych potraw, karmiły oczy ich widokiem, a w końcu rozkoszowały się smakiem. Ten uniwersalny zwyczaj, którego nie zmieniły zawirowania historii, łączy nas dzisiaj z dawnymi czasami.

 

 Palermo - Ph Valerio Casari

W Palermo sprzedaje się różnego rodzaju przekąski wprost na ulicy

© REGIONE SICILIANA DIPARTIMENTO TURISMO, SPORT E SPETTACOLO/VALERIO CASARI

 

W TEATRZE SMAKÓW

 

Uliczną kuchnię można znaleźć na targowiskach miejskich, w zaułkach starych uliczek nadmorskich, rybackich miejscowości, w Katanii, Syrakuzach, Agrygencie (Agrigento), ale przede wszystkim w Palermo. To ostatnie miasto wypełnia różnokolorowy tłum, egzotyczne bary, sklepy z arabskimi artykułami na wystawach. Wokół słychać różne języki, jakby w jednym miejscu zgromadzili się budowniczowie wieży Babel, wszędzie unoszą się rozmaite zapachy. Palermo jest stolicą Sycylii i sycylijskiego street foodu. To miasto pełne życia i ruchu, żyjące szybko, niezmiernie kolorowe, agresywne, hałaśliwe, głośne i ekscytujące.

 

Palermitańska plaża Mondello, leżąca w dzielnicy o tej samej nazwie, uchodzi za popularne wśród mieszkańców miejsce wieczornych spacerów latem i niedzielnych obiadów na świeżym powietrzu na wiosnę. Można tutaj znaleźć również stoiska z ulicznym jedzeniem, jakże odmiennym od tego w centrum Palermo. Na cibo da strada, czyli „żywność z ulicy”, składają się potrawy, których najczęściej nie przygotowuje się w domu. Są zbyt pracochłonne i nie warto przyrządzać porcji tylko dla kilku osób. W Mondello kupimy polpo bollito – gorącą, gotowaną ośmiornicę, ricci di mare – jeżowce, otwierane na oczach klienta (niewiele jest w nich do zjedzenia, to przede wszystkim zapach wiatru i morskiego powietrza), frutti di mare crudi – świeże owoce morza na surowo, np. fasolari (małże wenus brunatne), tartufi di mare, cannolicchi (małże brzytwy), vongole (małże wenus) czy cozze (omułki śródziemnomorskie),ostrygi, padelle i telline (urąbki). Tych wszystkich przysmaków zawsze później brakuje turystom po powrocie z Sycylii do Polski.

 

W centrum Palermo nie wolno odmówić sobie przyjemności, jaką daje spacer, degustacja i zaopatrzenie się w różne specjały na historycznym targowisku Vucciria. To największy tutejszy bazar, oszałamiający kolorami, ilością towarów i chaotyczną, hałaśliwą atmosferą, przypominający nieco suk w arabskim mieście. Po wejściu na targ można poczuć się tak, jak ktoś, kto w teatrze wyszedł nagle zza kulis na scenę podczas trwającego przedstawienia i stał się jednym z aktorów biorących udział w spektaklu. Rozwinięte czerwone markizy zasłaniające oślepiające słońce przywodzą na myśl namiot cyrkowy. Spod płóciennych dachów wyglądają artyści – miejscowi sprzedawcy, z których każdy stara się przyciągnąć uwagę przechodzących osób, szczególnie obcokrajowców, wyróżniających się ubraniem i sposobem poruszania się. Główną rolę odgrywa tu miecznik (pesce spada) ze straganu rybnego. Jest ogromny, ma długi, błyszczący miecz, srebrzystą skórę i ogon wygięty w łuk. Słońce świecące przez markizy zabarwia go na czerwono. Obok ciągną się w nieskończoność rzędy fioletowych i czarnych bakłażanów oraz zielonych cukinii, również tych z rodzaju serpente di Sicilia („sycylijskiego węża”), wraz z ich kruchymi liśćmi – tenerumi. Dalej leżą pachnące pomidory odmian San Marzano, piccadilly, datterino czy Pacchino. Znajdziemy też stoiska z różnorakimi sałatami i warzywami liściastymi(sałatą rzymską,lodową i canasta,rukolą, endywią,cykorią,burakami liściowymi).W powietrzu unosi się oszałamiający zapach świeżej bazylii i mięty. Wzrok z daleka przyciągają ogromne cebule – cipolle di Chiarantana, i czerwony czosnek – aglio rosso di Nubbia.

 

Na targowisku nie brakuje także barwnych owoców. Piętrzą się egzotyczne, piegowate opuncje, słoneczne melony kasaba (casaba) i chlebowe (meloni di pane), zielone arbuzy (tzw. meloni d’acqua – melony wodne, inaczej angurie), rumiane brzoskwinie z Leonforte (pesche di Leonforte) owinięte w oddzielne bibułki niczym balowe sukienki, spłaszczone brzoskwinie tabacchiere (Saturn) i okrągłe, żółte percocche, nektarynki, morele, różnokolorowe winogrona i figi, delikatne, słodkie, rozłożone na liściach figowych. Wśród tego wszystkiego stoją worki pełne ciecierzycy, soczewicy, fasoli, grochu, migdałów, sezamu, rodzynek, orzechów i zielonego złota Etny, czyli pistacji. Znajdziemy również suszone pomidory, kapary – kwiaty do jedzenia, potocznie zwane sycylijskimi orchideami, finocchietto selvatico – dziki koper włoski, a także otwarte wielkie puszki z solonymi sardynkami, suszoną ikrę tuńczyka – bottargę, kadzie pełne oliwek: czarnych, fioletowych lub zielonych.

 

NIEBO W GĘBIE

 

Vucciria to nie tylko żołądek, ale i tętniące serce Palermo, niesamowite królestwo sycylijskiego jedzenia ulicznego. Jeżeli ktoś chce spróbować właśnie takich specjałów, powinien udać się na gwarny palermitański targ. W ponad 670-tysięcznej stolicy Sycylii, w odróżnieniu od innych regionów wyspy, szczególnie nieturystycznych zakątków we wnętrzu lądu, można zjeść o każdej godzinie bez wchodzenia do restauracji czy trattorii. To bardzo charakterystyczne dla Palermo, którego ulice, szczególnie w centrum, pełnią ciągle jeszcze funkcję społeczną, są miejscem spotkań dla wielu Sycylijczyków i stanowią naturalne przedłużenie małego, ciasnego mieszkania. Turystom nie chcącym tracić cennego czasu przeznaczonego na zwiedzanie polecam te posiłki w locie (pranzetti volanti), sprzedawane w kioskach i ulicznych smażalniach.

 

W stolicy wyspy można kupić jedzenie do ręki (cibo nelle mani) w doskonałym wydaniu. Warto spróbować pane con panelle – kanapkiz tradycyjnymi placuszkami z mąki z ciecierzycy, smażonymi na bieżąco w głębokim oleju i roznoszącymi wokół zapach typowy dla orientalnych targowisk. To tania i skromna przekąska, lecz otacza ją niewidzialny, jedynie wyczuwalny innymi zmysłami przepych. Poza tym na zainteresowanie zasługują z pewnością cazzilli (crocchè di patate) – krokiety z ziemniaków, i melanzane a quaglia – bakłażany rozkrojone w formie kwiatu. Klasyczną propozycją na drugie śniadanie jest sfincione, czyliciasto przypominające pizzę, posmarowane solonymi sardynkami, sosem pomidorowym, posypane cebulą i startym serem caciocavallo oraz polane odrobiną oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia. Nie wolno zapomnieć też o arancini. Ten specjał przypomina o setkach lat sycylijskich tradycji kulinarnych. Pachnący szafranem ryż z dodatkiem zielonego groszku otula serce z mięsnego sosu ragoût z mozzarellą (arancini con ragù). Żeby wygodniej było przewozić arancini i jeść je na ulicy, nadano im okrągły kształt, ze względu na który przypominają po usmażeniu małą pomarańczę (arancia). Obecnie te pyszne złote kulki spotyka się w najróżniejszych wersjach.

 

Od godziny 16.00 uliczne bufety w Palermo stają się jeszcze atrakcyjniejsze. Można wręcz dostać zawrotu głowy od rodzajów przekąsek do wyboru. Na stoiskach serwuje się także wino. Warto wrzucić coś na ząb przed kolacją, którą na wyspie je się nie wcześniej niż o 21.00. Każdego popołudnia w zaułkach i na peryferiach miasta unoszą się do nieba kolumny gryzącego dymu, przypominającego ten z dawnych ołtarzy greckich świątyń. Na wschodzie Sycylii na prymitywnych rusztach piecze się mięso końskie (carne equina), kiełbasy, makrele lub sardynki. W Palermo za gwiazdę popołudniowych ulicznych straganów uchodzą wnętrzności jagnięce bądź kozie, nadziane na szpadkę jak szaszłyk i pieczone na grillu zwane stigghiola.

 

Tradycyjną przekąską w stolicy wyspy o każdej porze dnia i roku jest panino con la milza (pani câ meusa) – bułka z cielęcą śledzioną. W zimowe popołudnia na ulicach podaje się i inne ciepłe dania. Należy do nich np. caldume, czyli gorący talerz (po sycylijsku quarume). W jego skład wchodzą podroby i gotowane flaki wołowe. Na tych samych stoiskach w lecie oferuje się serwowane na zimno wieprzowe kopyta (odpowiednik naszych zimnych nóżek), wołowe policzki i ozory, flaki i inne specjały ugotowane i spryskane sokiem wyciśniętym z cytryny.

 

Warto jeszcze wspomnieć o kilku sycylijskich osobliwościach. Frittola to chrząstki, kawałki tłuszczu i resztki mięsa podsmażone na smalcu z dodatkiem szafranu, liści laurowych, soli i czarnego pieprzu. Pod nazwą babbaluci (vavaluci) kryją się małe, białe ślimaki z gatunku Helix pisana (Theba pisana). Koniecznie trzeba spróbować wspomnianej już miejscowej odmiany cukinii zwanej serpente di Sicilia („sycylijski wąż”). Ugotowana i podana na zimno z odrobiną soli idealnie sprawdza się jako lekkie danie w lecie, szczególnie kiedy wieje suchy i gorący sirocco. W okresie letnim nie brakuje też pysznych zmrożonych kawałków arbuza. Od początku jesieni aż do zimy sprzedaje się obrane na miejscu opuncje.

 

O Sycylii mogłabym pisać bez końca, ale wiem, że nie da się w ten sposób oddać charakterystycznych dla niej kolorów, zapachów i smaków. Tak naprawdę zrozumie mnie tylko ten, kto sam wybierze się na tę pasjonującą włoską wyspę. Na szczęście każdy moment jest dobry na taką podróż. Sycylia zachwyca o każdej porze roku, a wyprawa na nią nie wymaga żadnych wielkich przygotowań. Wystarczy jedynie zabrać ze sobą apetyt i – oczywiście – dobry humor. Wówczas z pewnością zakochamy się w tej Perle Morza Śródziemnego lub Wyspie Słońca, jak słusznie przyjęło się o niej mówić.

 

 Venditore di olive Mercato del Capo a Palermo - Ph Valerio Casari

Stoisko z rozmaitymi rodzajami oliwek na Mercato del Capo w Palermo

© REGIONE SICILIANA DIPARTIMENTO TURISMO, SPORT E SPETTACOLO/VALERIO CASARI

Teneryfa – wyspa wiecznej wiosny

WIOLETTA KRAWIEC

 

Marzy wam się takie miejsce, gdzie przez okrągły rok panują doskonałe warunki pogodowe – jest ciepło i słonecznie, ale nie upalnie, a twarze owiewa orzeźwiająca morska bryza? Chcecie wybrać się na wyspiarskie wakacje, ale wyprawa w odległe tropikalne kraje wydaje się zbyt daleką i męczącą podróżą? A może oprócz leżenia na plaży i kąpieli w morzu macie także ochotę zobaczyć cuda przyrody i ciekawe zabytki? Jeśli tak wygląda wasz sen o wakacyjnym raju, zapraszamy na Teneryfę – jedną z Wysp Kanaryjskich!

Więcej…